Nie mam zielonego pojęcia w czym tkwi problem dotyczący budowy autostrad. Zauważyłem jednak, że im się robię starszy, tym łatwiej kiełkują w mojej siwej głowie myśli, które można ogólnie nazwać "teoriami spiskowymi". Nie wiem skąd się to bierze, ale po prostu czasami zupełnie nie potrafię sobie wyobrazić dlaczego pewne rzeczy się dzieją inaczej niż poprzez stwierdzenie, że komuś właśnie na tym zależy.
Rozmyślam sobie czasami czym w dzisiejszych czasach Polska mogłaby zawalczyć w Europie. Zawalczyć tak, by na tym skorzystać, by stać się znaczącym elementem układu europejskiego, ale tak na dłużej, na pokolenia. I przyszło mi do głowy, że Polska mogłaby niezwykle korzystnie wykorzystać swoje położenie geograficzne gdyby zbudowała sieć autostrad i doskonałych dróg. Wiadomo powszechnie, że jest to niezwykle intratna inwestycja, która nakręca gospodarkę na całe dziesięciolecia, zarówno w okresie budowy dróg, jak i ich eksploatacji. Jest tak dlatego, że wzdłuż dróg zaczynają kwitnąć wszelkiego rodzaju usługi, a utrzymanie dróg generuje popyt w tak różnych dziedzinach, że odbija się to na całej gospodarce.
Wiem, to banały...
Piszę o tym po pierwsze w kontekście moich rozmyślań o tym, jak mógłby wyglądać długoterminowy program dla Polski, który mogliby realizować politycy wszelkiej maści, gdyby im zależało choć odrobinkę na Polsce i jej przyszłości. Sądzę, że zdecydowane i jednoznaczne parcie ku temu, by przez Polskę przechodziły doskonale zorganizowane, nowoczesne szlaki transportowe mogłoby być elementem takiego programu, bez względu na etykietkę partyjną polityków.
Piszę jednak o tym również w kontekście realiów.
Tak się złożyło, że na początku lat 90 ubiegłego wieku miałem okazję uczestniczyć, bardzo wyrywkowo, w różnych naradach, konferencjach i posiedzeniach związanych z powstającymi już wówczas planami budowy sieci dróg z prawdziwego zdarzenia w Polsce. Było to niezwykle frustrujące przeżycie, gdyż widziałem jak się to odbywa tak odrobinkę od kuchni - byłem wówczas tłumaczem i przewodnikiem różnych francuskich biznesmenów, którzy mieli nadzieję na złapanie kontraktów w Polsce przy budowie autostrad. Miałem okazję widzieć i słyszeć propozycje różnego rodzaju, którymi dziś mogłyby się zainteresować różne służby i doprowadzało mnie to wtedy do rozpaczy (chociaż moich francuskich zleceniodawców wcale nie, gdyż uważali to za normalne, a łapówki wpłacone za granicą można było wówczas we Francji odliczyć od podstawy opodatkowania!).
Dziś, gdy o tym myślę, obserwując to, co się dzieje (a właściwie nie dzieje) w sprawach budowy dróg, dochodzę do dość ponurych wniosków, które zaczynają pachnieć teorią spiskową. Otóż od czasów, gdy trwały pierwsze przymiarki do budowy autostrad w Polsce minęły lata całe... Moje córki wtedy chodziły do przedszkola, a dziś wychodzą za mąż pokończywszy studia! Zmieniło się kilka ekip, ale przecież nie czarujmy się, to w zasadzie wciąż te same środowiska (no, może poza PiS) były wciąż u władzy! Gdyby chodziło wyłącznie o podział wielkiego tortu, jakim bez wątpienia jest budowa dróg w Polsce, to było aż nadto czasu, by go pokroić tak, żeby każdy dostał swój kawałek. A jednak wszystko wskazuje na to, że tort jest cały, i cały czas gdy ktoś chce wyciągnąć nóż, by go pokroić to dostaje po łapach.
No i tutaj wkracza moja teoria spiskowa.

Stworzenie z Polski wielkiego, dobrze zorganizowanego pasa tranzytowego do handlu ze wschodem z całą pewnością byłoby elementem wzmocnienia pozycji naszego państwa w Europie.
A może komuś zależy na tym, by ta pozycja nie była wzmocniona? Może jest tak, że trwałe wzmocnienie pozycji Polski komuś nie odpowiada i zwyczajnie stara się nie dopuścić do tego, by autostrady powstały? Bo zwrócę uwagę na to, że taki Hitler pobudował swoją sieć autostrad w czasie mniej więcej o połowę krótszym niż ten, który upłynął od 1989 roku do dziś... Czyli z całą pewnością nie jest to kwestia organizacyjna, ani czasowa. Nie jest to również kwestia środków, które od lat są na to wszystko przeznaczone w kolejnych budżetach.
Nie mam odpowiedzi na te pytania, bo się na tym nie znam tak naprawdę. Swoje przemyślenia opieram wyłącznie na obserwacjach i wspomnieniach sprzed lat no i na tym, że staram się pozostać odrobinkę na uboczu wszechogarniającego szumu informacyjnego, jakim jesteśmy zalewani. Wychodzą mi jednak z tego dość ponure wnioski...


Komentarze
Pokaż komentarze (6)