Widziane z pozycji siedzącej
Wszyscy ludzie rodzą się wolni i równi, a potem każdy musi sobie jakoś radzić.
50 obserwujących
782 notki
544k odsłony
  1070   1

Dlaczego ona cię rzuciła?

Uwaga – tekst przede wszystkim dla tych, których ona rzuciła. Nie wiadomo czemu. W każdym razie długie i nudne.

Pytanie "dlaczego ona mnie rzuciła?" zadają sobie codziennie tysiące mężczyzn na świecie. Znajdują czasami odpowiedzi, ale najczęściej nie pojmują. No bo jak na przykład pojąć, że w momencie samego szczytu kryzysu kobieta opuszczająca mężczyznę mówi mu: "Wiem, że nigdy nikt mnie nie będzie bardziej kochał niż ty". Nie da się tego zrozumieć, jeśli nie zrozumie się pewnych prostych mechanizmów.

image

To wcale nie jest tak, że kobiety kierują się jakimiś absurdalnymi przesłankami. Kobiety, w stosunkach męsko damskich zachowują się racjonalnie AŻ DO BÓLU! Najczęściej o wiele bardziej racjonalnie od mężczyzn, którzy zazwyczaj nic nie rozumieją, kochają do szaleństwa i wyobrażają sobie, że to wystarczy! A potem świat ci się wali i jesteś całkowicie zagubiony.

Wyjaśnijmy więc sobie jasno i jednoznacznie sprawę, która od dziesiątków tysięcy lat leży u podstaw stosunków między płciami. Zapomnij o miłosnych uniesieniach, o przysięgach w świetle Księżyca i motylkach latających w brzuchu. Podstawowa prawda jest taka, że

KOBIETA JEST Z TOBĄ TAK DŁUGO, I TYLKO TAK DŁUGO, JAK DŁUGO JESTEŚ JEJ NAJLEPSZĄ OPCJĄ.

Jeśli w czasie trwania waszego związku twoja sytuacja się pogorszyła (pod dowolnym względem) i nie gwarantujesz już bezpieczeństwa i dostatniej przyszłości wówczas wszystko się wali. Podobnie gdy okazuje się, że gdzieś na horyzoncie pojawiają się mężczyźni, którzy mogą zaoferować więcej niż ty - i tu nie chodzi jedynie o pieniądze, ale raczej o całokształt sytuacji i perspektyw - nagle z wielkiej miłości robi się piekło.

Znasz to?

Miliony mężczyzn to poznały. Miliony to jeszcze czeka. I najczęściej nigdy nie zrozumieją co się stało. W rozpaczliwych próbach ponownego sklejania czegoś, co nagle już do siebie nie pasuje, zadają pytania w stylu "Ale o co chodzi?", "Powiedz mi, co mogę zrobić, jak mam się zmienić!", nie wiedząc, że jest już zbyt późno. Bo to zazwyczaj jest już koniec pewnego procesu, którego istnienia mężczyzna zazwyczaj nie zauważa.

Po pierwsze kobieta, aby być z mężczyzną, musi go podziwiać. Wielbić. Za jego piękno, albo za jego siłę, albo za jego pieniądze, albo za jego władzę, albo za jego inteligencję, albo za jego umiejętności... Albo za dowolną kombinację tych i pewnie wielu innych cech. Oznacza to, że pierwszym etapem prowadzącym do zerwania związku przez kobietę jest znaczny spadek lub zniknięcie tego poczucia podziwu. Przestaje kochać to, kim jest jej mężczyzna, przestaje być zachwycona tym, co robi, kim jest.

Po drugie kobieta musi mężczyznę szanować. Nawet jeśli go nie podziwia, gdy minął zachwyt, pozostaje jeszcze szacunek dla mężczyzny jako człowieka. Liczy się ze słowami, nie obraża. Gdy znika szacunek, to właściwie jest już po wszystkim.

Obsrana pielucha...

Swego czasu sąsiad poskarżył mi się, że jest w szoku, bo żona rzuciła w niego brudną, zasraną pieluchą. Nigdy nic takiego nie miało wcześniej miejsca, a tu nagle... Pomyślałem sobie wtedy, że to już pewnie koniec ich związku.

Mógł prawdopodobnie jeszcze próbować to naprawić, postawić się, być stanowczym (co wcale nie oznacza BRUTALNYM), bo wiele kobiet tego potrzebuje i tego właśnie szuka, ale on nie potrafił. Weszli oboje w tym momencie na drogę coraz szybszego wpadania do piekła.

Żona sąsiada zachowywała się w stosunku do niego coraz gorzej, jakby testowała go, jakby sprawdzała ile w jej mężczyźnie jest stanowczości, swoiście przez nią rozumianej męskości. A on się tylko cofał, ulegał, licząc na zapewne na to, że ona się wreszcie uspokoi. Oczywiście nigdy to nie nastąpiło, rok później mieszkała już z innym mężczyzną, a ojciec jej dziecka żył na skraju bezdomności sypiając u znajomych i pracując od przypadku do przypadku.

Znasz to, co?

O szacunek można powalczyć i można sobie wyobrazić, że się go przywraca, ale gdy się pojawił jego brak, to w zasadzie walizka mężczyzny stoi już w drzwiach. Można próbować być stanowczym, ale to się rzadko udaje.

Trzecim etapem upadku jest sytuacja, w której kobieta nie może już znieść samej obecności swojego mężczyzny przy jej boku. Gdy on ją tylko irytuje, wprowadza w zły humor. Gdy sama obecność w tym samym pomieszczeniu jest pretekstem do kłótni. Gdy do tego dochodzi, to już nie ma odwrotu.

Ci, którzy przeszli przez trudne chwile w swoich związkach potwierdzą zapewne, że nie bardzo odnajdują się w schematach, które czasami można zobaczyć w kinach, gdzie na ekranie pokazywane są rozbite związki, w których kobiety nadal w kąciku serca noszą swojego "ex". Każdy przyzna, że to bajka, bo gdy się przeszło przez trzy etapy rozpadu związku, to nie ma już miejsca na żadne "kąciki". Gdy nie ma podziwu i szacunku, to nie ma już niczego.

Lubię to! Skomentuj16 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości