W dzisiejszym "Dzienniku" bardzo przyzwoity materiał o zapowiadanym przywracaniu normalności w traktowaniu starej liturgii w Kościele (tymczasem warto zauważyć, że wczoraj te sympatyczne "pogłoski" o dokumencie Benedykta XVI w tej sprawie potwierdziła agencja prasowa włoskiego Episkopatu). Niezły jest też komentarz Wróbla: nie myślcie, że stara Msza jest dla eskapistów, ona jest "supernowoczesna" - gdyż nie ma nic tak "alternatywnego", "odjechanego" i "jazzy" jak mszalne dwie godziny "cichej koncentracji na Bogu, a nie na sobie". A więc jeszcze raz Chesterton: tylko rzeczy stare są młode (tak w "Napoleonie z Notting Hill").
Naprawdę żałośnie brzmią w tym wszystkim komentarze niektórych biskupów. Abp Gocłowski, który zapewnia, że ludzie nie są starą Mszą zainteresowani - a może wyjaśniłby najpierw czemu pomija milczeniem już chyba czwarty list wiernych z prośbą o tę Mszę (szczyt dialogu i pasterskiej troski, nieprawdaż?). Bp Gołębiewski z Wrocławia, który oświadcza, że sprawą zainteresowani są tylko nieliczni ludzie starsi - a może wystarczyłoby zobaczyć kto chodzi na te Msze tam, gdzie na nie zezwolono, np. we Wrocławiu? Każdy wie, że są to głównie ludzie młodzi (choć jest faktem, że wraz z upływem lat proporcje się wyrównują, jak w Warszawie u św. Benona: są wszystkie pokolenia, jak w zwykłej parafii). Mam wrażenie, że czytam opinie ludzie głęboko uprzedzonych albo bardzo słabo poinformowanych. Na tym tle o wiele przyzwoiciej brzmią opinie abp. Michalika - który proponuje, by po prostu czekać na to, co będzie w dokumencie (to brzmi przyzwoicie w ustach hierarchy, który też "nie tęskni" za starą Mszą). No i kard. Dziwisz - który przyjął te doniesienia o dokumencie papieskim poważnie i ich nie lekceważy. Słyszałem zresztą opinię, że kard. Dziwisz po prostu "wie o co chodzi", ze względu na swe rzymskie doświadczenia.
Wracając jednak do opinii odmiennego rodzaju - jest tam również głos zupełnie skandaliczny: ktoś z kurii opolskiej opowiada, że był z klerykami na Mszy trydenckiej, i oni "co chwilę parskali śmiechem". Rozumiem, że to miało być dowodem na to, że Msza trydencka to w gruncie rzeczy taka śmieszna Msza. Dla mnie jest to natomiast doskonała recenzja z kapłaństwa kształtowanego przez posoborowe eksperymenty liturgiczne: zmysł sacrum w stanie zero. Mówiąc językiem kard. Ratzingera: "logika zerwania".



Komentarze
Pokaż komentarze