Paweł Milcarek Paweł Milcarek
30
BLOG

Czy jestem pokrzywdzony?

Paweł Milcarek Paweł Milcarek Polityka Obserwuj notkę 4

Widzę, że ktoś - Bernard - pyta wszystkich salonowców (chyba wszystkich? nie sprawdziłem dokładnie) o to, czy wystąpili o status pokrzywdzonego. Pyta o to i mnie. Jako przekonany zwolennik przejrzystości w tych sprawach, odpowiadam chętnie - choć niewiele mam do powiedzenia:

Tak, złożyłem do IPNu takie podanie. Mówiąc szczerze, miałem te papiery wypełnione w kilka dni potem jak było możliwe ich składanie - ale życie jest życie, gdzieś to się zatrzymało, papierzyska leżały i się kurzyły. Potem przyszła sprawa "listy Wildsteina" - o ile pamiętam, nie było tam żadnego "Milcarka Pawła" (figuranta czy agenta?), ale tym razem zebrałem się, czas sobie zarezerwowałem i złożyłem swe podanie w IPNie jakiemuś wymęczonemu młodemu pracownikowi, razem z falą innych zainteresowanych.

W podaniu opisałem wszystkie okoliczności, z których mogłoby wynikać, że dla SB byłem kimś interesującym czy wyróżniającym się - wszystko właściwie z czasów ogólniaka, trochę ze studiów. Nic wielkiego tam nie było, ale jednak cośkolwiek: a to współpraca z podziemnym pismem "Solidarności", a to wydawanie niezależnego miesięcznika harcerskiego, a to różne szkolne historie z Reytana, a to udział w nielegalnym ruchu narodowym na studiach. Jak sięgam pamięcią, musiało być tam trochę takich momentów, gdy wyraźnie "wchodziłem w zainteresowanie" bezpieczniaków, a w dwóch-trzech przypadkach (ech, wiem: co to jest!? malutko) wiem z pewnością, że tak było rzeczywiście. Nawet podałem IPNowi nazwisko kolegi, który już dostał od IPNu swoje papiery, gdzie figuruję sobie razem z nim samym w raporcie jakiegoś ubeka.

Ale IPN ma inną wiedzę: że nie ma o mnie w papierach ubecji żadnej wzmianki - w każdym razie nic nie znaleźli. Tu więc pojawia się pewna rozbieżność między moim własnym chłopackim doświadczeniem "kombatanckim" i papierami kolegi z jednej strony - a tym, co stoi czarno na białym w oficjalnej odpowiedzi IPNu. Znajomi znawcy mówią mi, że to wszystko wynika z bałaganu, bo wiele dokumentów nie jest jeszcze uporządkowanych. A może faktycznie nic nie ma? Nie wiem (no może poza tym, że na własne oczy widziałem, jak przesłuchujący mnie "na Mostowie" ubek odczytywał mi fragmenty z jakichś raportów na mój temat, nazywając "pracowitym endekiem" i wymieniając po kolei różnych moich znajomych).

Mam więc swoje skromne wspomnienia - ale bez statusu pokrzywdzonego. No i żyję dalej, obok wielu pokrzywdzonych równocześnie realnych i "dyplomowanych". Pełen nadziei na rozwój archiwistyki Instytutu Pamięci Narodowej oczywiście. :)

harcerz-realista, zwykle w obronie - rzadko w ataku, katolicki ortodoks mający dość często swe własne zdanie odrębne w sprawach bezortodoksyjnych

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka