Paweł Milcarek Paweł Milcarek
54
BLOG

Przeciw "moralności paszportowej"

Paweł Milcarek Paweł Milcarek Polityka Obserwuj notkę 8


Kilka dni temu - gdy jeszcze wersja o niewinnych “obowiązkowych rozmowach z pewnymi panami” była twardo podtrzymywana - słyszeliśmy i czytaliśmy uzasadnienie, że trudno i darmo, jeśli ktoś chciał “w tamtych czasach” zajmować się pracą naukową, musiał się godzić na różne “gierki”, żeby dostać paszport.

Naprawdę musiał? Tylko za tę cenę można było pisać cenne prace naukowe?

Nie bardzo w to wierzę - choć domyślam się, że to dla wielu była niezła pokusa, która stawała się nie do przezwyciężenia gdy wsukurs przychodziło jej np. próżne przekonanie, że będzie się wodziło głupich uboli za nos (a tymczasem to oni wodzili, wodzili - aż uwodzili!).

Ile zatem wspaniałych specjalistycznych dzieł naukowych (mówię bez ironii!) zawdzięczamy takim gierkom? Mam przed sobą na półce rząd książek mojego mistrza, prof. Gogacza - także mediewisty i filozofa - i przypominam sobie jego losy: jak to przez lata komuniści odmawiali mu paszportu, mówiąc wyraźnie, że jest to kara. Profesor nie był liderem żadnej grupy opozycyjnej ani szczególnym “opornikiem”. Z jego własnych opowieści wyłaniał się raczej obraz człowieka, który starał się “robić swoje” jako badacz, najpierw w KULowskim “rezerwacie”, a potem na jeszcze innym podminowanym terenie. I tak paszportu mu wzbraniano przez lata… Ta sprawa wracała we wspominkach tak często, że chyba była odczuwana szczególnie dotkliwie. Nigdy jednak nie słyszałem nawet jednej sugestii, że paszport był wart “gier”.

Ale, jak widać, dla innych był tego wart. Myślę, że przynajmniej na początku niektórzy ci ambitni adepci nauki traktowali te gry jak rodzaj ciuciubabki skrzyżowanej z grą w przebierańca. Z politowaniem dla “głupoty ubeków” podpisywali “papierki”, slalomowali w “raportach”… W tym wszystkim byliby nawet podobni do owych “mędrców pogańskich”, którzy drwiąc z antropomorfizmu kultów olimpijskich i magii, równocześnie brali udział w oficjalnych kultach bożków… Byliby podobni do tych mędrców “prowadzących grę” z własnym środowiskiem kosztem prawdy o Absolucie (i za osądzanych ostro przez św. Augustyna w De vera religione) - gdyby nie fakt, że wyraźnie nie docenili partnerów gry. Nie dostrzegli za ich głowami diabła, a w samych siermiężnych strukturach nie dostrzegli maszynki do mielenia ludzi.

I teraz przypominam sobie też ludzi, którzy nigdy nie stawali przed “dramatem wyboru” między paszportem i uczciwością - za to po prostu uczyli dzieci religii w niedogrzanych salkach przy kościele, narażali się organizując obozy rekolekcyjne dla młodzieży, budowali kościoły mimo braku zgody władz, odprawiali Msze w zakazane święta narodowe, głosili kazania mocne i pokorne o ładzie sumienia… Owszem, myślę także i o tych, którzy - bez tych upokarzających gierek - zachowali i rozwinęli naszą kulturę intelektualną, na wysokim poziomie - zawsze wysoko ceniłem ich wysiłki, bo przecież wciąż z nich korzystam, ze szczególnym uwzględnieniem twórców i dziedziców Lubelskiej Szkoły Filozofii Klasycznej.

Prowadzimy dziś spór o to, czy “było to konieczne” i “czy wszyscy wtedy musieli”. Wiem, że był wolny wybór i że musiał ten kto chciał.

harcerz-realista, zwykle w obronie - rzadko w ataku, katolicki ortodoks mający dość często swe własne zdanie odrębne w sprawach bezortodoksyjnych

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (8)

Inne tematy w dziale Polityka