pedro65 pedro65
297
BLOG

Dyskalkulia czy spotkanie z Prawdą ?

pedro65 pedro65 Polityka Obserwuj notkę 0

 

Założeniem szkoły powszechnej było kiedyś nauczenie podstaw myślenia, a przede wszystkim jego trzech filarów, to znaczy czytania, pisania i liczenia. W świecie ponowoczesnym jednak myślenie przeciętnego obywatela jest niebezpieczne z samej swej natury, dlatego władza, która za szkoły odpowiada, nie jest specjalnie zainteresowana myślenia rozwojem. Wynaleziono nawet odpowiednie schorzenia, które mają brak powyższych trzech podstaw usprawiedliwić. Mamy zatem dysleksję, dysgrafię i wreszcie dyskalkulię, stające się coraz powszechniejszymi przypadłościami, zupełnie, jakby rozsiewał je jakiś tajemniczy wirus, albo jakby były nową wadą genetyczną, spowodowaną zanieczyszczeniem środowiska.

Jak dotąd schorzenie dyskalkulii, w grupie osób posiadających formalnie wyższe wykształcenie, wydaje się najbardziej rozpowszechnione wśród dziennikarzy postępowych mediów. Czy świadczy ono bardziej o nieuctwie tych dziennikarzy, czy raczej o posłusznym wykonywaniu rozkazów, nie będziemy się w tym miejscu zajmować. Jednak dyskalkulia dziennikarska rodzi szereg problemów poznawczych, bo o ile prawda jest dość prostacka, o tyle kłamać w sposób spójny i inteligentny nie jest łatwo. Na wpadkę w tej dziedzinie zwrócono ostatnio uwagę przy okazji jątrzącej i dzielącej Polaków manifestacji 10 kwietnia na Krakowskim Przedmieściu. Media pojechały tam z klucza, znanego dobrze z czasów PRL’u - z jednej strony należało podać jak żałośnie mało osób popiera dzielące i jątrzące obchody rocznicowe, ale z drugiej należało tych żałosnych manifestantów oskarżyć o coś, na przykład o potworne zaśmiecanie miasta, które może przecież uniemożliwić zarządowi Warszawy dokończenie przed Euro 2012 drugiej linii metra etc. Poinformowano zatem o usuniętych siedmiu tonach wypalonych zniczy. Tu jednak pojawił się problem kalkulacyjny: ponieważ wypalony znicz waży 100-200 gramów, siedem ton oznacza … kilkadziesiąt tysięcy zniczy. Skoro jednak nie wątpimy o prawdomówności zaprzyjaźnionych mediów, musimy przyjąć, że KAŻDY z podstępnych zwolenników jątrzenia i dzielenia Polaków przyniósł na Krakowskie Przedmieście co najmniej kilkanaście zniczy. Mam nadzieję, że któraś z telewizji lub gazet posiada interesujące zdjęcia tych zacofańcow obładowanych kartonami i siatami zniczy, będzie można dać im właściwy odpór, a i przyjemnie będzie się trochę pośmiać w tych smutnych czasach …

Aby uniknąć podobnych gorszących incydentów poznawczych w przyszłości i aby nikt nie czuł się wykluczony z powszechnej bezmyślności, rząd planuje właśnie rozszerzyć występującą u większości dziennikarzy dyskalkulię na całe następne pokolenie, między innymi poprzez zaserwowanie pierwszakom laptopów. W ten sposób Pani Główny Edukator zamierza wygnać resztki myślenia (nie tylko matematycznego) i wyobraźni z łepków, serwując im w zamian ADHD, otyłość i cukrzycę. O tym podwójnym przekręcie (bo raz - pieniądze na owe laptopy pochodzą ze zrabowanych składek emerytalnych i dwa - laptopy tym dzieciom po prostu zaszkodzą) wspominałem szerzej w poprzednim tekście.

Potrzeba zabiegów dyskalkulacji społecznej narasta gwałtownie przed wielkimi zgromadzeniami osób o zacofanych poglądach, kiedy to lewe media (z definicji: lewe media to te, które nie są prawe, to znaczy - nie kierują się prawością) po raz kolejny stosują interesujący zabieg wstępnego przeszacowania spodziewanej liczebności zgromadzenia. Tym razem stało się to z okazji beatyfikacji Jana Pawła II, podobną technikę zastosowano poprzednio przed pogrzebami Jana Pawła II w Rzymie i państwa Kaczyńskich w Krakowie. Zaczęło się mianowicie od opowieści o milionach spodziewanych uczestników uroczystości, by następnie zweryfikować tę liczbę do około „zaledwie” kilkuset tysięcy. Jest to interesujący zabieg, który w moim przekonaniu ma co najmniej dwa cele.

Po pierwsze, zawsze jest szansa, że sporo ludzi się przestraszy i z powodu owych mniemanych „niezliczonych” tłumów w uroczystości nie weźmie udziału. Ewentualnie obejrzy ją sobie wygodnie w telewizorze, przy kawce i bez poniżającego klękania na brudnym chodniku. A to będzie miało efekt podwójnie zbawienny - nakarmi bożka „oglądalności”, zaś widzów uchroni przed jakże niebezpiecznym dla tegoż telewizora OSOBISTYM doświadczeniem. Wszak szeryfowie zaprzyjaźnionych telewizji dobrze pamiętają TAMTO doświadczenie spotkania milionów, które rozwaliło im w latach 1979-1981 umiłowany ustrój, a nieodpowiedzialny motłoch doprowadziło do fatalnego w skutkach przekonania, że „telewizja kłamie”. Wiarę w prawdomówność telewizji trzeba było w końcu przywracać czołgami !

Po drugie, pamiętajmy, że mamy do czynienia ze specami od propagandy, pardon - dzisiaj należy mówić: wizerunku. A jeżeli ktoś za długo uprawia ten cały wizerunek, zaczyna z zasady sam w niego wierzyć. W efekcie nasi kreatorzy faktów mogą odetchnąć z ulgą - no nie jest tak źle, miało być dwa miliony na tym ich zacofanym spędzie, a tu patrzcie państwo, jakieś marne 400 tysięcy. Reszta świętuje grilla (Graala ?), albo ostatecznie zerka w szkło. Postęp uratowany !

Oczywiście, problem z kilkudniową pielgrzymką do Rzymu wynika też z prostych trudności finansowych w dobie kryzysu. Tych którzy chcieliby tam jechać, bardzo często na to obiektywnie nie stać. Ci, których stać, równie często zachowują się tak, jakby zawdzięczali to sobie samym i żaden Jezus, Kościół i święci nie są im już do niczego potrzebni. Ale wpływ mediów jest bardzo intensywny i na jednych i na drugich, bo w obydwu grupach wydają się przeważać ci którzy wierzą w prawdomówność i dobre intencje maistreamowych telewizji.

Jednak w tych dniach postępy postępu znacząco ogranicza nadchodząca pamiątka Tajemnicy Przejścia Pana. Z życia do śmierci, ze śmierci do Życia. Rzecz, która nie miała prawa się zdarzyć, której Szatan, inteligentny znacznie bardziej niż szeryfowie mediów jednak nie przewidział, nie wykalkulował. Bo gdyby wykalkulował, gdyby choć przez chwilę pomyślał, że BÓG da się naprawdę zabić za człowieka, dokładnie i do końca, zrobiłby wszystko, żeby nie dopuścić do Ukrzyżowania. W tym kontekście warto zauważyć, że tylko ludzie posiadający prawdziwe podstawy krytycznego myślenia mogą też prawdziwie wierzyć w cuda. Święty Józef uwierzył w poczęcie z Ducha Świętego nie dlatego, że nie rozumiał praw natury - uwierzył dlatego, że doskonale rozumiejąc prawa natury, rozpoznał Cud. Z takich samych powodów rozpoznali inny Cud uczniowie Jezusa. Kiedy zobaczyli idealnie uformowany kokon z płócien, przez które przeszedł Pan w Wielkanocny poranek. Kiedy przeszedł później przez drzwi zamknięte, każąc im oglądać swoje Rany. Kiedy podał im do jedzenia rybę nad jeziorem, po nocnym połowie, którego skuteczność zapewnił wcześniej swoim słowem. I kiedy Go poznali w drodze do Emaus, PODCZAS ŁAMANIA CHLEBA. Uczniowie nie uwierzyli w produkty fabryki snów, w show biznes z telewizora. Uwierzyli, ponieważ doświadczyli spotkania z samą Prawdą. A potem poszli w jednych sandałach, wywrócić świat do góry nogami.

My też jesteśmy, albo możemy być uczniami Jezusa i też dano nam podobną szansę. Zamiast pogardy - zaufanie. Zamiast ściemniania - Światło. Zamiast fabryki snów - Rzeczywistość. Wystarczy „tylko” pójść za Nim na Kalwarię, a potem pobiec bez tchu do pustego grobu. I nigdy nie rezygnować z podstaw trzeźwego myślenia. Uparcie pytać, sprawdzać, odrzucać wszelkie kłamstwo - tylko wtedy będziemy mieli szansę rozpoznać CUD. A kiedy już go naprawdę rozpoznamy, przestaniemy jako chrześcijanie życzyć sobie nawzajem „wesołych jajek”, „mokrego dyngusa”, „świątecznego obżarstwa” czy „czekoladowego zająca” - i tym podobnych figur stylistycznych, które w miejsce Tajemnicy proponują nam zabobon. Będziemy życzyć sobie wzajemnie już tylko dotknięcia Jezusa i przejścia wraz z Nim ze śmierci do Życia.

A w kilka dni po świętach Zmartwychwstania trzeba, jeśli to tylko możliwe, wyruszyć na pielgrzymkę do Rzymu. Nieważne, czy nas będzie tam dużo, czy mało. Czy kanapka będzie kosztować 10 euro i czy będzie gdzie spać. Trzeba tam jechać, bo tylko w wielkich świętych jest (zawsze był) cień nadziei dla nas osobiście, dla Polski, dla Europy. Dla całej cywilizacji Zachodu, która wyrosła na krzyżu Chrystusa, a która teraz, odrzucając krzyż, wydaje się dążyć do ostatecznego samobójstwa. Jan Paweł II zaproponował Polsce i światu kosztowną ale osiągalną, a co najważniejsze autentyczną wolność. Czy jesteśmy wreszcie gotowi, żeby po nią sięgnąć ?

pedro65
O mnie pedro65

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka