125 obserwujących
326 notek
796k odsłon
896 odsłon

podróż za jeden uśmiech? - Wakacyjnego Klubu Poszukiwaczy Sprzec

Wykop Skomentuj60
    W czerwcu 1964 roku niespełna 18-letni Adam Michnik wybrał się w podróż po Europie Zachodniej. Odwiedził Wiedeń, Monachium, Rzym, Paryż i Berlin Zachodni. Jak później twierdził, zrobienie takiego rajdu "to nie był wielki problem". Zaproszenie przysłała mu mieszkająca w Paryżu znajoma rodziców, Michnik złożył podanie o paszport, paszport dostał i - pojechał. Tylko czy w latach 60-tych to wszystko faktycznie byłby aż tak proste dla każdego maturzysty? Pozwolę sobie wyrazić wątpliwości.  Paszport był w PRL dobrem reglamentowanym i nie wydaje mi się, by za Gomułki maturzyści chcący sobie pohulać po świecie dostawali go bez większego trudu. Michnik był, co prawda, czerwonym hrabiątkiem, więc takie ograniczenia go nie dotyczyły, z drugiej jednak strony już wtedy uchodził ponoć  za opozycjonistę, i to takiego, którego istnienie zauważał sam Pierwszy Sekretarz. Władze więc mogłyby mu paszportu nie dać z czystej złośliwości, a jednak  - dały...

    Relacja Michnika z tej podróży obfituje w scenki ilustrujące styl życia potomstwa PRL-owskiego establishmentu. Oto w Wiedniu Michnik pomieszkał sobie w pokojach gościnnych ambasady PRL. Jak opowiadał, dostąpił tego zaszczytu, dzięki listowi polecającemu, który dała mu sąsiadka, pani Lachsowa - jej znajomy pracował w ambasadzie . Żyjemy w epoce, w której panujący nam reżim głośno wojuje z wykorzystywaniem publicznego mienia do celów prywatnych, odnotujmy więc ten smętny incydent sprzed lat - Michnik przenocował się w Wiedniu na koszt PRL-owskiego podatnika (no, chyba, że znajomy pani Lachsowej z własnej kieszeni zwrócił MSZ PRL koszty pobytu Michnika, wtedy - przepraszam). Później było już mniej korupcyjnie - Michnik mieszkał u osób, którym go polecili rodzina czy znajomi. W Paryżu, na przykład, u "znajomej rodziców", przypuszczam, że tej samej, która przysłała mu zaproszenie. W Rzymie zaś "metę" załatwił mu Janusz Zabłocki, licencjonowany PRL-owski katolik, który akurat bawił w Wiecznym Mieście z powodu soboru. O ile pamiętam, Michnik obsmarował później Zabłockiego w dziele "Kościół, lewica, dialog", można więc powiedzieć, że Zabłocki wyszedł na swoich względem Michnika uprzejmościach, jak jego imiennik na mydle...   W Rzymie zdarzyła się zresztą ciekawa sytuacja...

    Do miasta, na pogrzeb księdza Gawliny, zjechali się emigranci, a wśród nich generał Tadeusz "Bór" Komorowski. Zabłocki przyprowadził Michnika do kawiarnianego stolika, przy którym siedział, między innymi, generał, i tam Michnik, słysząc wypowiedzi w rodzaju "ja służyłem z panem generałem", "ja walczyłem pod panem generałem" palnąć miał: "a ja będę walczył pod panem generałem". Zważmy: Michnik był wówczas, jak sam przyznaje, komunistą (ponoć w typie "młodego Marksa", ale jednak...). PRL uważał- i słusznie - za swój kraj, nawet jeśli to czy tamto mu się w nim nie podobało (na przykład - zbyt nikły rewolucyjny zapał jego władców). Polska inna niż socjalistyczna to była dla niego wizja absurdalna. Gruntowną zmianę stosunku do Polski Ludowej (ale jeszcze nie do socjalizmu) miało u Michnika wywołać dopiero "rżenie demona" w 1968. Ale tymczasem mamy rok 1964 i generał Komorowski jest wręcz symbolem tej części polskiej historii do której Michnik ma stosunek "szyderczy". Skąd więc komedia z tym: "a ja będę walczył pod panem generałem"? Czyżby Michnik już w tak młodym wieku odznaczał się owym słynnym "uwodzicielstwem" , którym później zdobywał będzie stronników? Zdumiewające! (no, chyba, że Michnik zmyślił sobie ten incydent, co - swoją drogą - też dawałoby ciekawy wgląd w jego psychikę). Ale przejdźmy do spraw poważniejszych...

    Otóż, Michnik, jeżdżąc po Europie Michnik poodwiedzał najważniejsze centra „antysocjalistycznej dywersji”. Jak bowiem twierdzi: "Wydawało mi się oczywiste, że w Monachium muszę pójść do "Wolnej Europy", a w Paryżu do "Kultury". I poszedł. Do Nowaka-Jeziorańskiego zaprowadził go Tadeusz Nowakowski z RWE, a Nowak, razem z Nowakowskim, Michałem Gamarnikowem i Henrykiem Rozpędowskim urządzili Michnikowi całodzienną wycieczkę po mieście. I dalej Michnik: "W Rzymie poznałem Kazimierza Komłę z "Wolnej Europy" i księdza Szczepana Wesołego. W Paryżu Jerzego Giedrojcia i całą grupę "Kultury", w Berlinie Zachodnim Bohdana Osadczuka". Dodajmy, że w berlińskim mieszkaniu Osadczuka Michnik wyprawił sobie 18-te urodziny. Zatrzymajmy na przy tym epizodzie. Otóż, wystarczy rzut oka na biogram Osadczyka, choćby w Wikipedii, by powziąć przeświadczenie, że jego berlińskie mieszkanie musiało być  pod czujną obserwacją towarzyszy z sowieckich służb specjalnych. Za Hitlera - stypendysta III Rzeszy, do tego kojarzony z UPA, po wojnie - uczestnik Kongresu Wolności Kultury (jak dziś wiemy wpieranego finansowo przez amerykańskie służby specjalne, co chyba i dawniej nie było tajemnicą przynajmniej w światku wywiadów), dalej - wydawca biuletynu "Glosy na temat Europy Wschodniej"), współpracownik "Kultury" i iluśtam gazet zachodnich... Na kogoś takiego Sowieci nie mieliby oka, chyba tylko wówczas, gdyby był ich agentem. Czy więc wizyta Michnika w mieszkaniu Osadczuka mogła zostać nie odnotowana? Nie wykluczam, ale wątpię...

    Tak czy owak Michnik nie miał po powrocie żadnych kłopotów. Co - jednak - może zaskakiwać. Bo, co prawda PRL-owski establishment, także ta jego część, która nie popadła w "rewizjonizm", nie miał do "Kultury" stosunku aż tak jednoznacznego, jak można by sądzić po oficjalnej propagandzie, ale władze polityczne faktycznie były na "Kulturę" raczej cięte i robiły różne przykrości osobom z nią współpracującym, nawet jeśli miały one głośne nazwiska.  Gdy zaś idzie o "RWE" - było jeszcze gorzej. Radio postrzegano jako dywersyjną rozgłośnię zasilaną pieniędzmi zachodnich wywiadów. Co zresztą nie było opinią zupełnie bezpodstawną.  Londyńscy emigranci również nie uchodzili za, mówiąc eufemistycznie odpowiednie towarzystwo dla młodzieńca z dobrej, komunistycznej rodziny. A o Ukraińcach, ex-stypednystach III Rzeszy godzących w interesu Związku Sowieckiego to już nawet szkoda gadać...  Krótko mówiąc - Michnik wdał się w kontakty z kręgami demonizowanymi przez władców PRL-u, zwizytowawszy te piekielne kręgi wrócił do kraju i ... nic (niedługo po powrocie wpadnie w tarapaty, ale to z innych powodów)

    Zastanówmy się teraz – czym była podróż Michnika? Otóż, wydaje mi się, że była to raczej misja, niż przygoda. Zupełnie jak by go wprowadzano do wielkiego świata, powierzano kontakty... Bo michnikowe "wydawało mi się oczywiste, że w Monachium muszę pójść do "Wolnej Europy", a w Paryżu do "Kultury" postawię obok słynnego "przechodziliśmy z tragarzami" z filmu "Miś". Gdyby do RWE i "Kultury" można było ot tak wpaść i pogadać, to Nowak z Giedroyciem ze trzy razy dziennie gawędziliby sobie z nasyłanymi przez bezpiekę wywiadowcami. Owszem, Nowak mógł organizować całodzienne wycieczki, a Giedroyć mógł konferować, ale z kimś mającym coś w rodzaju "listów polecających". Od kogo mógł je Michnik dostać? Idźmy takim tropem:

    Z IPN-owskich papierów wynika, że w latach 1965-1971 z przedstawicielami PRL-owskiego kontrwywiadu toczył rozmowy Wiktor Trościanko - Związany ze Stronnictwem Narodowym komentator polityczny RWE. Kontakt z nim WSW nawiązała przez swojego agenta, zaprzyjaźnionego z rodziną Trościanki. Rzecz jest tym ciekawsza, że zgodę na spotkania mieli dać redaktorowi przywódcy jego stronnictwa - Tadeusz Bielecki i Antoni Dargas. Rozmowy postrzegano jako polityczne - endecy uznali, że ogólnonarodowe interesy tworzą płaszczyznę do takich kontaktów, szło zaś o zagrożenie ze strony Niemców i syjonistów. Według Trościanki, ci drudzy mieli wręcz dominujący wpływ na linię programową RWE. W 1969 roku oficer MSW w taki sposób relacjonował poglądy Trościanki: "utajeni we władzach partii sympatycy Izraela i tzw. liberałowie inspirują linie ataków propagandowych RWE. Ich kontakty z RWE trwają od lat. (...) Na podstawie ostatnich obserwacji [Trościanko] stanowczo stwierdza, że gros informacji o sytuacji wewnętrznej w partii idzie przez zakonspirowane środowiska syjonistyczne, inspirujące niekończące się ataki na MSW i tow. Moczara". Trościanko podkreślał też rolę "marcowych emigrantów": "Takiego dopływu informacji z Polski, jaki istnieje teraz, nie było nigdy od początku istnienia RWE. Lawina ta idzie przede wszystkim z Wiednia. Emigranci żydowscy i inni zwolennicy - informatorzy RWE, którzy mogą więcej powiedzieć lub napisać, są ściągani do Monachium i Nowak finansuje pobyt w porozumieniu z organizacjami żydowskimi. Dyrekcja RWE przeznacza na ten cel znaczne sumy". Prócz takich informacji Trościanko dostarczał charakterystyk osobowych pracowników RWE, donosił o zamierzeniach programowych radia, a nawet doradzał w jaki sposób skutecznie kompromitować jego pracowników. Przy tym wszystkim, Trościanko nie uważał za agenta, choć rozmówcy z kontrwywiadu nadali mu aż trzy pseudonimy ("Medal", "Tuba", "Mentor"). Jeśli tego nie można nazwać agenturą, to nie wiem, co można, formalnej współpracy jednak, faktycznie nie nawiązano.

    Interesuje nas tu najmocniej to, co Trościanko miał do powiedzenia o długoletnich kontaktach z RWE podtrzymywanych przez owych „utajonych we władzach partii sympatykach Izraela i tzw. liberałach” (czy byli to faktycznie sympatycy Izraela i liberałowie – to temat na inny wpis). Być może właśnie pod tym barwnym określeniem kryje się środowisko, które puściło młodego Adama w świat? Spróbujmy uchwycić je konkretniej. Na początek – ustalmy nazwisko "znajomej rodziców", która przysłała Michnikowi zaproszenie z Paryża. Nie będzie to zresztą trudne. W 1986 roku ukazała się w PRL niewielka książeczka Bogdana Hillebrandta” pt. „Marzec 1968”. Zawierała ona niejako oficjalną wersję „wydarzeń marcowych”. Z niej właśnie skorzystamy...

    Jerzy Eisler, autor monografii "Polski rok 1968" twierdzi, że Hillebrandt związany był z SB i pisząc swoje dziełko korzystał z materiałów bezpieki. I faktycznie czytając "Marzec 1968" trudno uniknąć podobnego wrażenia. O interesujących nas dziś sprawach Hillebrandt pisze zaś tak: "Związki syjonistów, trockistów i rewizjonistów (...) Okazywały się (...) przydatne w czasie zagranicznych podróży "komandosów". Wielu z nich podczas swych wyjazdów do Francji korzystało z mieszkania Lei Jagodzińskiej, byłej aktywistki "Haszomer Hacair" (organizacja młodzieży żydowskiej o programie socjaldemokratycznym), zamieszkującej przed wojną w Krakowie. U Jagodzińskiej, w mieszkaniu przy ul. Maubego 43 w Paryżu, zatrzymywali się na krótszy lub dłuższy pobyt m.in. Adam Michnik, Barbara Toruńczyk, Julia Juryś, Seweryn Blumsztajn, Ewa Zarzycka, Wiktor Górecki, Henryk Rubinsztajn, Maryna Ochab, Aleksander Perski. Lea Jagodzińska również wielokrotnie przebywała w Polsce. W latach 1963 i 1965, starając się o wizę polską, żądała zwolnienia od opłat wizowych twierdząc, że dzieci wysokich urzędników państwowych przyjeżdżających do Francji są na jej utrzymaniu. Udając się do Polski chciałaby osiągnąć choć częściową rekompensatę ponoszonych wydatków. Jagodzińska pośredniczyła w przekazywaniu korespondencji z Polski za granicę. W czasie kontroli celnej w 1967 r. zakwestionowano u niej m.in. list Julii Juryś adresowany do przebywającej w Paryżu Barbary Toruńczyk, z informacją o sytuacji na Uniwersytecie Warszawskim (z dopiskiem "resztę opowie Lola") oraz listy Juliana Barczewskiego, kierownika redakcji zagranicznej "Folks Sztyme" adresowane do Leona Gordona w Paryżu oraz znanego działacza syjonistycznego i współpracownika RWE Józefa Wulfa w Berlinie Zachodnim".

    Oto więc prawdopodobnie nazwisko „znajomej rodziców” Michnika – Lea Jagodzińska. Niestety - Hillebrandt więcej pomóc nam nie może. Ale, na szczęście, dożyliśmy czasów, w których dostęp do materiałów PRL-owskiej bezpieki mają nie tylko oficjalni historycy PZPR. Dzięki IPN nura w te tajności może dziś zapuszczać szeroka publiczność. Niedawno Instytut wypuścił potężny zbiór pt.: "Marzec 1968 w dokumentach MSW". Tomisko liczy sobie blisko 1000 stron, a jest to dopiero część pierwsza  dzieła zamierzonego na kilka tomów. I właśnie w tym zbiorze znajdujemy oznaczoną datą 3 maja 1967 roku tajną notatkę  "w sprawie przesyłania do Paryża informacji dla Barbary Toruńczyk i Lei Jagodzińskiej o sytuacji na Uniwersytecie Warszawskim" (pewnie i z tej właśnie notatki korzystał niegdyś Hillebrandt). O Jagodzińskiej jest tam sporo szczegółów. W notatce czytamy, że Jagodzińska urodziła się 12.11.1908 roku w Krakowie jako córka Seliga i Rozalii Lössfer, Polskę opuściła w 1929 roku, od roku 1947 była obywatelką francuską. Do Polski wpadała w latach 1948, 1961, 1963, 1965, więc można chyba powiedzieć - często, a zapraszało ją małżeństwo Ringerów. Czesław (Haskel) Ringer był zaś niegdyś dyrektorem w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego. Jedna ex-szycha bezpieki, to mógłby być - powiedzmy - przypadek. Ale w notatce podano inne kontakty Jagodzińskiej, a wyglądały one tak(informacje pochodzą nie tylko z notatki, ale też z przypisów opracowanych przez autorów zbioru):

Marian Naszkowski - wiceminister spraw zagranicznych.
Ruta i Stanisław Radkiewiczowie - Radkiewicz, jak wiadomo szefował niegdyś resortowi Bezpieczeństwa Bublicznego.
Helena Michnik - nie trzeba chyba przedstawiać?
Idalia Juryś (Schacht) - była pracownica Departamentu IV MBP (więziennictwo), później - naczelnik wydziału w MSZ.
Leopold Domb (Trepper) - gdy go Jagodzińska odwiedzała, był przewodniczącym ZG TSKŻ, ale nas bardziej zajmuje to, że w czasie wojny stał na czele słynnej "Czerwonej Orkiestry", sowieckiej siatki wywiadowczej, która mocno dała się Niemcom we znaki (fragmenty wspomnień Treppera można sobie poczytać w 14 numerze pisma "Lewą Nogą").
Henryk Gałecki - były szef Oddziału Ruchu KG MO.
Gustaw i Jan Kamińscy - Jan Kamiński był za "stalinizmu" wicedyrektorem Departamentu VII MBP.  

    Mamy więc, z drobnymi wyjątkami, albo byłych pracowników „stalinowskiego” MBP, albo aktualnych (w chwili pisania notatki) pracowników MSZ PRL (plus rodzynek w postaci sowieckiego superszpiega). A do tego – są to chyba wyłącznie „towarzysze pochodzenia żydowskiego”. Rzecz wprost z kalki „antysyjonistycznej propagandy”. No cóż,...oczywiście istnieje możliwość, że notatka została przez jej autora (jakiś "Z.N.") złośliwie sprofilowana tak, by pasowała do propagandy. Niemniej, wśród kontaktów Jagodzińskiej najwyraźniej roiło się od "ludzi bezpieki". Nawet gdyby pozostałe, nie wymienione w notatce kontakty były zupełnie "niewinne" i niejako "rozrzedzały" stężenie bezpieczniackiej atmosfery wokół Jagodzińskiej, to jednak - moim zdaniem - pytania pozostają... Bo jeśli prawdą jest, że Jagodzińska domagała się od przedstawicieli PRL zwrotu kosztów pobytu dzieci czerwonego establishmentu w jej mieszkaniu, to widać postrzegała te wizyty jako w jakimś sensie „służbowe”. Można się też głowić, czy służyła za przekaźnik korespondencji z życzliwości dla swoich młodych gości, czy też raczej z życzliwości (zobowiązań?) wobec ich starszych mentorów, wśród których – kto wie? - może byli ex-pracownicy „stalinowskiego” Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego? Tak czy owak interesujący jest ten sposób wprowadzania Michnika (nastolatka!) do świata wielkiej polityki. A nie mniej ciekawy jest zarys "struktur poziomych" w establishmencie PRL. Jedną z frakcji  partyjnych łączą jakieś więzi z "Kulturą" i RWE, a - z drugiej strony – mamy kontakty opanowanego przez inną frakcję kontrwywiadu PRL z przedstawicielami "frakcji narodowej" na emigracji. Nie wątpię, że historycy wręcz biją się o takie tematy i wkrótce zobaczymy owoce ich pracy...

Bibliografia:

Adam Michnik, Józef Tischner, Jacek Żakowski, Między panem a plebanem
Paweł Machcewicz, Kryptonim Medal, Rzeczpospolita - sieć
Bogdan Hillebrandt, Marzec 1968
Jerzy Eisler – Polski rok 1968
Marzec 1968 w dokumentach MSW, tom I „Niepokorni”

Wykop Skomentuj60
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale