A w kolebce demokracji wre, bo się wybory prezydenckie zbliżają. Już właściwie wszystko wiadomo - jest dwoje kandydatów prawdziwych i masa płotek, które kandydują tylko po to, żeby trochę szumu wokół siebie narobić. Może jeszcze Jacques Chirac zdecyduje się kandydować po raz trzeci - zobaczymy.
We Francji polityka jest prosta - po to, żeby zostać politykiem trzeba ukończyć bądź to Ecole Nationale d'Administration, bądź to Sciences Po, bądź też Ecole Polytechnique (to takie szkoły), bądź też nigdy się w polityce do niczego nie dojdzie. We Francji politycy to sitwa, kumple szkolni, którzy chociaż oficjalnie są politycznymi przeciwnikami, to są ze sobą na ty i spotykają się po cichu na wspólnych popijawach.
Dwoje głównych kandydatów oczywiście ukończyło odpowiednie szkoły choć nie tę samą szkołę. Inni kandydaci - różnie.
Stałym kandydatem na fotel prezydencki jest we Francji Arlette Laguiller, trockistka prowadząca swoją nieustającą rewolucję od ponad 30 lat. Niezmiennie uzyskuje 1-2% głosów i jest zawsze zadowolona, choć pozostaje niezmiennie przedmiotem żartów Francuzów. Oczywiście nie stanowi ona żadnego poważnego zagrożenia dla "poważnych" kandydatów.
Zagrożenie natomiast pojawiło się w historii raz, ale na stosunkowo krótko. Otóż w 1981 roku znany komik i clown, Michel Colucci "Coluche", który wsławił się później stworzeniem sieci jadłodajni dla ubogich, "Restaurants du Coeur", przedstawił całkiem poważnie swoją kandydaturę na fotel prezydencki. Wszyscy przyjęli to jako żart, ale okazało się, ze on naprawdę jest popularny, sytuacja wymknęła się spod kontroli, kandydatura została zarejestrowana, a sondaże wystrzeliły by osiągnąć 16%.
Tego było zbyt wiele dla "poważnych" kandydatów, którymi wówczas byli Francois Mitterand i Valery Giscard d'Estaing. Pierwszym pociągnięciem (och, jakie to nam bliskie, prawda?) było całkowite zablokowanie komikowi dostępu do radia i do telewizji. Żeby sobie za dużo nie wyobrażał... Następnie zamówiono we francuskim ABW dokładne sprawdzenie faceta, czego wynikiem było ogłoszenie, że kiedyś obraził policjanta i dostał grzywnę w wysokości 3000 franków. To wszystko działo się jeszcze w ramach "normalnej" walki politycznej. Jednak kiedy policja odnalazła zwłoki współpracownika komika zastrzelonego dwoma kulami w kark, Coluche ogłosił 6 kwietnia 1981 swoje wycofanie się z kandydatury.
Z polityką nie ma żartów. Kto by chciał sobie poczytać na ten temat, a zna francuski - zapraszam na http://lesitecoluche.free.fr/president/
Obecnie kandydaturę swoją na fotel prezydenta rozważa Nicolas Hulot, prezenter telewizyjny i podróżnik, trochę taka bardziej "wypasiona", francuska Martyna Wojciechowska. Będzie kandydatem ekologów... Miejmy nadzieję, że jeśli będzie miał dobre sondaże to nie ulegnie nagłemu, niespodziewanemu wypadkowi.
A wszystko to po to piszę, by pokazać, że polityka nie tylko u nas jest paskudna. Tam też jest paskudna, a może nawet tam jest SZCZEGÓLNIE paskudna, bo jest przedmiotem manipulacji tylko jednej kasty ludzi, którzy nie mają żadnej przeciwwagi. Tam jest TYLKO "układ" i nic więcej.
A co do kanarów, to nadal twierdzę, że nie istnieją.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)