25
BLOG
Jeśli można tak - "wszystko wolno"
Zastanawiam się nad tym, co jest najgorsze w obecnym kryzysie kościelnym (który jest przecież tak naprawdę tylko dotkliwą próbką utajonego kryzysu całego po-PRLu) - i dochodzę do wniosku, że najgorsza jest dokonująca się na naszych oczach próba nadania obywatelstwa i przyjęcie w obręb normy takich postaw, które jak dotąd piętnowała infamia. Dla obrony pewnych ludzi i pewnego człowieka usiłuje się zmienić już samą definicję przyzwoitości i uczciwości. O ile od kilkunastu miesięcy widzimy cały szereg osób, które “idą w zaparte” - jeszcze gorszy jest widok, jak “w zaparte” idą za nimi ich różni wielbiciele, stronnicy, ludzie “nie mogący uwierzyć w oskarżenia” itp. Oni też podlegają jakiemuś zgoła magicznemu procesowi uniewrażliwiania się na rozum, dowody, ale przede wszystkim uczą się odrzucać wręcz mechanicznie zgrozę, którą jeszcze niedawno i w nich wywoływały akty zdrady. Oto wszystko daje się jakoś wytłumaczyć, wszystko daje się okryć pobłażliwością. I to, właśnie to jest w całej tej sprawie najgorsze, najbardziej aktualnie dotkliwe.
Pytanie, czy chodzi tu - zawsze i u wszystkich - o skutek nieumiejętności z poradzeniem sobie ze zbyt trudną prawdą/oskarżeniem, czy może raczej o przejaw pewnego od dawna utrwalonego stanu ducha, który teraz, w sytuacji kryzysowej po prostu mocniej bije w oczy, wychodząc spod rutyny różnych banałów? Zapewne obie ewentualności wchodzą tu w grę.
Nie jest to więc spór o prawdę o jednym człowieku - to jest raczej spór o NAS, o to, co było wolno wtedy, a więc i o to, co jest wolno w ogóle.
No i cóż… Jeśli można było, wolno było “robić takie rzeczy” - to i dziś, teraz, “wszystko wolno”. Trochę tak jak w słynnym zdaniu z Dostojewskiego.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)