Tak się potoczyły koleje mojego losu, że dotarłem, jak, nie przymierzając dr. Livingstone, do źródeł. Prawdziwych, jak mi się wydawało, źródeł informacji. To tu, w Polskiej Agencji Prasowej, rodzi się informacja, liczyłem więc, że dowiem się wreszcie, dlaczego ma ona taką, a nie inną strukturę. Niestety, o ile być może faktycznie dotarłem do źródeł, to jednak podzieliłem najwyraźniej los Livingstone'a - nie odnalazłem źródeł Nilu. Struktura informacji, którą odnajdujemy w mediach nie ma swoich źródeł w PAPie. Nie udaje mi się, pomimo prawdziwych wysiłków, znaleźć nadrzędnego mechanizmu nakazującego mediom poświęcać tak wiele miejsca informacjom, które nie mają absolutnie żadnego znaczenia dla naszego życia codziennego.
Dlaczego na przykład wszyscy tak się pasjonują tym, co powiedział Miro czy inny osobnik w czasie przesłuchania w Sejmie? Czemu tak ważne jest to, co powiedział Donald Tusk w kwestii swojej kandydatury na prezydenta? No i czy naprawdę wszyscy się NAPRAWDĘ tym interesują, czy też zostali skłonieni do interesowania się?
Mam wrażenie, że w Polskiej Agencji Prasowej nie ma na te pytania odpowiedzi. Zaczynam powolutku sądzić, że być może w ogóle nie ma na te pytania odpowiedzi.
Są natomiast fakty. Podstawowym jest stwierdzenie, że nie ma żadnych przyczyn, dla których zeznania, na przykład, Pawła Szałamachy miały być obiektywnie ważniejsze od informacji o tym, ze Egipt zagra z Ghaną o Puchar Narodów Afryki. I jedno i drugie tak naprawdę przeciętnego obywatela Polski nie dotyczy, w rozumieniu takim, że nie ma wpływu na jego życie codzienne. W żadnym stopniu.
Zrozumiałym wydaje się, że media, jako ważne, przekazują informacje o wydarzeniach dotyczących bezpośrednio wielkiej liczby ludzi, jak trzęsienie ziemi, wojna czy wydarzenie sportowe. Tu gra rolę kwestia konkretnie policzalnych rzesz ludzi, którzy w tym biorą udział. Biorą udział z własnej woli bądź wbrew własnej woli, ale są osobiście zaangażowani. Zrozumiałe może być wówczas, że takie wydarzenie oraz wydarzenia które mu towarzyszą zajmują w mediach czołowe miejsca.
Weźmy takie Haiti - śmierć 150 tysięcy ludzi to wielka tragedia, która w bolesny sposób zmusza nas do przypomnienia sobie, że tak naprawdę jesteśmy tylko pyłem, który łatwo zdmuchnąć z powierzchni Ziemi. W innym wymiarze mieszczą się wydarzenia sportowe, które pasjonują tak wielkie rzesze ludzi, którzy są gotowi podążać za nimi czasami na inne kontynenty. I akurat w tej tematyce media działają w sposób zrozumiały, chociaż też często same są przyczyną tak wielkiego zainteresowania sportem wśród konsumentów informacji. Ale trudno tu jasno rozgraniczyć co było pierwsze - zainteresowanie mediów czy zainteresowanie ludzi bez wpływu mediów. Faktem jest, że zainteresowanie ludzi sportem jest jednoznacznie wymierne.
Podobnie jest z zainteresowaniem kulturą w szerokim tego słowa znaczeniu. Może nie jest to aż tak masowe, ale wyraźne - na koncerty muzyczne ciągną czasami tysiące czy dziesiątki tysięcy ludzi i media poświęcają temu część swojego zainteresowania.
Jednak gdy popatrzymy na pierwsze strony gazet, to zajęte są informacjami, których znaczenie jest tak naprawdę żadne. Ja wiem, że to może brzmieć obrazoburczo, ale cóż, taki mam charakter.
Tak naprawdę to, z kim i o czym rozmawiał Miro i kogo klepał po policzku wołając "mordo ty moja" (skądinąd dziwne, że PiS nie przypomina dziś swojego spota wyborczego) w ogóle nie dotyczy prawie nikogo w Polsce. Tak naprawdę mamy tu do czynienia ze sprawami, które mogą mieć wpływ na życie kilkuset, może kilku tysięcy ludzi z kręgów klienteli polityków i nikogo więcej.
To prawda, że chodzi o znaczne pieniądze, ale to przecież jest całkowicie bez znaczenia dla łupionych na co dzień obywateli, którym monstrualne struktury państwowe zabierają dwie trzecie dochodów. Afera hazardowa w żaden sposób nie odbija się na naszym życiu codziennym, nie ma żadnego wpływu na działania obywateli, a jednak przedstawiana jest (i odbierana) jako jedna z najważniejszych spraw dziejących się w Polsce.
Czy ktoś każe dziennikarzom i fotografom być obecnymi na przesłuchaniach polityków, którzy prezentują nam koncerty kłamstw i hipokryzji? No... każą redaktorzy prowadzący, wydawcy, naczelni. To prowadzi oczywiście do zdominowania serwisów informacyjnych tą tematyką. Naturalnym tego efektem jest wzbudzenie zainteresowania przeciętnego odbiorcy. Ale kto każe naczelnym zajmować się właśnie tym, a nie czymś innym? Czy nie byłoby ciekawe na przykład zajęcie się przez redakcje kwestiami rozwoju nauki czy czymkolwiek innym jeszcze?
Częścią odpowiedzi jest magiczne słowo - TELEWIZJA. Uczestnicząc czasami (na BARDZO niskim szczeblu oczywiście) w PAPie w planowaniu codziennych działań widzę, jak wielką rolę odgrywa telewizja w tworzeniu informacji i w nadawaniu jej kierunku. Powiedziałbym, że odgrywa główną rolę. Być może to tam są prawdziwe źródła informacji. Nie wiem, i pewnie się nie dowiem, bo musiałbym tam zacząć działać i móc brać udział w planowaniu.
Dowodem na to, jak bardzo dziwaczna jest ta sytuacja jest też Salon24. Przecież tutaj też toczą się zażarte dyskusje wokół tematów, które są fundamentalnie całkowicie bez znaczenia dla ludzi. Tajemnicza siła umieszczająca wpisy w headline'ach Salonu 24 również zasadniczo stosuje reguły ważności informacji z pierwszych stron mediów. Dowodem dziwaczności sytuacji informacji jest to, że są dziś ludzie, którzy czują się głęboko nieszczęśliwi, gdy nie mogą mieć bieżącej wiedzy o wydarzeniach całkowicie bez znaczenia, jak na przykład posiedzenia komisji śledczych, które potrafią mobilizować do 80% czasu antenowego telewizji informacyjnych.
A może to jest tak, jak ze sportem? No bo przecież to, że ktoś rzuci patykiem o pół metra dalej niż ktoś inny też nie ma tak naprawdę znaczenia dla naszego życia. A przecież miliony ludzi potrafią to komentować, czy zachwycać się wariatami kopiącymi piłkę na boisku... Może ta polityka, to po prostu taka odmiana sportu, tyle, że dla "wykształciuchów", którzy w ten sposób nie interesują się tym, co mogłoby być ważne?
Tytuł tego wpisu jest pytaniem, na które, obawiam się, nie da się udzielić prostej odpowiedzi. Ciekawe, czy w ogóle istnieje ktoś, kto tę odpowiedź zna.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)