No i ruszyła dyskusja, pozostająca na uboczu głównych nurtów salonu24 (i dobrze), a dotycząca biednych, nieszczęśliwych i pokrzywdzonych przez los.
Najpierw cytat, a raczej komentarz:
http://pietrasiewicz.salon24.pl/3338,index.html#comment_40100
A właściwie ostatni jego akapit i wynikające z tego wnioski.
"Wyobraźcie sobie chorego, który od 40 lat umie tylko leżeć, niczego nie przeczyta, telewizji nie zobaczy, a o Internecie, moim oknie na świat, nie wie nic, a zrozumiecie, dlaczego tak mówię.
http://pietrasiewicz.salon24.pl/3338,index.html
dotyczy: W temacie biednych, nieszczęśliwych i pokrzywdzonych przez los."
Wnioski, jakie z tego wynikają świadczą o tym, jak bardzo ciężko jest nam odróżnić rzeczy ważne od rzeczy nieważnych, czyli to, co jest zasadnicze od tego, co jest na marginesie.
Argumenty, że chrzanię głupoty na temat bierności niepełnosprawnych są najczęściej zbijane stwierdzeniami właśnie w takim stylu:
"... a jak można być aktywnym, jak się jest ciężko sparaliżowanym i umie się tylko mrugać jednym okiem?"
No więc ja na takie dictum odpowiem tylko to, że nie o tym w ogóle mówię. Mówię o tych wszystkich, którzy MOGĄ się ruszyć z miejsca, ale z przekonaniem udowadniają, że pójście do pracy z 100 zł więcej niż renta im się "NIE OPŁACA". Mówię o tych, którzy NIE CHCĄ nic robić, a nie tych, którzy NIE MOGĄ.
Wśród 5 milionów niepełnosprawnych i "niepełnosprawnych" w Polsce jest może kilkadziesiąt tysięcy (no, może 100000) osób, które naprawdę NIC nie mogą. Reszta może.
Ocenia się, że ok 15% niepełnosprawnych w Polsce jest oficjalnie aktywnych zawodowo. Reszta... no cóż, reszta zwyczajnie nie pracuje, albo dorabia na czarno. Ci, którzy nie pracują zazwyczaj nie zamierzają w ogóle pracować. Nie robią NIC by swój stan zmienić.
Przytaczanie skrajnych przykładów jako uzasadnienia swoich uogólnień jest chwytem erystycznym, na który wielu się nabierze. Ludzie sobie wyobrażają, że "niepełnosprawny", to facet na wózku, który ani ręką ani nogą ruszyć nie umie, a na dodatek jest trochę przygłupi. A tak nie jest. Niepełnosprawny w Polsce, to głównie człowiek, który fizycznie w niewielkim stopniu wyróżnia się od całej reszty, natomiast ma kwit. I ten kwit daje mu możliwość dostania renty. I ta renta jest najważniejsza dla bardzo, bardzo wielu!
Podobne, skrajne przykłady są często przedstawiane na przykład w dyskusjach o aborcji - "a co jak będzie ciąża spowodowana gwałtem, a na dodatek będzie zagrażała życiu matki?"... Taki rzeczy słyszy się nagminnie w tego typu dyskusjach, a to przecież NIE TAK! W kwestiach aborcji chodzi o sprawy skrobanki na życzenie, bo się kobiecie nie chce ponosić konsekwencji swoich działań, a w kwestiach bierności niepełnosprawnych chodzi o tych, którzy mogą, ale nie chce im się, nic nie potrafią, albo wydaje im się, że umieją liczyć i wychodzi, że 100 zł więcej niż renta to "NIEPOŁACALNE".
A co do kanarów, to nadal twierdzę, że nie istnieją.
Najpierw cytat, a raczej komentarz:
http://pietrasiewicz.salon24.pl/3338,index.html#comment_40100
A właściwie ostatni jego akapit i wynikające z tego wnioski.
"Wyobraźcie sobie chorego, który od 40 lat umie tylko leżeć, niczego nie przeczyta, telewizji nie zobaczy, a o Internecie, moim oknie na świat, nie wie nic, a zrozumiecie, dlaczego tak mówię.
http://pietrasiewicz.salon24.pl/3338,index.html
dotyczy: W temacie biednych, nieszczęśliwych i pokrzywdzonych przez los."
Wnioski, jakie z tego wynikają świadczą o tym, jak bardzo ciężko jest nam odróżnić rzeczy ważne od rzeczy nieważnych, czyli to, co jest zasadnicze od tego, co jest na marginesie.
Argumenty, że chrzanię głupoty na temat bierności niepełnosprawnych są najczęściej zbijane stwierdzeniami właśnie w takim stylu:
"... a jak można być aktywnym, jak się jest ciężko sparaliżowanym i umie się tylko mrugać jednym okiem?"
No więc ja na takie dictum odpowiem tylko to, że nie o tym w ogóle mówię. Mówię o tych wszystkich, którzy MOGĄ się ruszyć z miejsca, ale z przekonaniem udowadniają, że pójście do pracy z 100 zł więcej niż renta im się "NIE OPŁACA". Mówię o tych, którzy NIE CHCĄ nic robić, a nie tych, którzy NIE MOGĄ.
Wśród 5 milionów niepełnosprawnych i "niepełnosprawnych" w Polsce jest może kilkadziesiąt tysięcy (no, może 100000) osób, które naprawdę NIC nie mogą. Reszta może.
Ocenia się, że ok 15% niepełnosprawnych w Polsce jest oficjalnie aktywnych zawodowo. Reszta... no cóż, reszta zwyczajnie nie pracuje, albo dorabia na czarno. Ci, którzy nie pracują zazwyczaj nie zamierzają w ogóle pracować. Nie robią NIC by swój stan zmienić.
Przytaczanie skrajnych przykładów jako uzasadnienia swoich uogólnień jest chwytem erystycznym, na który wielu się nabierze. Ludzie sobie wyobrażają, że "niepełnosprawny", to facet na wózku, który ani ręką ani nogą ruszyć nie umie, a na dodatek jest trochę przygłupi. A tak nie jest. Niepełnosprawny w Polsce, to głównie człowiek, który fizycznie w niewielkim stopniu wyróżnia się od całej reszty, natomiast ma kwit. I ten kwit daje mu możliwość dostania renty. I ta renta jest najważniejsza dla bardzo, bardzo wielu!
Podobne, skrajne przykłady są często przedstawiane na przykład w dyskusjach o aborcji - "a co jak będzie ciąża spowodowana gwałtem, a na dodatek będzie zagrażała życiu matki?"... Taki rzeczy słyszy się nagminnie w tego typu dyskusjach, a to przecież NIE TAK! W kwestiach aborcji chodzi o sprawy skrobanki na życzenie, bo się kobiecie nie chce ponosić konsekwencji swoich działań, a w kwestiach bierności niepełnosprawnych chodzi o tych, którzy mogą, ale nie chce im się, nic nie potrafią, albo wydaje im się, że umieją liczyć i wychodzi, że 100 zł więcej niż renta to "NIEPOŁACALNE".
A co do kanarów, to nadal twierdzę, że nie istnieją.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)