Adam Pietrasiewicz Adam Pietrasiewicz
58
BLOG

Odebrana przeszłość.

Adam Pietrasiewicz Adam Pietrasiewicz Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 2

Miałem "swojego" ubeka. Wiem, kto nim był, wiem co teraz robi, i co najśmieszniejsze nie potrafię czuć do niego nienawiści. Czuję natomiast żal, ale nawet nie o to, że na mnie pisał raporty, tylko za zupełnie coś innego. To był taki PRAWDZIWY ubek - nie żaden TW, tylko pracownik SB oddelegowany do zadań specjalnych, w tym zajmowania się mną.

Zakończenie (niestety) tej historii jest stosunkowo świeże. Otóż okazało się, że moja teczka w IPN jest całkowicie pusta. Nie ma NIC (pozostały akta paszportowe). To oczywiście nie jest normalne wziąwszy pod uwagę moją działalność między 1979 a 1981 (pierwszy raz zostałem zatrzymany przez SB w 1974). Zrobiło mi się tak nieco łyso, jak się o tym dowiedziałem, ale potem powiedziano mi, że w podobnej do mojej sytuacji jest mnóstwo innych ludzi. Odetchnąłem, ale opanował mnie jakiś żal. Nigdy już się nie dowiem co na mnie mieli i kto jeszcze na mnie donosił.

Przeczytałem w Rzeczpospolitej artykuł Sławomira Cenckiewicza i tak mi się zebrało na napisanie o moim żalu. 

Internet to naprawdę kapitalne narzędzie, które pozwala na zrobienie niezwykłych rzeczy - między innymi na odnalezienie ludzi, którzy nam całkowicie zniknęli z horyzontu. No i ja przypomniałem sobie o takim sympatycznym, młodym człowieku, który z rożnych (ale jak najbardziej zrozumiałych, jak się wydawało, przyczyn), kręcił się wciąż wokół biura rzecznika prasowego NZS, którym byłem. Był ode mnie nieco starszy, ale naprawdę był sympatyczny i miałem wrażenie, że jest mi życzliwy.

Znalazłem go przez Internet. Bardzo się ucieszył, spotkaliśmy się w kawiarni w jednym z centrów handlowych, ale rozmowa nie była za bardzo przyjazna (choć też i nie wroga!).

- Ale wiesz, kim ja byłem? - zapytał mnie, jak zamówiliśmy kawy.

Po takim pytaniu odpowiedź nasunęła mi się sama - nie musiał mówić. Podał mi mnóstwo szczegółów związanych z moją działalnością i z moim staraniem się o emigrację na początku stanu wojennego. Był zwyczajnym ubekiem. Chwała mu za to, że się z tym nie ukrywa. 

Najprzykrzejsze jest jednak co innego. Za chwilę mówi do mnie tak:

- A ty wiesz, że w IPN nie ma twoich akt? - zadał to pytanie jakby z dumą (ale może koloryzuję...)

Wiedziałem.

- Bo to ja je wszystkie zniszczyłem,twoich, to było ze dwie szafy. Nie tylko twoje, innych też (sprawdziłem potem, faktycznie!).

Zrobiło mi się bardzo przykro. Pomyślałem sobie, że akta, jakiekolwiek by były, są zawsze świadectwem historii i nie powinno się ich niszczyć. Nigdy. Stanowią część dziedzictwa - osobistego, poszczególnych ludzi jak i narodowego, wszystkich Polaków.

To, o czym pisze Cenckiewicz dotknęło mnie osobiście. Niegodziwości ludzi, którzy na to pozwolili i tego dokonali nie da się opisać. Zabrali mi i tysiącom innych kawał przeszłości. Wiemy, kto to jest, ale okopali się dziś na takich stanowiskach, że nikt ich za to nie tknie.

A szkoda.
 

Powroty - co by było, gdyby Polska nie powiedziała NIE Hitlerowi?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Kultura