Zupełnie mi nie do żartów.
W ubiegły piątek Sejm zdecydował o dalszym losie projektu wpisania do Konstytucji RP ochrony życia "od poczęcia". Należy przypomnieć, że wniosek ten nie mógłby zostać postawiony bez wsparcia PiSu (nie byłoby wymaganej liczby podpisów) – który dał najwięcej podpisów pod wnioskiem (stąd skrajna problematyczność ulubionego przez media określenia, że był to „wniosek LPRu”).
Co dalej? W piątek było pierwsze czytanie wniosku. Zaczęło się od odrzucenia propozycji SLD, by projekt konstytucjonalizacji ochrony życia przekreślić w pierwszym czytaniu (w tej sprawie klub LPR dał swe 27, a PiS 133 głosy). Co ciekawe, „Samoobrona”, czyli najściślejszy koalicjant LPRu (LPR i SO są od niedawna skonfederowane), głosował pół na pół – połowa za wnioskiem SLD, a połowa przeciw niemu. W ten sposób połowa posłów należących do parlamentarnego związku Samoobrona-LPR poparła wniosek SLD (z całą pewnością coś złego dzieje się w tym politycznym „małżeństwie”!).
Następnie pojawił się wniosek LPRu (tym razem rzeczywiście wniosek Ligi), aby przejść natychmiast do drugiego czytania poprawki do Konstytucji. Co prawda jedynym realnym skutkiem jego przejścia byłoby zamknięcie debaty parlamentarnej na temat wniosku o konstytucjonalizację (bo trzecie czytanie i ostateczne głosowanie i tak mogłoby się odbyć dopiero po 60 dniach – więc w tym punkcie nic by to nie zmieniało) – ale sensowność tej propozycji można uznać. Jednak niektórzy posłowie, także spośród samych wnioskodawców zmiany w Konstytucji, uważali, że lepiej zostawić jeszcze możliwość uzupełnienia wniosku o zastrzeżenie, że ochrona życia obejmuje życie ludzkie „do naturalnej śmierci” (co zamykałoby na przyszłość próby legalizacji eutanazji). W efekcie LPR głosował murem za swoim wnioskiem, za to PiS się w tej kwestii podzielił: 46 posłów głosowało przeciw wnioskowi LPRu. Żeby zrozumieć, o co tu chodziło, trzeba sobie uświadomić, że przeciw wnioskowi LPRu na temat sposobu procedowania poprawki do Konstytucji głosowało prawie dwudziestu z PiSowskich wnioskodawców tej poprawki – z całą pewnością nie chodziło im o obalenie wniosku, który właśnie wnieśli!
Mimo to tego samego dnia enfant terrible Ligi, poseł Wierzejski ogłosił światu, że głosujący przeciw wnioskowi Ligi posłowie PiSu (było ich łącznie 46) wystąpili „przeciw życiu” – odczytał ich nazwiska jako „listę hańby”.
Obłuda Wierzejskiego wyszła już m.in. w tym, że na swojej „liście hańby” nie umieścił połowy głosujących posłów Samoobrony, skonfederowanej z LPRem – nawet się o nich nie zająknął, gdyż najwyraźniej Wierzejskiemu chodzi tylko o przepychanki z PiSem.
Tę akcję Wierzejskiego uważam na zwykłe chuligaństwo – na dodatek o skutkach przewidywalnie szkodliwych dla świętej sprawy. Należałoby zapytać, po co Wierzejski miota wściekłe, nieprzytomne oskarżenia także wobec posłów-wnioskodawców, którzy zapewnili poprawce do Konstytucji jakiekolwiek widoki na powodzenie.
Należałoby jednak zapytać przede wszystkim – a jest to szczególnie ciekawe – dlaczego jak dotąd w ramach procesu legislacyjnego dotyczącego konstytucjonalizacji ochrony życia LPR gra w rzeczywistości „na przegraną”, nie podejmując nawet elementarnych starań o zapewnienie swym inicjatywom przychylności możliwie jak największej liczbie posłów różnych klubów. Byłoby ciekawe wiedzieć, czy LPR stawia kwestię konstytucjonalizacji życia co najmniej równie poważnie jak swoje „konkretne” interesy polityczne w negocjacjach wewnątrzkoalicyjnych i międzyklubowych – o ile wiem, sprawa ta nie była dotąd nigdy stawiana przez szefów Ligi jako przedmiot realnych negocjacji politycznych. Wygląda na to, że szefowie LPR równocześnie bardzo chętnie prezentują swoją wybiórczą i nadinterpretowaną „listę hańby” – lecz faktycznie cała inicjatywa konstytucjonalizacji ochrony życia jest im potrzebna przede wszystkim do puszenia się przed elektoratem konserwatywnym. Niestety poza puszeniem się szefowie Ligi robią już w tej świętej sprawie bardzo niewiele.
No cóż, można by rzec: trudno. Niech mają nawet to, co nie ich (czyli chwałę z powodu postawienia wniosku). Jednak teraz, wraz z akcją posła Wierzejskiego, dzieje się już coś gorszego: wykorzystywanie Sprawy jako maczugi przeciw PiSowi, z niewątpliwą nadzieją przejęcia części jego elektoratu. Podłość tego manewru polega jednak nie na tym swoistym „sprycie” partyjnym – lecz na tym, iż najwyraźniej ten „spryt” zastąpił posłowi Wierzejskiemu roztropność w zapewnieniu ważnemu wnioskowi odpowiedniego poparcia, skądkolwiek by ono pochodziło. Zachowania Ligi sprawiają wrażenie, jakby od początku nie liczyła ona na powodzenie wniosku – który ma być jedynie szansą odbudowy poparcia dla LPR, partii, która zniknęła dawno w cieniu PiSu, w morzu elektoratu tego ostatniego.
Tak się nie godzi i tak zwyczajnie nie wolno. Nie o to nam chodziło, gdy w grupie kilkudziesięciu znanych osób – od publicystów „Newsweeka” i „Więzi” do redaktorów „Gościa Niedzielnego” i „Niedzieli” – apelowaliśmy do Sejmu RP o poprawkę w Konstytucji. Jest jeszcze czas, by obłędne manewry osób typu posła Wierzejskiego zostały powstrzymane przez autorytety Ligi, a sprawa poprawki do Konstytucji była prowadzona w duchu powagi i odpowiedzialności moralnej. Raczej z myślą o wpisaniu ochrony życia ludzkiego „od poczęcia do naturalnej śmierci” głosami większości przekonanej do wagi tego zapisu – niż z nadzieją na uzyskanie poklasku części opinii konserwatywnej za cenę nieudolnego przepychania tego wniosku i utopienia go w bagnie partyjnych podchodów.
W końcu – dlaczego sprawa tak ważna miałaby przegrać tylko dlatego, że Liga nie liczy na nic więcej niż „heroiczna” przegrana, wpisana w jej strategię wyborczą i technikę polityczną?
55
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (3)