Uważam, że demokracja jest zwyczajnie złym ustrojem. Nie, nie jest, tak, jak mówią niektórzy "niedoskonała, ale lepszego nic nie wymyślono", jest zwyczajnie złym ustrojem.
Jest ustrojem, który może zrobić z człowiekiem wszystko, w którym grupa ludzi nie mających nawet podstawowego wykształcenia może tworzyć prawo, do którego stosowania należy kończyć długie studia. Jest ustrojem, w którym można zadecydować o tym, co jest moralne, a co nie za pomocą głosowania.
Posadzenie Marcinkiewicza na czele największego polskiego banku jest kolejnym dowodem na to, że demokracja jest złym ustrojem. Mój Tata się w grobie przewraca, a ja mam satysfakcję, że jednak i tym razem miałem rację nie idąc głosować.
Tata, gdy był prezesem PKO BP miał śmieszną przygodę ze swoim kierowcą.
Pewnego dnia jechał w towarzystwie pana Balcerowicza i dyskutował z nim na temat polityki finansowej państwa czy coś w tym rodzaju. No i jakież było jego zdumienie (i Balcerowicza zapewne też) gdy nagle kierowca Taty wtrącił się do rozmowy pana prezesa z panem ministrem, nie pytany, ot tak, żeby przedstawić swoje zdanie. To była demokracja w pełnym działaniu.
Kierowca przestał być kierowcą pana prezesa bardzo szybko - i dobrze, bo się nie mył i śmierdział - to też była demokracja w pełnym działniu.
Nie należy brać udziału w tej hucpie. Doświadczenie pokazuje, że to nic nie daje.
Jest ustrojem, który może zrobić z człowiekiem wszystko, w którym grupa ludzi nie mających nawet podstawowego wykształcenia może tworzyć prawo, do którego stosowania należy kończyć długie studia. Jest ustrojem, w którym można zadecydować o tym, co jest moralne, a co nie za pomocą głosowania.
Posadzenie Marcinkiewicza na czele największego polskiego banku jest kolejnym dowodem na to, że demokracja jest złym ustrojem. Mój Tata się w grobie przewraca, a ja mam satysfakcję, że jednak i tym razem miałem rację nie idąc głosować.
Tata, gdy był prezesem PKO BP miał śmieszną przygodę ze swoim kierowcą.
Pewnego dnia jechał w towarzystwie pana Balcerowicza i dyskutował z nim na temat polityki finansowej państwa czy coś w tym rodzaju. No i jakież było jego zdumienie (i Balcerowicza zapewne też) gdy nagle kierowca Taty wtrącił się do rozmowy pana prezesa z panem ministrem, nie pytany, ot tak, żeby przedstawić swoje zdanie. To była demokracja w pełnym działaniu.
Kierowca przestał być kierowcą pana prezesa bardzo szybko - i dobrze, bo się nie mył i śmierdział - to też była demokracja w pełnym działniu.
Nie należy brać udziału w tej hucpie. Doświadczenie pokazuje, że to nic nie daje.
A co do kanarów, to nadal twierdzę, że nie istnieją.


Komentarze
Pokaż komentarze