Paweł Milcarek Paweł Milcarek
53
BLOG

Dzieci "istniejące" i "nieistniejące"

Paweł Milcarek Paweł Milcarek Polityka Obserwuj notkę 28

W "Warto rozmawiać" zobaczyłem przed chwilą matkę opowiadającą przerażające rzeczy o tym, jak po stwierdzeniu powikłań w jej ciąży cały personel szpitalny namawiał ją do "przerwania ciąży". Strasznie zdziwieni, w czym rzecz: "przecież ma pani do tego prawo". A ona z tego "prawa" nie chce skorzystać, na złość! Więc ją nachodzą, sugerują, a przede wszystkim - po prostu powoli odstępują od opieki nad rozwijającym się dzieckiem. Aż rodzi się z zawinionym przez lekarzy niedorozwojem płuc... W końcu po co mieli się wysilać - skoro matka "miała prawo do aborcji". Miała prawo i nie korzystała!

Coś mi się przypomniało... Była taka rozmowa, dziesięć lat temu, której przyglądałem się z bliska, bardzo bliska: po jednej stronie matka, która chwilę wcześniej dowiedziała się, że jej dziecko, urodzone kilka dni temu, "ma Downa" - a po drugiej stronie lekarka, która tę informację przekazała. Lekarka pociesza matkę: dziewczyno, znowu zajdziesz w ciążę, a wtedy wcześniej sprawdzi się dobrze... Dziewczyna podnosi oczy i pyta zaskoczona: sprawdzi się? A co to zmienia? - Jakby co, przerwiesz ciążę! - powiada pani doktor tonem oczywistości.

Dziewczyną wstrząsają następne szlochy: dziecko, które urodziła kilka dni wcześniej, nie tylko ma Downa - okazało się godne aborcji. Urodziła bubel.

Tak to działa.

Smutne wspomnienie. Teraz znów przyszło do mnie. Wróciło, gdy na ekranie widziałem twarz pani Kluzik-Rostkowskiej, naszej minister od rodziny, która przekonanie o tym, że życie ludzkie zaczyna się od poczęcia, uznaje za jedno z "odczuć", a nad selekcją nienarodzonych dzieci według kryteriów eugenicznych (czyli eliminacją dzieci schorowanych) "pochyla się ze zrozumieniem".

Pani minister nie od dziś mnie zadziwia - mam wrażenie, że ona też należy do epoki "sprzed ultrasonografów", kiedy łatwiej było sprowadzić kwestię aborcji do sfery "odczuć", a o nienarodzonych dzieciach myśleć zawsze, choćby podświadomie, w kategoriach "to". Oczywiście "to" w zestawieniu z "ten" czy "ta" to prawie nic. Dlatego jeśli pani minister argumentuje przeciw aborcji na życzenie, też mówi tylko o przeżyciach matki i jej zdrowiu. "To" nie jest już tak ważne. Wyraźnie nie wchodzi nawet do kategorii - copyright by Hanna Samson - "dzieci istniejących". Co najwyżej jest "dzieckiem nieistniejącym". Nikim?

Zaczyna się dyskusja na temat wprowadzenia ochrony życia od poczęcia jako normy konstytucyjnej. Wbrew pozorom stwarzanym głównie przez przeciwników tego zapisu, nie oznacza on automatycznie zmiany aktualnej ustawy, czyli rozszerzenia ochrony prawnej na wszystkie dzieci. Nie, tak nie jest - i powiadam to ze smutną świadomością tej sprawy. Pani minister może więc spać spokojnie. Ten zapis ma jednak podwójnie ważne znaczenie: po pierwsze, gwarantuje, że ochrona życia będzie trwałym osiągnięciem w polskim prawodawstwie i praktyce respektowania praw człowieka; a po drugie - że na tenże konstytucyjny poziom zostanie wprowadzona wszelka debata dotycząca tej sprawy. I dlatego zapis ten jest potrzebny i równocześnie możliwy do wprowadzenia przy odpowiednio szerokim konsensie konstytucyjnym.

harcerz-realista, zwykle w obronie - rzadko w ataku, katolicki ortodoks mający dość często swe własne zdanie odrębne w sprawach bezortodoksyjnych

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (28)

Inne tematy w dziale Polityka