Paweł Milcarek Paweł Milcarek
47
BLOG

Bez gniewu i bez radości

Paweł Milcarek Paweł Milcarek Polityka Obserwuj notkę 9
1. Nowy Arcybiskup Warszawski wyraził skruchę - za winy, których się wypierał aż mu je pokazano czarno na białym, aż komisja i badacze potwierdzili ponad wszelką wątpliwość, że miały miejsce. Granice skruchy dzisiejszej zostały wyznaczone według zakresu tej wiedzy, którą uzyskaliśmy wbrew woli i staraniom Arcybiskupa.
2. Skrucha, wyrażona tu słowami Psalmu Dawida, jest zawsze czymś pocieszającym, leczącym. Wobec skruchy milkną oskarżenia, a chrześcijanie stają się bezbronni, bo przecież szukają zgody - a na dodatek dziś jesteśmy po prostu dziećmi, które chciałyby jak najszybciej naprawić swój obraz ojca…

3. Gdy usłyszałem po raz pierwszy o kandydaturze bp. Stanisława Wielgusa na stolicę warszawską - aż skoczyłem z radości. Należałem bowiem do tych, którzy znali go z jak najlepszej strony, cenili bardzo wysoko, cieszyli się wieloma jego wystąpieniami. Nawet już po publikacji “Rzepy” z listopada br. ten mocno utrwalony dobry, najlepszy obraz Biskupa kazał mi najpierw zlekceważyć podejrzenia wysunięte wobec niego - gdy w początku grudnia przyszła jego nominacja, komentowałem ją entuzjastycznie w różnych mediach.

4. Moje krytyczne wypowiedzi zaczęły się wtedy gdy uzyskałem moralną pewność o prawdziwości stawianych zarzutów. Jako jedna z ofiar milczenia bp. Wielgusa, obserwowałem następnie z bólem i poczuciem bezsilności zaskoczenie i dezorientację tych dobrych ludzi, którzy zderzyli się z dramatyczną publikacją “Gazety Polskiej”. Potem widziałem, jak wraz z upowszechnianiem się wewnątrz dobrze poinformowanych kręgów wiedzy o treści “teczki”, arcybiskup-nominat zmienia wersje swoich wyjaśnień, jak modeluje je w proporcji do tego, co wie o odkryciach publicystów i historyków. To był proces bardziej upokarzający niż opisywane w papierach niegdysiejsze staranie o paszport za cenę zakładanie maski agenta, pod maskę szanowanego badacza.
5. W ostatnim czasie przypominano często fragment z wystąpienia Ojca Świętego w katedrze warszawskiej - tylko ten fragment, który przez pewne nadużycie bywa interpretowany, często przez ludzi tu bardzo zainteresowanych, jako ostrzeżenie przed lustracją. W istocie fragment ten mówi o wszelkich aroganckich próbach rozliczania Kościoła za jego (rzekome) winy przy pomijaniu jego chwały. Jednak w tych dniach zapomnieliśmy o innym fragmencie tego samego wystąpienia papieskiego - tym, w którym Benedykt XVI mówił:

Życie pod wpływem totalitaryzmów mogło zrodzić nieuświadomioną tendencję do ukrywania się pod zewnętrzną maską, a w konsekwencji do ulegania jakiejś formie hipokryzji. Oczywiste jest, że to nie służy autentyczności braterskich relacji i może prowadzić do przesadnej koncentracji na sobie samych. W rzeczywistości osiąga się dojrzałość uczuciową, gdy serce lgnie do Boga. Chrystus potrzebuje kapłanów, którzy będą dojrzali, męscy, zdolni do praktykowania duchowego ojcostwa.

Jest to jeden z ważnych komentarzy, przez samego Papieża (!) odniesiony do problemów wynikających z dziedzictwa komunizmu. Maski niszczące braterskie relacje i niedojrzałość uniemożliwiająca praktykowanie duchowego ojcostwa - oto problemy, które Papież dostrzegł w przemówieniu do polskiego duchowieństwa. To bardzo interesujące, jak niewiele uwagi poświęcono tej nauce.
6. Arcybiskup Wielgus zapewnia, że opowiedział o swojej “masce” samemu Papieżowi. Dlaczego nie chciał o niej powiedzieć nam? Jak dziwnie wyglądały jego gorące zaprzeczenia oskarżeniom w świetle owego wyznania uczynionego wcześniej Ojcu Świętemu? Mówił różne rzeczy różnym ludziom, selektywnie administrował prawdą. Sami będąc grzesznikami, nie jesteśmy od sądzenia tej słabości unikania prawdy, którą dziś potwierdził sam Arcybiskup. Możemy natomiast stwierdzić, że prawdy o Arcybiskupie unikali jak ognia także ludzie, którzy najgłośniej, z wysokości urzędów go bronili. Dlaczego ci, którzy są zobowiązani do zapewnienia jak najpełniejszej wiedzy o kandydacie Stolicy Apostolskiej, w żaden sposób nie zapoznali się z powagą sytuacji, gdy mogło to zapobiec całemu gorszącemu dramatowi?
7. Najpoważniejszym, najbardziej dewastacyjnym zjawiskiem związanym z kryzysem warszawskim jest dla mnie widoczna gotowość zmiany pojęcia przyzwoitości (tak, aby zmieściły się w nim konszachty z ubekami) i zdecydowanie w lekceważeniu zła, które z tego wynikało już w chwili potajemnego wejścia w te niebezpieczne związki, wbrew wyraźnej dyrektywie Prymasa Wyszyńskiego. To objawia niepokojąca chorobę sumień, spętanych lojalnościami koleżeńskimi bądź uzależnieniem sądu moralnego od własnego interesu. Mam wrażenie, w świetle ostatniego oświadczenia Arcybiskupa, że ta choroba ogarniająca jego “obrońców” mogłaby teraz przerazić jego samego, ukazując mu skutki tego, co z perspektywy pojedynczego księdza flirtującego z SB było tylko niewinną grą, w której oczywiście “nie starał się nikomu zaszkodzić”. Ta zbiorowa gotowość do pomijania prawdy jest chorobą żmudnie wypracowywaną non volens przez wszystkich, którzy zakładali kiedyś maski z ubeckiej wypożyczalni, gdy nie wyobrażali sobie, że można ubekowi powiedzieć “odczep się”, albo i gorzej.
8. Oczywiście niezależnie od tego wszystkiego obecnie legalnym, urzędującym z woli Ojca Świętego arcybiskupem warszawskim jest właśnie Abp Stanisław Wielgus - który w dniu oficjalnego objęcia urzędu wyznał swe winy i powierzył swą sprawę Papieżowi. Nie wyobrażam sobie, by którykolwiek z tych warszawskich publicystów, którzy w ostatnich dniach z troski o Kościół dążyli do ujawnienia prawdy o jego przeszłości, cofnął się przed posłuszeństwem względem jego władzy i odmówił szacunku wobec jego urzędu, o którego wielkich dniach przypomina nam np. pomnik Prymasa Tysiąclecia. Ufam i wiem, że nie spełnią się niemądre marzenia dalekich od Kościoła publicystów, którzy chcieliby zbudować na tym konflikcie moralnym buntowniczą Wir sind Kirche.
9. Będzie więc posłuszeństwo - lecz bez radości i z nadszarpniętym zaufaniem. I dlatego nie będzie święta, albo będzie ono smutną oficjałką okraszoną entuzjazmem skołowanych maluczkich (piękna biblijna nazwa dla ludzi prostego i niewinnego serca) lub egzaltowanym optymizmem “że tak dobrze się wszystko skończyło”.

10. W perspektywie psychologii społecznej - ostatnie dni złożyły się na jedno wielkie straszne wydarzenie, swoisty negatywny przełom moralny. Ludzie, których Kościół czasów PRL i Jana Pawła II wychował w poczuciu standardów moralnej prawości i solidarności narodowej, dostali oto potężny cios w twarz - a ci, którzy chcieli się od tego ciosu jakoś uchylić, musieli się przygiąć nisko do ziemi, dać skarleć własnym ideałom. Czy Arcybiskup Warszawy zdaje sobie z tego sprawę, czy nie - otwiera teraz furtkę, przez którą za nim będą chcieli się cisnąć i przecisnąć dalej, w chwale i dobrym samopoczuciu, ludzie o zabazgranych życiorysach i systematycznych wadach woli. Niektórzy mówią, że tak zakończyła się lustracja w Kościele - a zaczęła droga prosto na bagna. Oby byli kiepskimi prorokami - zapewne nie mieliby nic przeciwko nimi być, gdyby prawda okazała się inna.

11. Wkraczając w swe posługiwanie w Warszawie mój Arcybiskup wnosi do mego życia diecezjanina przewidywania mieszanego rodzaju. - Na jego dokonaniach z czasów rektoratu na KULu i ordynariatu w Płocku buduję nadzieję - tę samą, która tworzyła kiedyś mój entuzjazm - że zadba o formację intelektualno-doktrynalną wiernych Archidiecezji. Jest to dla mnie wciąż bardzo ważny składnik w ocenie obecnej sytuacji. - Z jego życiorysu dawniejszego, lecz przede wszystkim z ostatnich dni wynika dla mnie przestroga, że w sytuacjach trudnych może on być ze mną nieszczery aż do chwili, gdy sam dojdę do prawdy. Nie przyjmuję, że tak będzie - ale zaufanie zostało potargane przez tego, kto mógł się nim cieszyć do woli. - Z tego, jacy ludzie i jakimi metodami go bronili, wnoszę z obawą, że najbliższy krąg współpracowników i zaufańców będzie być może złożony z ludzi “gotowych na wszystko”, a przede wszystkim jak najgorzej nastawionych do imperatywu samooczyszczenia Kościoła. Arcybiskup musiałby się teraz nagle wykazać wielkim hartem ducha, żeby odsunąć to towarzystwo interesownych klakierów i ślepawych egzaltantów, a wkraczając sam w światła swego prawdziwego obrazu przeprowadzić przez nie cały Kościół warszawski i pomóc całej Polsce. Gdyby skrucha Arcybiskupa miała charakter Piotrowego nawrócenia, moglibyśmy na to liczyć… Cuda się zdarzają. Lecz cuda są czymś poza i ponad zwykłym biegiem rzeczy. Prosimy o cud.

harcerz-realista, zwykle w obronie - rzadko w ataku, katolicki ortodoks mający dość często swe własne zdanie odrębne w sprawach bezortodoksyjnych

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Polityka