Zastanawiam się, kto tak naprawdę głęboko i prawdziwie cieszy się z powodu nadchodzących Świąt. Co pogadam z kimkolwiek, to słyszę, że jest zdenerwowany, zmęczony, że święta to koszmar i tp.
Mnie tylko szlag trafia jak trzeba każdemu zrobić prezent. Nie to, żebym był skąpy - nie wiadomo co kupić. Za komuny to było pod tym względem dobrze - nie było wyboru i zawsze prezent się jakiś miało, i zazwyczaj był dobry. A teraz wciąż człowiek ma poczucie, że powinien był co innego kupić. I gania się po tych centrach handlowych jak głupi.
Ganiałem w sobotę po Arkadii. Jednak na wózku człowiekowi jest łatwiej. Kaczka, którą połamało w lędźwiach też wzięła wózek i tak oboje jeździliśmy po centrum handlowym w poszukiwaniu prezentów.
Śmiesznie jest, jak całkiem sprawna osoba siada na wózek. Jedyne, co Kaczka zauważyła, to to, że ludzie są uprzejmiejsi jacyś i grzecznie ustępują miejsca. Nawet w tym przedświątecznym tłumie, jak się jest na wózku. Fakt - ja się nie skarżę - ludzie są życzliwi dla mnie, zawsze chętni do pomocy, wbrew temu, co się często słyszy, wbrew obiegowym opiniom. Czasami życzliwość zamienia się w upierdliwość, ale to chyba jest po prostu cena do zapłacenia. Wczoraj ochroniarz przy schodach ruchomych na pl. Zamkowym rozwalił mi lampkę od mojego rowerka. Przez ten nadmiar dobrej woli – tak bardzo chciał pomóc. Strasznie przepraszał.
Życzliwi są zazwyczaj kierowcy autobusów. Pytają, czy pomóc wsiąść, sami pomagają, i to fachowo, bo podobno są w tym celu szkoleni. To czuć, że są.
A jak już o autobusach, to stwierdzam jednoznacznie i autorytatywnie, ze kanary nie istnieją. To już dwa lata, jak poruszam się komunikacją miejską, od pół roku robię to bardzo intensywnie, i nie spotkałem jeszcze ani jednego kanara.
Uważam, że kanary nie istnieją i będę się trzymał swojej wersji. A jeśli istnieją, to życzę im wesołych Świąt
Mnie tylko szlag trafia jak trzeba każdemu zrobić prezent. Nie to, żebym był skąpy - nie wiadomo co kupić. Za komuny to było pod tym względem dobrze - nie było wyboru i zawsze prezent się jakiś miało, i zazwyczaj był dobry. A teraz wciąż człowiek ma poczucie, że powinien był co innego kupić. I gania się po tych centrach handlowych jak głupi.
Ganiałem w sobotę po Arkadii. Jednak na wózku człowiekowi jest łatwiej. Kaczka, którą połamało w lędźwiach też wzięła wózek i tak oboje jeździliśmy po centrum handlowym w poszukiwaniu prezentów.
Śmiesznie jest, jak całkiem sprawna osoba siada na wózek. Jedyne, co Kaczka zauważyła, to to, że ludzie są uprzejmiejsi jacyś i grzecznie ustępują miejsca. Nawet w tym przedświątecznym tłumie, jak się jest na wózku. Fakt - ja się nie skarżę - ludzie są życzliwi dla mnie, zawsze chętni do pomocy, wbrew temu, co się często słyszy, wbrew obiegowym opiniom. Czasami życzliwość zamienia się w upierdliwość, ale to chyba jest po prostu cena do zapłacenia. Wczoraj ochroniarz przy schodach ruchomych na pl. Zamkowym rozwalił mi lampkę od mojego rowerka. Przez ten nadmiar dobrej woli – tak bardzo chciał pomóc. Strasznie przepraszał.
Życzliwi są zazwyczaj kierowcy autobusów. Pytają, czy pomóc wsiąść, sami pomagają, i to fachowo, bo podobno są w tym celu szkoleni. To czuć, że są.
A jak już o autobusach, to stwierdzam jednoznacznie i autorytatywnie, ze kanary nie istnieją. To już dwa lata, jak poruszam się komunikacją miejską, od pół roku robię to bardzo intensywnie, i nie spotkałem jeszcze ani jednego kanara.
Uważam, że kanary nie istnieją i będę się trzymał swojej wersji. A jeśli istnieją, to życzę im wesołych Świąt


Komentarze
Pokaż komentarze (1)