Rząd dba o nas, troszczy się o nas i w ogóle nas kocha. Z tej miłości co raz poprawia zachowanie wolnego rynku, mając na celu dobro ogółu i sprawiedliwość społeczną. Jednym z objawów takiej dobrotliwej, ojcowskiej troski jest sterowanie cenami.
Za przykład weźmy produkcje kapeluszy. Rząd, dbając o dostępność okryć głowy dla każdego obywatela tudzież ratując tą strategiczną dla bezpieczeństwa narodowego gałąź gospodarki, może wprowadzić cenę minimalną na kapelusze. Wszak im będzie wyższa, tym większej ilości podmiotów będzie się opłacało kapelusze produkować. Przedstawia to poniższy rysunek.

Rząd też może uznać, że ludzi nie stać na kapelusze, a niemoralne jest odmawiać obywatelom ich podstawowego i niezbywalnego prawa do posiadania okrycia głowy. Toteż wprowadzić może cenę maksymalną na kapelusze. Wszak, im tańszy kapelusz, tym więcej ludzi będzie mogło sobie na niego pozwolić. Przedstawia to poniższy rysunek.

Cóż. Gospodarczy liberał, będzie wiedział, że celem gospodarki nie jest ani wyprodukowanie jak największej ilości kapeluszy, ani by te kapelusze byłe najtańsze. Celem gospodarki jest sprawienie, by jak największa ilość ludzi miała kapelusze. Można by długo dowodzić, czemu zmiana ceny rynkowej kapelusza w którąkolwiek stronę, zmniejszyła by ilość ludzi posiadających na głowie coś więcej niż włosy. Można też połączyć dwa poprzednie obrazki w jeden:


Komentarze
Pokaż komentarze (6)