Przeczytałem sobie dzisiejszy wpis redaktora Leskiego i pomyślałem sobie, że to wszystko staje się coraz bardziej ponure.
Mam na myśli system, w którym żyjemy i w którym pławi się cała cywilizowana Europa.
Demokrację.
Jeśli zacząć rozważania od naszego podwórka i ostatnich zdarzeń najróżniejszych, to bez trudu zauważymy, że właściwie WSZYSTKO kręci się wokół OSÓB. Bardzo niewiele tak zwanych "ważnych" spraw dotyczy idei, planów dla Polski, spraw naprawdę ważnych dla ludzi. Liczą się osoby, to co powiedziały, to, co media powiedziały, że powiedziały i to, co inne osoby powiedziały, że tamte powiedziały lub zrobiły, przy czym właściwie wcale nie ma to żadnego związku z kwestiami ważnymi dla ogółu społeczeństwa.
Mamy przepychanki, co do tego, z kim rozmawiał Tusk i dlaczego, oraz czy miał prawo. Nie ma to żadnego znaczenia dla przeciętnego Polaka, nie wpłynie to w żaden sposób na jego komfort życia, na jego przyszłość, ani na przyszłość jego najbliższych, ani kraju w którym żyje.
Mamy niezwykle ważną kwestię tego, komu nadstawiła się bez majtek niejaka Aneta K. i kto tak naprawdę zrobił jej dziecko. Czy był to Lepper? A może jeszcze ktoś inny? Dywagacje na ten temat zajmują pierwsze strony gazet wydanie po wydaniu, a są to sprawy totalnie bez znaczenia dla Polski i Polaków. Nawet jeśli Lepper zmajstrował dziecko pani Anecie K. oraz podszczypywał sekretarki i sypiał z żonami działaczy, to nie będzie to miało ŻADNEGO znaczenia przy ocenie jego pociągnięć jako wicepremiera i ministra rolnictwa. Nawet gdyby się przespał z całą Ligą Kobiet.
Nieco inaczej ma się sprawa Giertycha, który wdrożył jakiś dziwaczny pomysł amnestyjno-maturalny i tutaj media czepiają się pomysłu, a nie samego ministra, chociaż najpierw czepiały się też osoby nie wiadomo czemu, skoro nie było mu można nic zarzucić.
Kaczyńskich czepiają się wszyscy, ale znów osób, a nie idei - a to że Kaczyńska brzydka, a to że mu nosi drugie śniadanie, a to że brat jak trybun ludowy przemawia w stylu wieców PZPRowskich.
Nie ma żadnych konkretów odnośnie projektów, planów, realizowania programu - jednym słowem nie ma w ogóle mowy o polityce... I tak jest obecnie WSZĘDZIE.
Obserwuję jednym okiem kampanię prezydencką we Francji, przypominam sobie czasy, gdy tam przez wiele lat (1/3 życia) mieszkałem i widzę, że jest tam dokładnie tak samo.
Ten jest głupi, ten jest cham, ten jest faszysta a tamten idiota. Ludzie biorą za rzeczywistość obrazy polityków, jakie przedstawiają media i na podstawie tych obrazów podejmują decyzję w momencie wrzucania kartek do urn.
Taka jest demokracja. Dzisiejsza demokracja. Polega ona na tym, że dopuszcza się do władzy to jednych, to drugich, a oni w jak największym tempie (bo kadencja jest krótka) muszą wykonać jak najwięcej ruchów korzystnych dla tych, którzy im sfinansowali wybory. Bo wybory kosztują.
Ruchy te, to pewne decyzje dotyczące GOSPODARKI (bo właściwie planów prawdziwie politycznych już się nie realizuje), bo polityka sprowadza się właściwie wyłącznie do zarządzania i sterowania gospodarką. Nie zawsze tak było, ale dziś tak jest. Dziś polityka to działanie związane z decyzjami prawie wyłącznie ekonomicznymi, a gdy od takich działań nieco odbiega, to powoduje to okropne zamieszanie (np. likwidacja WSI).
Nie ma już wielkich planów politycznych do zrealizowania. Można powiedzieć, że takim planem już zrealizowanym było wejście Polski do UE, ale to przecież był tylko z jednej strony skok na parę tysięcy stołków w Brukseli dla znajomych i krewnych królika, a z drugiej strony wszelkie działania w tym kierunku wiązały się wyłącznie z ekonomią i niczym więcej.
Ostatnim wizjonerem we współczesnym świecie był chyba Stalin, który chciał wprowadzić na świecie komunizm, a przed nim Hitler, który chciał dać swojemu narodowi przestrzeń życiową. Po nich nie było już nikogo - może Maurice Schumann, który podobno wierzył w ideę zjednoczonej Europy, ale też zaczął ją budować od gospodarki i dziś już tylko do gospodarki się to wszystko sprowadza. Może jeszcze de Gaulle, który wprowadził nowy ustrój we Francji, który to ustrój jednak ewoluował do stanu dzisiejszego, czyli do sterowania gospodarką przez kastę polityków, czyli ludzi, którzy w ogóle się na tym nie znają.
Dziś w Polsce mamy sytuację, w której prymitywy bez matury decydują o tym, jak ma działać gospodarka. Nie są w stanie myśleć w perspektywie szerszej niż koniec kadencji, bo nie obchodzi ich zwyczajnie co będzie potem. Ludzie idą do urn, żeby na nich głosować, bo wierzą kłamstwom, które ci ludzie przedstawiają z ekranów telewizorów.
Dziś wszyscy wierzą, że tak powinna wyglądać polityka. Że najważniejsze jest to, czy górnicy dostaną podwyżki, że politycy powinni dbać o to, żeby zagraniczni inwestorzy budowali u nas fabryki.
Ja w to nie wierzę. Gdy przed II Wojną Światową prezydent Mościcki jechał w odwiedziny do jakiegoś kraju, to jechała z nim świta złożona z kilkunastu ludzi. To byli sekretarze, ministrowie, szefowie protokołu. Dziś lecą dwa samoloty pełne różnych biznesmenów, bo dziś polityk jest pewną formą alfonsa łączącego swoich przedsiębiorców z cudzymi. I o tym łączeniu się prezydent rozmawia z drugim prezydentem...
Red. Leski zastanawia się, czy gadanie Tuska z Merkel to zdrada stanu czy spór o miedzę.
Ja przestałem się zastanawiać.
Na ekonomii się nie znam. Politycznych planów dziś już nikt nie ma dla Polski. A więc nie głosuję, żeby nie musieć się potem denerwować i podniecać kto z kim rozmawiał przez telefon, kto komu zrobił dziecko i czy w związku z tym zasługuje na kierowanie resortem rolnictwa. Nie oglądam telewizji i mam spokój.
Czego wszystkim życzę.
A co do kanarów, to nadal twierdzę, że nie istnieją.
Mam na myśli system, w którym żyjemy i w którym pławi się cała cywilizowana Europa.
Demokrację.
Jeśli zacząć rozważania od naszego podwórka i ostatnich zdarzeń najróżniejszych, to bez trudu zauważymy, że właściwie WSZYSTKO kręci się wokół OSÓB. Bardzo niewiele tak zwanych "ważnych" spraw dotyczy idei, planów dla Polski, spraw naprawdę ważnych dla ludzi. Liczą się osoby, to co powiedziały, to, co media powiedziały, że powiedziały i to, co inne osoby powiedziały, że tamte powiedziały lub zrobiły, przy czym właściwie wcale nie ma to żadnego związku z kwestiami ważnymi dla ogółu społeczeństwa.
Mamy przepychanki, co do tego, z kim rozmawiał Tusk i dlaczego, oraz czy miał prawo. Nie ma to żadnego znaczenia dla przeciętnego Polaka, nie wpłynie to w żaden sposób na jego komfort życia, na jego przyszłość, ani na przyszłość jego najbliższych, ani kraju w którym żyje.
Mamy niezwykle ważną kwestię tego, komu nadstawiła się bez majtek niejaka Aneta K. i kto tak naprawdę zrobił jej dziecko. Czy był to Lepper? A może jeszcze ktoś inny? Dywagacje na ten temat zajmują pierwsze strony gazet wydanie po wydaniu, a są to sprawy totalnie bez znaczenia dla Polski i Polaków. Nawet jeśli Lepper zmajstrował dziecko pani Anecie K. oraz podszczypywał sekretarki i sypiał z żonami działaczy, to nie będzie to miało ŻADNEGO znaczenia przy ocenie jego pociągnięć jako wicepremiera i ministra rolnictwa. Nawet gdyby się przespał z całą Ligą Kobiet.
Nieco inaczej ma się sprawa Giertycha, który wdrożył jakiś dziwaczny pomysł amnestyjno-maturalny i tutaj media czepiają się pomysłu, a nie samego ministra, chociaż najpierw czepiały się też osoby nie wiadomo czemu, skoro nie było mu można nic zarzucić.
Kaczyńskich czepiają się wszyscy, ale znów osób, a nie idei - a to że Kaczyńska brzydka, a to że mu nosi drugie śniadanie, a to że brat jak trybun ludowy przemawia w stylu wieców PZPRowskich.
Nie ma żadnych konkretów odnośnie projektów, planów, realizowania programu - jednym słowem nie ma w ogóle mowy o polityce... I tak jest obecnie WSZĘDZIE.
Obserwuję jednym okiem kampanię prezydencką we Francji, przypominam sobie czasy, gdy tam przez wiele lat (1/3 życia) mieszkałem i widzę, że jest tam dokładnie tak samo.
Ten jest głupi, ten jest cham, ten jest faszysta a tamten idiota. Ludzie biorą za rzeczywistość obrazy polityków, jakie przedstawiają media i na podstawie tych obrazów podejmują decyzję w momencie wrzucania kartek do urn.
Taka jest demokracja. Dzisiejsza demokracja. Polega ona na tym, że dopuszcza się do władzy to jednych, to drugich, a oni w jak największym tempie (bo kadencja jest krótka) muszą wykonać jak najwięcej ruchów korzystnych dla tych, którzy im sfinansowali wybory. Bo wybory kosztują.
Ruchy te, to pewne decyzje dotyczące GOSPODARKI (bo właściwie planów prawdziwie politycznych już się nie realizuje), bo polityka sprowadza się właściwie wyłącznie do zarządzania i sterowania gospodarką. Nie zawsze tak było, ale dziś tak jest. Dziś polityka to działanie związane z decyzjami prawie wyłącznie ekonomicznymi, a gdy od takich działań nieco odbiega, to powoduje to okropne zamieszanie (np. likwidacja WSI).
Nie ma już wielkich planów politycznych do zrealizowania. Można powiedzieć, że takim planem już zrealizowanym było wejście Polski do UE, ale to przecież był tylko z jednej strony skok na parę tysięcy stołków w Brukseli dla znajomych i krewnych królika, a z drugiej strony wszelkie działania w tym kierunku wiązały się wyłącznie z ekonomią i niczym więcej.
Ostatnim wizjonerem we współczesnym świecie był chyba Stalin, który chciał wprowadzić na świecie komunizm, a przed nim Hitler, który chciał dać swojemu narodowi przestrzeń życiową. Po nich nie było już nikogo - może Maurice Schumann, który podobno wierzył w ideę zjednoczonej Europy, ale też zaczął ją budować od gospodarki i dziś już tylko do gospodarki się to wszystko sprowadza. Może jeszcze de Gaulle, który wprowadził nowy ustrój we Francji, który to ustrój jednak ewoluował do stanu dzisiejszego, czyli do sterowania gospodarką przez kastę polityków, czyli ludzi, którzy w ogóle się na tym nie znają.
Dziś w Polsce mamy sytuację, w której prymitywy bez matury decydują o tym, jak ma działać gospodarka. Nie są w stanie myśleć w perspektywie szerszej niż koniec kadencji, bo nie obchodzi ich zwyczajnie co będzie potem. Ludzie idą do urn, żeby na nich głosować, bo wierzą kłamstwom, które ci ludzie przedstawiają z ekranów telewizorów.
Dziś wszyscy wierzą, że tak powinna wyglądać polityka. Że najważniejsze jest to, czy górnicy dostaną podwyżki, że politycy powinni dbać o to, żeby zagraniczni inwestorzy budowali u nas fabryki.
Ja w to nie wierzę. Gdy przed II Wojną Światową prezydent Mościcki jechał w odwiedziny do jakiegoś kraju, to jechała z nim świta złożona z kilkunastu ludzi. To byli sekretarze, ministrowie, szefowie protokołu. Dziś lecą dwa samoloty pełne różnych biznesmenów, bo dziś polityk jest pewną formą alfonsa łączącego swoich przedsiębiorców z cudzymi. I o tym łączeniu się prezydent rozmawia z drugim prezydentem...
Red. Leski zastanawia się, czy gadanie Tuska z Merkel to zdrada stanu czy spór o miedzę.
Ja przestałem się zastanawiać.
Na ekonomii się nie znam. Politycznych planów dziś już nikt nie ma dla Polski. A więc nie głosuję, żeby nie musieć się potem denerwować i podniecać kto z kim rozmawiał przez telefon, kto komu zrobił dziecko i czy w związku z tym zasługuje na kierowanie resortem rolnictwa. Nie oglądam telewizji i mam spokój.
Czego wszystkim życzę.
A co do kanarów, to nadal twierdzę, że nie istnieją.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)