27 obserwujących
443 notki
468k odsłon
  2223   0

Czy Miłość i cierpienie są nierozłączne?

Poniższa refleksja jest moim komentarzem do krótkiej dyskusji, jaka zrodziła się na blogu Poldka pod wpisem Miłość ludzka nie istnieje... – duchowość codzienna.

– Miłość to zachwyt i cierpienie. Bez cierpienia nie ma Miłości i nie chodzi tu o melodramatyczne przeżycia, ale o Krzyż – pisze Fiodorka, a Poldek odpowiada:

– Na pewno w części się zgadzam, gdyż cierpienie domaga się miłości… Ale Miłości jest także tam, gdzie cierpienia nie ma.

Osobiście myślę, że warto w tej relacji Miłość–cierpienie pewne rzeczy doprecyzować.

Gdyby Fiodorka miała całkowitą rację, w Niebie nie mogłoby być Miłości. Tymczasem św. Paweł w Hymnie o Miłości mówi wyraźnie, że Tam zostanie już tylko sama Miłość. Stąd wiemy, że najprawdziwsza, najpełniejsza Miłość – wyzwala z cierpienia.

W pełni zgodzę się jednak z Fiodorką, że tutaj na ziemi nie ma prawdziwej Miłości bez cierpienia. „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” – miłość tutaj na ziemi absolutnie domaga się ofiary. Wzrasta poprzez ofiarę – i tę heroiczną, i tę zwyczajną, codzienną.

Powiedziałbym, że droga do prawdziwej Miłości, która znosi cierpienie, prowadzi właśnie przez doskonalenie się miłości w cierpieniu. Prawdziwa Miłość wypala się w tyglu cierpienia, by na finalnym etapie z wszelkiego cierpienia wyzwolić.

Czyż kres, finał, jaki objawia nam Bóg nie jest nieskończenie bardziej atrakcyjny, niż wszystko co może ofiarować nam świat?

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale