Wróciłem z krakowskiej konferencji Patriotyzm Polaków, zorganizowanej przez Ośrodek Myśli Politycznej i Wyższą Szkołę Europejską (tak, tak, tę im. Józefa Tischnera). Na sali wielkie zagęszczenie konserwatystów, głównie profesura i doktoratura historyczno-politologiczno-polonistyczna (m.in. Nowak, Dzięgielewski, Koehler, Gawin, Rzegocki, Matyja), a minister Merta jako jeden z "otwieraczy" (obok prof. Kunińskiego). Patriotyzm omawiany etapami - od I RP po czasy dzisiejsze. Razem z Aleksandrem Kopińskim trafiłem do panelu ostatniego - z tym, że ja miałem mówić o współzależnościach patriotyzmu polskiego i katolicyzmu, a AK mówił o tym, jak się ma patriotyzm w literaturze polskiej, od wojny w górę czasu. W tym samym panelu prof. Bryk efektownie porównywał patriotyzm polski i amerykański.
Ma być z tego zbiorowa publikacja (do końca roku), więc nie będę streszczał wystąpień.
Co ciekawe, prawie wszyscy mieliśmy kłopot z samym pojęciem patriotyzmu - o tyle to zrozumiałe, że jest to termin wyjęty z ideologicznego słownika oświeceniowo-rewolucyjnego (więc np. zupełnie nie pasuje do opisu miłości ojczyzny z czasów przedrewolucyjnych - bardziej organiczno-naturalnej niż ideologicznej). Każdy się zarzekał, że będzie słowa używał, lecz prosi o oddzielenie go od ideologii. Zresztą, ku wielkiemu zadowoleniu, stwierdziłem, że na sali dominował konsens "cyceronowsko-arystotelesowski", ujęcia klasyczne bez skażeń kolektywizmami. Zgodni w respekcie dla tradycji I RP, różniliśmy się trochę - czasem bardziej - w odniesieniu do nowoczesnych nurtów politycznych (nieco krakowskich sugestii antyendeckich...) albo wydarzeń historycznych (dość gorąca wymiana ocen dotyczących Powstania Warszawskiego).
Powrót do Warszawy w miłym konferencyjnym towarzystwie i z kontynuacją konferencyjnych wątków. Zwracano mi uwagę - w związku z moim wystąpieniem - że hierarchia kościelna Rzplitej czasem nie bardzo się paliła do żyrowania ryzyka "Przedmurza Chrześcijaństwa" (na dowód cytaty z prymasa Karnkowskiego, który wychwalał dobroć sułtana, a wyliczał przejawy zepsucia zachodnich "panów katolickich" - aby zniechęcać do ligi antytureckiej). No cóż, znamy to i dziś - te opowieści o moralnej wyższości islamu i o przeżarciu Zachodu przez zepsucie. Opowieści nie bezpodstawne, co nie zmienia faktu szczególnego związku chrześcijaństwa i Zachodu (nawet tego dzisiejszego).



Komentarze
Pokaż komentarze