0 obserwujących
40 notek
28k odsłon
  335   0

Wałęsa-”pomożemy abyście i wy istnieli”

Dlaczego Jaruzelski żyje? Solidarność ocaliła mu życie.

 

Co roku 13 grudnia pod dom Wojciecha Jaruzelskiego przychodzą tłumy ludzi by zapalić świeczki i powiedzieć mu co o nim i jego „generałowaniu” w Polsce sadzą. Co roku padają te same słowa, te same oskarżenia, te same żale i wyzwiska. U wszystkich wściekłość, bezsilność, niedowierzanie wywołuje to, że to już 22 lata od kiedy strzelano do Polaków na ulicach, 22 lata od chwili kiedy dosłownie rozjeżdżono czołgami kolejne polskie dążenie do wolności. Zmarnowano kolejne -lecie by rozpocząć budowanie zdrowego, silnego i suwerennego państwa.


Dlaczego, mimo największej zdrady jakiej Polak może się dopuścić  tzn. świadomemu działaniu w sowieckiej komórce szpiegowskiej jaką była Informacja Wojskowa, świadomemu zaplanowaniu wojny przeciwko własnemu narodowi i jeszcze składaniu próśb o pomoc w tej wojnie innemu, okupującemu nas państwu, Wojciech Jaruzelski i inni jego kompani z PZPR którzy, jak stwierdził IPN, kierowali „Związkiem zbrojnym o charakterze przestępczym” (co jest niczym innym jak rozbudowaną definicją mafii),  jak dotąd uniknęli kary, żyją, mają się całkiem dobrze i spokojnie spędzając starość, od czasu tylko do czasu bywają w sądzie?
Od wielu lat pojawiają się sugestie, że to skutek nieudolności sądów, brak dowodów czy wyższa konieczność która oznaczała wówczas, że jak nie my to ONI wjadą. Tym czasem odpowiedzi na pytanie dlaczego komunistyczni przestępcy do tej pory unikają kary udzielił już podczas tzw. rozmów w Magdalence sam Lech Wałęsa. Magdalenka to miejsce gdzie na kilka miesięcy przed Okrągłym Stołem odbywały się spotkania między ówczesnymi komunistami (Kiszczak, Ciosek, Kwaśniewski i 20 innymi) a starannie wybranymi przez nich opozycjonistami w celu ułożenia przyszłego ładu ustrojowego w Polsce. Utrzymujący się przy władzy komuniści doskonale wiedzieli, że cały PRL wraz z całym blokiem wschodnim się wali i nie ma już dla niego ratunku. Mając kilka lat oddechu po wprowadzeniu Stanu Wojennego mogli spokojnie przygotować ewakuację i zaplanować przyszłość. Rozstrzelać narodu już się nie dało ale podzielić się władzą tak by opozycja wzięła na siebie przyszłe reformy i odpowiedzialność  za cały ten PRLoski bajzel i przy okazji uniknąć za to wszystko kary, dało się jak najbardziej. Wybrano więc kilku byłych, trochę zbuntowanych, członków PZPR działających wówczas aktywnie w Solidarności (Kuroń, Geremek), aktywistów o komunistycznych korzeniach (Michnik) czy organizacji antykościelnych jak PAX (Mazowiecki) oraz bardzo aktywnego karierowicza z Matka Boską w klapie, który, jak mówią świadkowie tamtych wydarzeń, nie wiedział gdzie mu będzie lepiej czy w SB czy w Solidarności i podczas rozmów w Magdalence zrobiono przysłowiowy „deal”.

 

Na czym polegał ten „deal” z opozycją?  Otóż chodziło o to, że komuniści oddadzą część władzy, dopuszczają „elementy wichrzycielskie” i  „imperialistyczne” na salony i do niektórych ministerstw ale w zamian oczekują spokojnej starości i czegoś co najlepiej wyraził Adam Michnik – by w III RP „odpieprzyć się od generała”. Oznaczało to, że stara komunistyczna świta ma w zamian za podzielenie się władzą uniknąć odpowiedzialności za przestępstwa, zdrady i doprowadzenie kraju do ruiny. I takie właśnie porozumienie zawarto. Lech Wałęsa ujął to niepisane porozumienie podczas rozmów w Magdalence, kilka miesięcy przed Okrągłym Stołem, w bardzo jasnych słowach, siedząc przy stole z gen. Kiszczakiem i do niego je kierując: „Teraz liczymy na wspaniałomyślność. Liczymy, że oddacie to co cesarskie.  Teraz prosimy o to byście bez dyskusji oddali to o co się już umówiliśmy, a więc nie ma wolności bez Solidarność  … by nie było konfliktów, trzeba to przed Okrągłym Stołem załatwić, jak najszybciej, co umożliwi nam istnienie, a i my pomożemy abyście i wy istnieli” Koniec cytatu. Z tych słów wynika bardzo jasno , że jedni mają zaistnieć by pomóc istnieć drugim. Ponad głowami Polaków uzgodniono, kto i w jaki sposób będzie nimi rządził. Wybrani starannie ludzie tzw. „opozycji” mieli zaistnieć po to by pomóc istnieć przychylającym im nieba i otwierającym niektóre ministerstwa skompromitowanym i mającym krew na rękach komunistom.  Dzięki temu do dziś utrzymuje się układ władzy, w którym ówczesna opozycja, strona Solidarnościowa, uchodzi za tzw. prawicę, która de facto podpisała, oczywiście dla dobra Polski, przysłowiowy pakt z diabłem. Przy okazji wyszło także, że niepisane porozumienie zakłada niedopuszczenie do władzy sił prawicowych, które na Okrągły Stół się nie zgadzają. Dlatego do dziś za partie prawicowe tworzone w sejmie uchodziły ich podróbki – Unia Wolności, Kongres Liberalno-Demokratyczny, Solidarność (Związek Zawodowy) czy PiS, przedstawiciele którego (Lech Kaczyński) także brali udział w rozmowach w Magdalence i de facto także swoją obecnością ten układ przypieczętowali.

 


Komentując później swoje słowa Lech Wałęsa, zadowolony jak zawsze z siebie, stwierdził: „Kto by zrobił to lepiej – finezja. To nie na dzisiejsze czasy, to oczywiste. Nie mogliśmy szarżować, nie mogliśmy narażać na niebezpieczeństwo. Musieliśmy próbować możliwie bezpiecznie, ostrożnie zmieniać kraj. Natomiast, nierozważni ludzie mówią, że można było więcej. Może i było można ale wtedy ja i my liczyliśmy do maksimum ale wtedy maksimum wyglądało jak wyglądało”. Tak wyglądała umowa i fundamenty przyszłego ustroju tzw. III RP. Późniejszy Okrągły Stół był już tylko telewizyjnym show, widowiskiem dla ludu, który miał uwierzyć, że opozycja właśnie przypiera „komucha” do muru a ten, czując, że nie starcza mu już oddechu, poddaje się i oddaje władze. Owszem można wierzyć, że nie można było więcej, choć niektórzy w innych krajach wiedzieli, że można było. Pytanie tylko czy warto było zawierać tak ważną umowę, która już na samym początku zawierała w sobie znamiona przestępstwa i niegodziwości. I w ten właśnie sposób zmienili ten kraj. Zmienili tak, że zbrodnia pozostała bez kary. Zmienili tak, że gen. Jaruzelski już wie, że „osądzi go już tylko historia”. Zmienili ten kraj tak właśnie gdyż musieli pomóc i IM zaistnieć. Zmienili tak, że ani Józef Oleksy, ani minister Milczanowski mimo, wzajemnych, publicznych oskarżeń o najcięższe przestępstwa zdrady państwa nie ponoszą od lat za to żadnej odpowiedzialności, a proces jak w przypadku gen. Jaruzelskiego czy Kiszczaka utknął w martwym miejscu.  Do dziś bowiem działa układ z Magdalenki, który niektórzy streszczają do zwrotu:  „My nie ruszamy waszych, a wy naszych”. Działa ten układ doskonale do dziś i niestety, niewiele wskazuje na to, by sędzią w sprawie Stanu Wojennego był ktoś inny jak tylko historia. Tylko czy państwo oparte na zbrodni bez kary może być państwem pod jakimkolwiek względem zdrowym? O zgrozo – ludzie Solidarności sami do tego się przyczynili.

 

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura