Dzisiejszy PlusMinus przynosi tekst o religijnych motywacjach działań Blaira. Takie wyznanie w ustach brytyjskiego polityka automatycznie przykleja mu w oczach neopogańskiego społeczeństwa łatkę CZUBA, który „gada z Bogiem". Blair świadomy konsekwencji „uprawiania Boga" w polityce nie obnosił się ze swoją religijnością, (m.in.) dzięki czemu przetrwał długi czas na stanowisku premiera. Nieliczne wypowiedzi traktujące o stosunku do duchowości chrześcijańskiej i roli w podejmowanych decyzjach były natychmiast masakrowane przez zawsze czujnych dziennikarzy.
I nie ma w tym nic dziwnego, jeżeli przyjąć za prawdziwe twierdzenia Jacquesa Maritaina o tym, że ojcami założycielami współczesnej nowożytności są tacy ludzie jak Luter czy Rousseau. Wszelkie publiczne odwołania religijne mniej lub bardziej ważnych osób publicznych muszą zostać sklasyfikowane przez większość mediów i zachodnich społeczeństw do kategorii umysłowej aberracji. O ciężarze „choroby" decyduje już tylko stopień zalezienia za skórę niektórym dziennikarzom czy środowiskom.
Maritain jest przekonany, że „wszystko zaczyna się od ducha, w głębi duszy kilku ludzi (...) tam jest miejsce narodzin współczesnego świata". Wnikliwi obserwatorzy rzeczywistości są w stanie odnaleźć pośrednie dowody słuszności tego sądu. Dziś mamy do czynienia ze zdezintegrowanymi i zagubionymi społeczeństwami, które zostały zatrute i rozsadzone od środka szkodliwymi ideami i zwodniczymi radami owych reformatorów, tak chętnie propagowanymi przez ówczesne i dzisiejsze elity. Zakładając tak przemożny wpływ duchowości na rzeczywistość można popaść w głęboki pesymizm...
Jednak nie wszystko stracone dopóki istnieją CZUBY. Jeżeli w głębi duszy takiego Blaira, istnieje poszukiwanie Prawdy, którą lokalizuje on w okolicach Boga i prawdą jest, że to co w sercach współczesnych liderów wpływa na kształt przyszłej rzeczywistości, to jest cień szansy że przyszłość zachodnich społeczeństw nie będzie wyglądać pesymistycznie. I to pomimo stosunku byłego premiera Zjednoczonego Królestwa do aborcji czy małżeństw homoseksualnych. Ważne, że ten CZUB stara się podłączyć do właściwego źródła.
Takich CZUBÓW jest więcej. Dużo więcej. Niektórzy sprawują wysokie stanowiska w państwie lub w biznesie. Milczą o swojej wstydliwej przypadłości, ale robią swoje. Inni to wyrobnicy najniższych szczebli (na razie) - po prostu pracują. Niektórzy z długoletnią, zdrową formacją duchową, niektórzy dopiero na tej drodze, pozostali podążający za głęboką intuicją. Łączy ich jedno. Mniej lub bardziej skuteczne oczyszczanie motywacji swoich działań i decyzji w odniesieniu do Stwórcy wszechświata. Mniej lub bardziej skuteczne uderzanie w chore fundamenty dzisiejszej współczesności. Mozolne układanie kawałków skały pod nowy kształt przyszłej rzeczywistości.
Mówić o „wiośnie chrześcijaństwa" jest chyba jeszcze za wcześnie. Potrzeba więcej CZUBÓW na skalę JPII. Dzięki efektom wewnętrznej i zewnętrznej pracy wielkich i małych CZUBÓW za jakieś sto-dwieście lat nasze prawnuki będą usiłowały zrozumieć jak się udawało żyć w tak zakłamanej cywilizacji. I trzeba mieć nadzieję, że te nasze prawnuki to dopiero będą CZUBY!


Komentarze
Pokaż komentarze (3)