Niedawno się dowiedziałem, że 30% Brytyjczyków myśli że Mount Everest leży w Europie. Jeżeli w tzw. dojrzałej demokracji na wyspach jedna trzecia społeczeństwa nie zaprząta sobie głowy takimi detalami, zupełnie nieprzydatnymi w życiu codziennym, to jaka jest świadomość polityczna społeczeństwa jako całości? Wiadomo, że tylko kilka procent społeczeństwa głosuje świadomie. Reszta jest wydana na pastwę współczesnych medialnych szamanów. W efekcie mnóstwo ludzi głosuje, nie tylko nieświadomie ale wręcz wbrew własnemu, dobrze pojętemu interesowi. Trudno się jednak dziwić, że tak jest wiedząc że żyjemy w czasach bezczelnego zawłaszczania języka i wywracania znaczeń podstawowych pojęć, gdy 90% dziennikarzy głosuje na jedną partię polityczną, gdy trwa nieustanne bombardowanie setkami informacji dziennie i zalewanie świadomości „ściekiem kolorowych rzygowin". Większość tzw. „normalnych ludzi" jest tym wszystkim zwyczajnie skołowana.
W efekcie w Polsce, mimo że przytłaczająca większość społeczeństwa kieruje się w życiu wartościami konserwatywnymi, wybory wygrywa umiejętnie przypudrowana partia liberalna. Na poziomie Europy można zaobserwować podobne zjawiska.
A gdyby ludziom po prostu pomóc uświadomić sobie jaki jest ich interes? Dać do zrozumienia niektórym skołowanym rodzicom, że np. wojujący przedstawiciele skrajnej lewicy niekoniecznie będą działać w interesie ich jako rodziców i ich dzieci, mimo że „tak im dobrze z oczu patrzy"? Uzmysłowić obywatelom, że skoro w życiu kierują się wartościami konserwatywnymi to głosowanie na przystojnych przedstawicieli np. partii X to strzał we własną stopę? Uprzytomnić szerokim warstwom społecznym czerpiącym wiedzę o świecie z TV, że to nie od koloru krawata danego polityka zależy pozycja międzynarodowa kraju i zasobność własnej kieszeni?
Można to zrobić w banalnie prosty sposób. Co roku każdy z nas musi grzecznie wypełnić PIT i przekazać do najbliższego US. A niechby tak dołączyć do tego PITa jedną stronę z kilkunastoma prostymi pytaniami dotyczącymi życiowych wyborów, preferencji, motywacji - uwaga - nie poglądów! Od początku tego tekstu stawiam tezę, że większość po prostu NIE MA własnych poglądów tylko umiejętnie wdrukowane kalki. Delikwent wypełnia ankietkę i przesyła wraz z PITem fiskusowi. Jakiś inny urząd, instytut albo maszyna, opracowuje wyniki i za jakiś czas szczęśliwy podatnik dostaję informację zwrotną. „Drogi Panie! Wychodzi nam żeś jest straszna konserwa. Jak już to wiesz i zagłosujesz teraz na partię X toś frajer co się dał wykiwać medialnym hienom. Ale wybór oczywiście należy do Ciebie. Przemów Suwerenie!" Taka informacja zwrotna, potwierdzona autorytetem państwa mogłaby niejednemu zagubionemu wyborcy rozjaśnić w głowie, nieprawdaż? I tym prostym sposobem mamy ulepszoną demokrację w czasach gdy Mount Everest zawędrował do Europy.
Jakie konsekwencje może to wywołać na poziomie klasy politycznej? Jak to może wpłynąć na krajobraz medialny? Dokąd to może zaprowadzić kraje, albo i całą Europę? No i czy jest coś złego w tym pomyśle?


Komentarze
Pokaż komentarze (6)