22 obserwujących
80 notek
119k odsłon
  2778   0

O Jedwabne! O Jedwabne! - reportaż z Jedwabnego

fot. Paweł Rakowski
fot. Paweł Rakowski

Jeśli lubisz moje teksty udostępnij i polub mnie na Facebooku

10 lipca 1941 roku w stodole w Jedwabnem spłonęli miejscowi Żydzi. I tylko tyle na razie wiadomo, ponieważ reszta to jest „narracja”. Jedyna „narracja” znana na całym świecie jest taka, że tego dnia katolicy zamordowali z zimną krwią 1600 miejscowych Żydów. Druga „narracja”, mało znana nad Wisłą, wyklucza udział w zbrodni ludności polskiej, wskazując, że mordu dokonali Niemcy. Więc jaka jest prawda?

No właśnie, czymże jest prawda, zastanawiam się, stojąc w gigantycznym korku w Łomży. Jest prawda plemienna, która w ramach solidarności wyklucza zbrodniczość swoich ziomków, tym bardziej, że ludowy polski antysemityzm, tak opisywany w kraju i za granicą, raczej wykluczał mord jako rozwiązanie międzysąsiedzkich sporów i zatargów. Oczywiście dla zagranicznych i polskojęzycznych lewicowych badaczy ludowy antysemityzm był fundamentem Holocaustu. Zapomnieli przy tym, że zabójstwo, jak naucza Kościół (a przecież ich zdaniem antysemityzm związany jest z katolicyzmem), skazuje duszę mordercy na wiecznie potępienie, a był to bardzo ważny argument dla przednowoczesnych kolektywów. Dodatkowo w naszym folklorze i myśli ludowej nie występuje fizyczna eliminacja jako czyn chwalebny. Oczywiście były nastroje antysemickie, tak jak antyklerykalne czy „antypańskie” ale nigdy nie przerodziły się one w masową ludową ruchawkę czy rzeź, jak wśród chłopstwa ruskiego, którego koncepcja riezania Lachów, Żydów i panów raz na jakiś czas eksploduje i chłop ukraiński wie, co, jak i komu zrobić, żeby ulżyć swym prymitywnym namiętnościom.

Prawda plemienna jest trwałym elementem kultury żydowskiej, który dzieli świat na „dom Izraela” – hebr. Beit Yisrael – i narody – hebr. Goim. Nie będziesz oszukiwał swoich, ale tylko gojów, jak nakazuje litera Talmudu, której treść czy wartość miała być dostępna tylko dla Żydów, a dla obcych – taka interpretacja czy „narracja”, która nie szkodziłaby narodowi wybranemu. Jest to logika całkowicie sprzeczna z doktryną chrześcijańską, chociaż historia dowodzi jej skuteczności dla permanentnego trwania przez tysiąclecia. Dzisiaj jest to rodzaj wiedzy „zakazanej”, albowiem nawet część inteligencji katolickiej jest skażona ideą „judeochrześcijanizmu”, całkowicie nie zdając sobie sprawy z tego, że judaizm nie tylko w swojej teologii, lecz przede wszystkim filozofii jest całkowicie sprzeczny z chrześcijaństwem. Ponieważ czy goj jest człowiekiem wedle judaizmu? Co do tego rabini nie są zgodni.

Ciepłe lipcowe popołudnie. Wychodzę z automobilu po żmudnej trasie z Warszawy przez Łomżę do Jedwabnego i napełniam płuca zdrowym wiejskim powietrzem. – Przepraszam, że tu tak śmierdzi, ale Duńczycy postawili tutaj wielką fermę świń i nie da się oddychać – tłumaczyła gospodyni, skąd wziął się zwierzęcy odór, nie mający nic wspólnego ze „wsią spokojną, wsią wesołą”. No cóż, mieszczucha można łatwo oszukać, a nietutejszy z marszu nie wejdzie w sieć lokalnych układów, relacji i miejscową nieufną duszę. Tym bardziej, że ta ziemia od wieków jest zasiedziała przez dumną szlachtę zagrodową, która nie szczędziła swych synów i ofiar dla Ojczyzny. Tak było za cara, który próbował zredukować polską szlachtę, lecz w Łomżyńskiem okazało się to niewykonalne inaczej niż przez stryczek czy kibitkę. We Wrześniu drugiego dnia kampanii Niemcy zajęli miasteczko, które w październiku przekazali Sowietom w ramach korekty paktu Ribbentrop-Mołotow, i nad Jedwabnem zawisło jarzmo czerwonej niewoli. Jednak już wiosną 1940 roku w okolicy powstał oddział polskiej partyzantki zmagającej się w beznadziejnej sytuacji (wszak oficjalnej wojny z Sowietem nie było) z okupantem, co NKWD wykorzystało do eliminacji lokalnej elity – która, zdaniem Grossa, mogłaby powstrzymać motłoch przed pogromem. Oczywiście Gross marginalizuje drażliwy temat okupacji sowieckiej w Łomżyńskiem, jak i na terenach wschodniej Polski. Dlaczego? Czyżby jawna kolaboracja części Żydów z najeźdźcą była przyczyną pogromów latem 1941 roku w pasie od Bałtyku do Morza Czarnego zajętym przez Sowietów w latach 1939–1940? Sławetny reportaż telewizyjny Agnieszki Arnold wskazywał jednak inne źródło zła – była to endecja, a przecież w nieodległym Drozdowie w styczniu 1939 roku umarł Roman Dmowski – przypominał narrator programu. Wiadomo, że są środowiska żydowskie, które nigdy nie darują Dmowskiemu tego, że ich przechytrzył i zdobył bardzo wiele dla Polski na salonach światowych. Dodatkowo myśl Dmowskiego – mniej romantyzmu, więcej pozytywizmu i niech Polacy zdominują przestrzeń gospodarczą w swoim kraju – była sprzeczna z żywotnymi żydowskimi interesami, które przedwojenni otwarcie nazywali jako „pasożytnicze” na polskim organizmie narodowym. A jak Żydzi przyjęli powstawanie Polski i jej wojny o granicę? Zdecydowanie wrogo! Zarówno w Wilnie, Białymstoku, jak i we Lwowie miejscowi Żydzi przyłączali się tłumnie do oddziałów bolszewickich/litewskich/ukraińskich, ponieważ wiedzieli, że w tych młodych organizmach pozbawionych rodzimej inteligencji to oni będą tą niezbędną warstwą kierowniczą, co byłoby utrudnione w Polsce. I to właśnie sympatie narodowe, a nie jawna kolaboracja Żydów z bolszewikami miała doprowadzić do pogromu 10 lipca, powtarzają zgodnie Gross i Arnold.

Lubię to! Skomentuj30 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura