27 obserwujących
443 notki
468k odsłon
  1160   0

„Dążcie do tego, co w górze, nie do tego, co na ziemi”

 

Ogromnie istotną rzecz pokazuje obraz Arego Scheffera z 1854 r. pt. Kuszenie Chrystusa. Bo wskazuje, że wcale nie potrzebujemy być wyjątkowo złymi ludźmi, by ulegać podszeptom szatańskim.
Dziś czytamy wprawdzie krótką Ewangelię, z której dowiemy się jedynie o kuszeniu Chrystusa, że „czterdzieści dni przebył na pustyni, kuszony przez szatana” (Mk 1,13a). Autor tego obrazu nawiązuje bardziej do Ewangelii Mateusza i Łukasza, w których konkretne pokusy są bardziej szczegółowo opisane. Niemniej w niedzielę, gdy pochylamy się nad wartością postu oraz nad pokusami szatańskimi – warto się przy tym obrazie na chwilę zatrzymać.
Doskonale uwypuklony został tutaj kontrast pomiędzy Chrystusem a szatanem. Pierwszy, wyraźny, zauważyła na jednym z blogów frondowych Zakrystianka72, stwierdzając: „Ten obraz jest bardzo barwny w kolorystyce. Jest też wielce wymowny, gdyż Pan Jezus jest piękny, a szatan strasznie ziemisty”. Rzecz jasna kolorystyka jest ważna, ale jeszcze bardziej zwraca uwagę odmienna perspektywa, jaką wskazują Bóg-Człowiek i Kusiciel.
Jezus wskazuje na niebo, podczas gdy Zły wielce wymownym gestem, z otwartymi ramionami zachęca do korzystania z życia, do skupienia się na tym, co ziemskie: „cóż w tym złego, to takie wspaniałe”.
Ten obraz – głęboko zakorzeniony w ewangelicznych opisach – pokazuje nam, że dla chrześcijanina istnieje tylko alternatywa albo-albo. Nie ma opcji, by wybrać wygodne życie na ziemi, spełnianie swoich zachcianek i przypodobywanie się wszystkim, a potem równie spokojne życie wieczne.
„Jeśliście więc razem z Chrystusem powstali z martwych, szukajcie tego, co w górze, gdzie przebywa Chrystus, zasiadając po prawicy Boga. Dążcie do tego, co w górze, nie do tego, co na ziemi” (Kol 3,1-2) – pisze do Kolosan św. Paweł.
Scena kuszenia uwypukla nam coś, co często nam umyka – że pójście drogą zgodną z wolą szatana jest niezwykle proste, niemal narzucające się, jakoś naturalne, bo ludzka natura skażona grzechem lubi wybierać to, co proste, niewymagające. Człowiek ma naturalną skłonność, by dążyć do wygodnictwa, do wybierania tego co prostsze i – patrząc z perspektywy ziemskiej, czysto ludzkiej – pewniejsze, bo to widać.
Poza tym lubimy sobie mówić, że dążenia ziemskie nie mogą nam zaszkodzić w dążeniu do nieba. Tymczasem, niestety, mamy tendencję do tego, że hołdowanie ziemskim potrzebom szybko przysłania nam duchowe. Jak trudno przychodzi nam znajdować czas na modlitwę, bo trzeba zrobić jeszcze to czy tamto. Jak trudno przychodzą nam dobre wybory moralne, gdy trzeba stanąć przeciw innym, kiedy trzeba się sprzeciwić, zepsuć dobre samopoczucie – swoje i innych. Jak ciężko czasami zrezygnować z czegoś dla siebie i oddać parę złotych na cele dobroczynne. A przecież zwykle właśnie na tym polega wybieranie tego, co w górze.
Co ciekawe, szatan kusi Chrystusa również do pozornie nieszczególnie groźnych rzeczy. A cóż to stało by się złego, gdyby Chrystus zamienił sobie kamień w chleb albo gdyby objawił swoją chwałę, pozwalając się pochwycić w ramiona Aniołom. Jeszcze ciekawsze jest ostatnia pokusa, którą zapisuje Ewangelista Mateusz: „Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon” (Mt 4,9). Tylko mały, niewinny pokłon. Ile razy my, idąc na łatwiznę, taki malutki pokłonik wobec Złego wolimy wykonać?
Twarde są słowa Chrystusa: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je” (Mk 8,34b-35).
I właśnie dlatego – tutaj przechodzę do tematyki Wielkiego Postu – tak ważny jest post, umartwianie się: „Wszechmogący Boże, spraw, abyśmy przez doroczne ćwiczenia wielkopostne postępowali w rozumieniu tajemnicy Chrystusa i dzięki Jego łasce prowadzili święte życie” – modlimy się w kolekcie I Niedzieli Wielkiego Postu (pogrubienie moje – PP). Szczególnie ciekawy jest użyty tutaj rzeczownik ćwiczenia, ponieważ uwypukla on jeden z celów Wielkiego Postu, którym jest kształtowanie cnót wstrzemięźliwości, umiarkowania, męstwa. Post cielesny uczy, jak odmawiać sobie pokarmów czy innych rzeczy po to, by wzmocnić swoją wolę i uczyć się spoglądać na to, co w górze; by w chwili pokusy – umieć walczyć,.
Sądzę, że na koniec warto nawiązać jeszcze do jednej kwestii związanej z wyborem pomiędzy tym co ziemskie i tym co Boże. W kazaniu na górze Chrystus, krótko po tym, gdy poucza o poście, modlitwie i jałmużnie, mówi o zaufaniu Bogu: „Nie troszczcie się więc zbytnio i nie mówcie: co będziemy jeść? co będziemy pić? czym będziemy się przyodziewać? Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie” (Mt 6,31-32).
Warto oczywiście to słowo czytać w kontekście potrzeb swojego stanu, swojej rodziny, nie zaniedbując bynajmniej wypełniania swoich zadań. Niemniej podejmowanie postów cielesnych przypomina właśnie o konieczności takiego zaufania, o tym, że istnieje Ktoś, kto się o nas troszczy i o tym, że naszym najważniejszym celem jest spotkanie z Nim.
Lubię to! Skomentuj9 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale