Na początku tygodnia napisałem notkę odsyłającą Was do pewnego filmu o pieniądzu. Obiecałem też, że napiszę co w tym filmie mi się nie podoba. No i właśnie obietnicę dopełniam.
Przez pierwsze 10 minut, film opowiada historię pieniądza i bankowości. O tym, jak to bankierzy zaczęli pożyczać nieswoje pieniądze, a potem i pieniądze, których w ogóle nie mieli. Pojawiły się "runy na banki" itd. Wszystko fajnie, ale...
Przede wszystkim moment pojawienia się owych "runów" jest chybiony. Stały się one możliwe już w momencie, kiedy banki zaczęły pożyczać pieniądze ze swych depozytów. Otóż, w momencie gdy złożę do banku 1g złota otrzymam za nie pokwitowanie. Gdy bank pożyczy ten mój 1g złota, to pożyczkobiorcy da banknot ("bank note") też na 1g złota. Ja i pożyczkobiorca mamy łącznie pokwitowania na 2g złota, a w banku jest tylko 1g. Jak w filmie - wszystko działa, dopóki naraz nie zgłosimy się do banku po złoto.
Jeszcze jedno. Narrator w filmie stwierdza, że zamiast zakazać kreacji pieniądza, zaczęto ów proces regulować, wprowadzając system rezerw cząstkowych. To było oczywistym błędem i niezłym kantem, ale zarys pewnej myśli został tu przemycony: zabronić kreacji pieniądza. Autor nie przeszkadza to, że państwo się miesza w pieniądz, ale to, że miesza się źle.
Dalej film opisuje jak ów w/w system rezerw cząstkowych (BTW: złotówka ma ok. 3% pokrycie w złocie). Ładne, czytelne animacje, obrazowy komentarz itd. Nie powiem, ładnie i fajne. Ale znowu kilka błędów się wkradło.
Autor zastanawia się, jak to możliwe, że prywatnie stworzony pieniądz staje się państwowy. Cóż. Błędne założenie - błędne wnioski. To nie banki tworzą pieniądze, tylko państwo. Robi to drukując pieniądze oraz gwarantując wypłacalność banków. W filmie pokazane jest, jak z 1 tyś $ robi się - poprzez banki - 100 tyś. Działa to prawie dokładnie w taki sam sposób, jeśli bank składając do banku centralnego owe 1111,12$ dostawał od razu 100 tyś $. Różnica polega na tym, że w prawdziwym świecie, owe 100 tyś rozkłada się na wiele banków, i przynajmniej konsumenci mają jakiś wpływ, do których trafi.
W filmie też ukazane są apokaliptyczne wizje krachu systemu bankowego. Cóż. Nie są one do końca prawdziwe. Otóż krach systemu monetarnego, krach na giełdzie itd. szkodzi li tylko ludziom zaangażowanym w ów system i czerpiącym z niego profity. Krach wartości dolara nie spowoduje, że fabryki wybuchną a drzewa przestaną rosnąć. Jedyne co może stać się złego, to opiekuńczy rząd ratujący sytuację, poprzez regulacje i nakazy. Właśnie takie zachowanie państwa doprowadziło do przeciągającego się kryzysu w USA w latach 30 (więcej tutaj). Nadmienię też, że całe zło owego systemu pieniężnego, które krytykuje film nie istniałoby, gdyby jedna prosta rzecz: brak państwowej ingerencji w pieniądz.
Od około 28 minuty film zaczyna opisywać jak powinno być, jak być nie powinno itd. Tam się robi ciekawie, a to dla tego, że przez sporą część autor.. bredzi. Ale o tym jutro.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)