Adam Pietrasiewicz Adam Pietrasiewicz
90
BLOG

Rozprawianie się z mitami (wtóruję red. Ziemkiewiczowi).

Adam Pietrasiewicz Adam Pietrasiewicz Polityka Obserwuj notkę 1

Jak dla każdego myślącego człowieka z mojego pokolenia redaktor Giedroyć był symbolem, kimś nadzwyczajnie ważnym, ikoną walki o Polskę. Każdy wiedział, gdzie mieszka, każdy wiedział co robi.

Gdy komuś z nas udało się na Zachód pojechać, a najlepiej do Paryża, to Bld. Saint Germain, gdzie mieściła się  Księgarnia Polska (właśnie z takim wielkim napisem nad drzwaimi i witryną) była Mekką. Oczywiście niektórzy się troszkę bali, wyobrażając sobie (być może wcale nie bezpodstawnie), że zostaną namierzeni. ale księgarnia cieszyła się niesłabnącym powodzeniem wśród polskich turystów ery Gierka. Nazywana była nie wiadomo czemu "Księgarnią Kultury Paryskiej" choć o ile wiem (ale może się mylę) była zwyczajną księgarnią, która sprzedawała różne wydawnictwa, nie tylko Kultury.

Ale to własnie "Kultura" Giedroycia była tym najważniejszym wydawnictwem, a książki w niezwykle charakterystycznej, szarej okładce były dumą niejednej półki na warszawskich salonach tamtych czasów. Bez względu na to, co to było... Wszystko, co wydawał Giedroyć było antykomunistyczne, więc bliskie sercu każdego prawie Polaka. I dotyczyło to również wydawnictw, których dzisiaj z całą pewnością jako wrogich PRL byśmy nie określili.

Giedroyć wspaniały był i basta i takim pozostał aż do swojej śmierci.

Redaktor Giedroyć faktycznie był instytucją, tak jak Michnik i Kuroń, a może raczej odwrotnie - historycznie to oni osiągnęli Jego poziom znaczenia w ludzkiej świadomości tamtych czasów.

Miałem okazję być w Maisons Laffitte raz w życiu. Było to w 1988 roku, pojechałem tam by uczestniczyć w rozmowie jednego z twórców jednej z powstających wówczas polskich partii politycznych z Redaktorem. Mniejsza zresztą o przyczyny mojej tam obecności, bo nie one są ważne.

Przyjął nas z trudem chodzacy staruszek, który okazał się mieć niezwykle jasny i żywy umysł, człowiek, który właściwie bardzo dokładnie wiedział co się w Polsce dzieje, począwszy od ogólnej sytuacji, skończywszy na zaskakująco wręcz drobnych szczegółach. Wysłuchał relacji i nagle zaczął mówić tak, że zacząłem się dziwić i przerażać. Giedroyć mówił o tym, że to dobrze, że w Polsce jest zamieszanie, że to dobrze, że to zamieszanie rośnie, że to dobrze, że różne ugrupowania polityczne już się między sobą żrą, że to dobrze, że jest ferment. Dobrze, bo jak tak jest, TO NIE WIADOMO, CO Z TEGO WYNIKNIE.

Wyszedłem z domu Redaktora mocno przygnębiony. W 1988 roku Polsce potrzeba było z całą pewnością mnóstwa rzeczy, ale na pewno nie zamieszania, z którego nie wiadomo co wyniknie. Odczułem tę wypowiedź Redaktora jako zaskakująco nieodpowiedzialną i nadal myślę, że nie była ona zbyt mądra.

Przywróciła mi ona pewne wspomnienie z okresu tygodnia poprzedzającego Stan Wojenny. Wówczas to lewica laicka z Kuroniem i Michnikiem na czele robiła wszystko, co w jej mocy, by zaognić sytuację. Podobno (bo ja tego nie słyszałem, tylko z relacji wiem) w sobotę wieczorem Kuroń w siedzibie Mazowsza wprost twierdził, że władza leży na ulicy i należy się schylić i ją podnieść. Taka wypowiedź wpisywała się dokładnie w to, co środowiska wokół Kuronia i Michnika wyprawiały wówczas w Polsce. A robiły złą robotę, co do tego nie ma wątpliwości.

Będąc w Maisons Laffitte odniosłem podobne wrażenie, że Redaktor Giedroyć robi złą robotę mówiąc to, co mówi.

Myślę, ze zrobił dużo dobrego, ale chyba należy i o takich rzeczach pamiętać.

A co do kanarów, to nadal twierdzę, że nie istnieją. 

 

Powroty - co by było, gdyby Polska nie powiedziała NIE Hitlerowi?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka