Ciekaw jestem czego spodziewa się 45%? W jaki sposób powstanie czy nie powstanie partii Rokity i Marcinkiewicza może wpłynąć na życie codzienne Polaków? Nie wiem... To znaczy uważam, że w żaden sposób, ale być może są jakieś sposoby, o których nie wiem.
Czy powstanie jakiejkolwiek partii miało jakikolwiek wpływ na życie Polaków? Chodzi mi o realny wpływ zmieniający w jakiś sposób warunki życia. Bo przecież o to chodzi, prawda?
Pamiętam dojście do władzy AWS, pamiętam dojście do władzy SLD. W przypadku AWS to było to wszystko dla mnie jeszcze jedną wielką niewiadomą, bo odbyło się to parę miesięcy po moim piętnastoletnim pobycie poza Polską, więc nie bardzo się orientowałem co i jak. W przypadku SLD już wiedziałem o co chodzi i co jest grane.
Gdy SLD doszło do władzy prowadziłem firmę zajmującą się między innymi importem złożonych elementów elektronicznych z USA. SLD zapowiedziało jakieś dodatkowe opodatkowanie importu i się nieco przestraszyłem. Ale nie wprowadzili tego opodatkowania.
Potem zaczęło się codzienne życie, które na pierwszych stronach gazet toczyło się wokół afer, w które co raz ładowali się SLDowcy, co właściwie nikogo nie dziwiło, bo komuch to złodziej - sprawa jest oczywista. Ale przecież nie miało to żadnego wpływu na życie codzienne przeciętnego człowieka.
Potem było wstąpienie do UE, co było poprzedzone tak zwaną "debatą publiczną", a zakończyło się koszmarną podwyżką cen mięsa i cukru chyba. Ale i to nie miało specjalnie związku z partią, która rządzi, bo gdyby to był AWS, czy jakaś inna Platforma to by było tak samo. Potem Rywin narozrabiał okropnie i Polska cała siedziała przed telewizorem na Komisję patrząc, ale przecież tak samo kiedyś na Niewolnicę Isaurę patrzyła....
Jak już większość komuchów do więzień pozamykali, to potem przyszły Kaczory i zaczęła się histeria oraz jazgot. A Kaczory na dodatek z chamami i faszystami się zbratały, więc jazgot jeszcze był głośniejszy. Po czym przycichł, jak centrum jazgotu rozwiązano... A Polacy tylko dość znudzeni, podniecając się na rozkaz mediów, ale już coraz słabiej nadal żyli sobie spokojnie. Co poniektórzy w nieokreślonej liczbie pojechali w siną dal zostawiając wolne miejsca pracy licznej masie bezrobotnych, która jak się okazało była liczna tylko na papierze.
I Polacy sobie tak dalej żyja w spokoju, i gdy się tak naprawdę temu wszystkiemu przyjrzeć, to niewiele jest spraw, które dotyczą władzy, czyli naszych polityków, które by tak naprawdę dotyczyły przeciętnego człowieka.
Przeciętnego człowieka dotyczy cena chleba, kiełbasy i benzyny oraz czynszu, wysokość podatków i rent oraz emerytur, przeciętnego człowieka najbardziej jednak dotyczą sprawy mu najbliższe, a więc te, które są załatwiane przez władze lokalne, te najniższego szczebla.
Polityka w wydaniu ogólnokrajowym tak naprawdę nikogo nie obchodzi, bo polityka ta dotyczy spraw tak odległych, że w gruncie rzeczy w ogóle niezrozumiałych. Ludzie reagują żywiołowo na pewne informacje przekazywane w mediach, ale reagują tak, jak im te media każą. Opowiadają o Kaczorach-faszystach, o straszliwym Radiu Maryja, o ziejącym ogniem Michniku w zależności od tego, co czytają, czego słuchają i co oglądają. Ale gdyby wszystkich odciąć od tych mediów, albo skazać wyłącznie na serwis PAP, to ludzie swoje zainteresowania polityką ograniczyliby zapewne do spraw dziury w ulicy naprzeciwko, zepsutych świateł na skrzyżowaniu i budowy autostrady zbyt blisko zabudowań gospodarskich. I to jest NORMALNE.
Podobno 45% ludzi w Polsce chciałoby powołania partii Rokity i Marcinkiewicza. Informacja ta jest natychmiast rozumiana jako "45% ludzi w Polsce chciałoby, żeby w Polsce rządził Marcinkiewicz z Rokitą" co jest oczywiście nieprawdą. W Polsce jest może 5% ludzi, którzy WIEDZĄ kogo by chcieli widzieć u władzy - reszta robi to, co im każą media, których słuchają czy które oglądają.
Bo i tak naprawdę, jeśli przyjrzeć się temu, co się w Polsce dzieje od jakichś 10 lat, to to, kto jest u władzy nie ma właściwie żadnego wpływu na życie przeciętnego człowieka w Polsce. Można odnieść wrażenie, że wszystko toczy się swoim torem, jakby siłą bezwładności, bądź z napędem, którego nikt tak naprawdę nie kontroluje. I może to i lepiej...
A co do kanarów, to nadal twierdzę, że nie istnieją.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)