Kamiuszek napisał na swoim blogu notkę o Sienkiewiczu. Twierdzi, że znalazł podobno klucz do "Krzyżaków" Sienkiewicza i postanowił zinterpretować tę powieść alegorycznie.
W tej alegorii szczególną rolę odgrywają dwie główne żeńskie bohaterki "Krzyżaków" - Danusia i Jagienka.
"Postacie Danuśki i Jagienki w Krzyżakach Henryka Sienkiewicza uosabiają Polskę. Danusia jest Polską idealistyczną, delikatną, pokrzywdzoną, pierwszą miłością młokosa, jedynym dzieckiem słynnego bohatera. Jagienka zaś jest Polską tu i teraz (bezpieczniej będzie stwierdzić, że tu i teraz odnosi się do czasów Sienkiewicza, a nie dzisiejszych) równie piękną, choć w innym typie, za to dzielną, skrzętną, odważną, upartą i trzymającą się realiów."
Potem Kamiuszek jeszcze dalej tę swoją alegorię rozwija, wprowadza postać polskiego bohatera - Juranda ze Spychowa i dochodzi do takiego symbolicznego zakończenia.
Ja tu specjalnie przekleiłem aż tyle z notki Kamiuszka, żeby mi nikt nie zarzucał, że czegoś nie doczytałem albo że manipuluję jego tekstem. Poza tym chciałem, żeby każdy sam zobaczył, jak temu człowiekowi dziecinnie łatwo przychodzi zmyślanie. No po prostu jak splunąć. Raz sobie coś wymyśli i potem już mu leci z górki.
A dlaczego ja twierdzę, że to jest bezczelny wymysł? Bo w wielkiej powieści "Krzyżacy" wielkiego polskiego pisarza Henryka Sienkiewicza żadnej takiej sceny rozpoznania Juranda przez Jagienkę po prostu nie ma!!!! I chyba trzeba to uszanować do jasnej cholery!
W "Krzyżakach" Juranda naprawdę rozpoznaje Czech Hlawa, więc cała Kamiuszkowa alegoria o rozpoznawaniu bohaterów może iść się pieścić albo jak kto woli można ją od razu potłuc o kant.
W sieci tekstu "Krzyżaków" jest wprawdzie zatrzęsienie, ale ja tu dla bardziej leniwych przekleję tę scenę.
"Lecz Czech, który już przedtem był z Sieciechówną nadjechał i od pewnego czasu wpatrywał się uporczywie w dziada, zwrócił się nagle do Maćka ze zmienioną twarzą i dziwnym jakimś głosem rzekł:
— Na rany boskie! pozwólcie, panie, bym do niego przemówił, bo ani wiecie, kto on może być!
Po czym, nie pytając o pozwolenie, poskoczył do dziada, położył mu ręce na barkach i jął pytać:
— Ze Szczytna idziecie?
Starzec jakby uderzony dźwiękiem jego głosu uspokoił się i skinął głową.
— A nie szukaliście tam dziecka?…
Głuchy jęk był jedyną odpowiedzią na to pytanie.
Wówczas Hlawa przybladł nieco, chwilę jeszcze wpatrywał się swym rysim wzrokiem w rysy starca, po czym rzekł z wolna i dobitnie:
— To wyście Jurand ze Spychowa!"
Tak to wygląda naprawdę.
O notce Kamiuszka entuzjastycznie napisał jego kolega Coryllus, który bardzo często opowiada jak to Sienkiewicza uwielbia, ale tej wpadki Kamiuszka jakoś nie zauważył. Za Coryllusem przyszli oczywiście rozmaici jego kumple i wielbiciele. Ale z nich też ani jeden niczego nie zauważył. Łyknęli calą tą "alegoryczną" narrację jak głodne gęsi i chyba bardzo im smakowało, bo wszyscy chwalili.
Wisi ta notka u Kamiuszka już ponad dobę, była nawet na Głównej, ma ponad dwa i pół tysiąca odsłon, ale wszyscy, którzy ją czytali, widocznie dalej wierzą, że u Sienkiewicza to Jagienka rozpoznawała Juranda i że była to jakaś tam głęboka alegoria Polski i jej bohaterów.
Tak właśnie wygląda ta nowa "szkoła historyczna" Coryllusa. O Koperniku już nakłamali, to teraz nawet za Sienkiewicza się biorą! Co za ludzie!



Komentarze
Pokaż komentarze (209)