Arcybiskup Stanisław Wielgus objął diecezję Warszawską. Nie jestem w stanie zrozumieć jak do tego doszło. Jestem przeciwnikiem lustracji, nie zwykłem szukać w życiorysach ludzi rzeczy złych. Czytałem dokumenty abp. Wielgusa, czytałem jego oświadczenie. Chciałem znaleźć coś co go usprawiedliwia. Niestety nie udało mi się. Ten człowiek po prostu chciał robić karierę naukową, dlatego wybrał drogę współpracy z PRL-owskim wywiadem.
Mógł spokojnie pełnić swoje obowiązki w Płocku. Dlaczego jednak zdając sobie sprawę z bagażu życiorysu pchał się na stanowisko, które kiedyś piastował kardynał Wyszyński. Dlaczego nie zrezygnował w momencie, gdy ta przeszłość wyszła na jaw? Nie chcę dopuszczać myśli, że jest to cyniczna gra, by zająć takie stanowisko, którego nawet lustratorzy nie dosięgną.
Terlikowski twierdzi, że ta nominacja to koniec lustracji w Kościele. Bo jak tu dalej lustrować skoro biskupem warszawskim może być tajny współpracownik. A raczej po co lustrować? Być może to koniec całej idei lustracji. Nie piszę tego z triumfem, ale w pełni zdumienia.


Komentarze
Pokaż komentarze (16)