Abp. Stanisław Wielgus zrezygnował. Nie sam, a raczej z nakazu Stolicy Apostolskiej. Odnoszę wrażenie, że biskupi skłonni byli zaakceptować abp. Wielgusa na stanowisku metropolity warszawskiego nawet ze świadomością, że podpisał zobowiązanie do współpracy z wywiadem PRL. W końcu to stanowisko pełnili ludzie grzeszni jak bp. Skarszewski, czy początkowo traktowani jako kolaboranci z caratem potem jak błogosławieni jak bp. Zygmunt Feliński.
Zaważyło coś innego. W dokumencie oceniającym jego dokonania zanim został przyjęty do wywiadu znajduje się pochleby opis jego współpracy z IV departamentem. Nie wiadomo, czy dokumenty w tej sprawie się zachowały. Jest domniemanie, że tak. Sprawowanie urzędu metropolity warszawskiego i codzienne sprawdzanie w gazeta, co o nim napiszą jest chyba niemożliwe.
W tej katastrofalnej sytuacji dla polskiego Kościoła stało się dobrze, choć w fatalnym stylu. Chciałbym, aby postępowanie Kościoła stało się wzorem dla polskich polityków. Kościół nie nominował osoby nieodpowiedniej na stanowisko metropolity warszawskiego, chciałbym aby prezydent i Sejm nie nominowali osoby nieodpowiedniej (pod innymi względami) na szefa NBP.


Komentarze
Pokaż komentarze (14)