Paweł Milcarek Paweł Milcarek
34
BLOG

Profesjonaliści z "Dziennika"

Paweł Milcarek Paweł Milcarek Polityka Obserwuj notkę 4

W "Dzienniku" jakieś przedziwne dobrego i złego pomieszanie.

Wczorajszemu "Dziennikowi" zawdzięczam interesującą wizualizację zasięgu "sprawy Mazura": bardzo ciekawy diagram nazwisk kręcących się wokół tego niezwykłego człowieka: sekretpolicjantów, mafiosów, nożowników, postkomunistów. Do tego komentarz Rybińskiego - o tym, jak to Tuwimowi półinteligenci wszystko "widzą oddzielnie", także teraz: że Lesiak, że Mazur, że Subotic, że Kurnik... No ale nie wszyscy są przecież aż tak "oddzielnopatrzący". Kilka stron wgłąb gazety - i mamy tekst Żakowskiego, który tym razem wytrzeźwiał ze swych antypisowskich złości, widocznych w programach telewizyjnych z ostatnich tygodni, i teraz jak ciepłożyczliwy klaruje Kaczyńskim, czego koniecznie ach koniecznie robić nie powinni, z pozycji przyjaciela oczywiście (przyjaciela, rzekłbym, dozgonnego): otóż nie wolno, nie należy i nie potrzeba już drążyć odkrytych afer. Zdaniem Żakowskiego, za małe to są sprawy - oj, malutkie one są takie - żeby się nimi PiS zajmował. Jak się będą tym zajmowali - tylko stracą. Ciekawe.

No więc to wszystko we wczorajszym "Dzienniku". Za to "Dziennik" dzisiejszy - fuj! Trąby alarmowe przeciw projektowi wpisania "ochrony życia od poczęcia" do Konstytucji RP. Jakbym obudził się na początku lat 90. i zajrzał do "Wyborczej" - swoją drogą, tak nielubianej przez ludzi "Dziennika": oczywiście fundamentaliści, którzy nie rozumieją i nie szanują kobiet, chcą odebrać im prawo do decydowania o życiu i śmierci, a właściwie już ostatni skrawek do takiego decydowania (no bo przecież te większe fragmenty prawa do decydowania odebrała w 1993 ustawa antyaborcyjna, kiedyś okropnie fundamentalistyczna, a teraz już mądra i wyważona w swym cudownym kompromisie).

No cóż, widać, że "Dziennik" już wybrał: przeciw "Wyborczej" walczy z układem, a razem z "Wyborczą" ostrzega przed strasznymi antyaborcjonistami. I to jak: pytana jest i licealistka, i gospodyni domowa, i żony posłów... Wszystko to już było, deja vu.

Mają swoje zdanie i robią z niego rzeczywistość - nie perwsi, nie ostatni, tak można powiedzieć. Jest jednak w tym wszystkim punkt, który w moich oczach czyni twórców tego "Dziennikowego" manewru "antyfundamentalistycznego" nierycerskimi manipulatorami: inicjatywę konstytucjonalizacji ochrony życia przedstawiają konsekwentnie jako autorskie dzieło LPRu - jasne, że to im ułatwia zadanie: Wierzejski jako główny rzecznik sprawy, a w tle partia niewielka, mająca złą prasę, sprowadzona do parteru w sondażach, kompromitowana różnymi poślizgnięciami. Teraz to ta partia przymusi Polskie Kobiety do rodzenia dzieci - obraz odpowiadający pożądanemu schematowi.

I już nic nie znaczy to, że jest inaczej? Że kilka tygodni temu to główne partie polskiego parlamentu, z inicjatywy Marszałka Sejmu, porozumiały się, że taka inicjatywa ustawodawcza zostanie przygotowana (prawda, że z LPRem jako stroną mającą wystąpić z tym wnioskiem). Że kilkadziesiąt znanych osób - z redaktorami "Więzi", z publicystami od "Newsweeka" do "Frondy" - apelowało na piśmie do Sejmu o wprowadzenie do Konstytucji zapisu o ochronie życia "od poczęcia do naturalnej śmierci"... O tym "Dziennik" się nie zająknął - i nie zająknie się teraz. Spokojnie modeluje "rzeczywistość", w której po jednej stronie jest LPR z pełną ochroną życia, a po drugiej stronie - reszta świata, włącznie z żonami niektórych posłów Ligi.

Może to wszystko tylko braki w warsztacie? Tak czy siak, jakiś smutny brak profesjonalizmu.

harcerz-realista, zwykle w obronie - rzadko w ataku, katolicki ortodoks mający dość często swe własne zdanie odrębne w sprawach bezortodoksyjnych

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka