Adam Pietrasiewicz Adam Pietrasiewicz
79
BLOG

Co się z tymi ludźmi dzieje??? Czy tylko towarzysz Z.S. się nie

Adam Pietrasiewicz Adam Pietrasiewicz Polityka Obserwuj notkę 11

Patrzę sobie na niektóre znane mi od dawna paszcze i nadziwić się nie mogę. Co to się z ludźmi dzieje i dlaczego? O co w tym wszystkim chodzi, komu to służy i kto za tym stoi? 

Paszcz jest wiele - tak się złożyło, że studia robiłem w czasach "ciekawych", działałem sobie to tu, to tam i trochę ludzi poznałem. Aż dziw bierze, jak wielu. No i ci ludzie zaczynają coraz dziwniejsze wolty wyczyniać, a ja w ogóle nie jestem w stanie pojąć DLACZEGO. 

Taką pierwszą postacią, która spowodowała uruchomienie w moim umyśle fali zdumienia były wolty Ryszarda Czarneckiego, którego poznałem na początku lat 90 na jakimś spotkaniu wierchuszki ZChN. Ze zdumienia nie mogłem wyjść, jak obserwowałem, wróciwszy z emigracji do Polski w 1997 roku, jak potoczyły się losy Rysia... Ale on, to pestka jeszcze... 

Drugą taką wielką niewiadomą, zupełnie niezrozumiałą i niewyjaśnioną jest obecność Stefana Niesiołowskiego w PO. Już bym go chyba szybciej w PSL widział niż w PO. Zadziwiające - nie rozmawiałem z nim od wielu, wielu lat, (chyba właśnie od tego spotkania na początku lat 90, gdzie poznałem Czarneckiego) ale nasi wspólni znajomi też tego nie rozumieją - może ktoś wie i mi wyjaśni... W każdym razie jeśli tak naprawdę jest jakieś miejsce w polityce dla Niesiołowskiego, to logicznie rzecz biorąc ja bym go widział w PiS - ale z całą pewnością są jakieś rzeczy o których nie wiem... Nawet powiedziałbym, że WIEM, że takie rzeczy być muszą! 

Największym zdumieniem napawa mnie jednak red. Tomek Wołek. Co się z człowiekiem stało? Czy to tylko czyste wyrachowanie jest? Czy co? 

Był rok 1997. Siedziałem w jego biurze, o ile pamiętam było to w budynku na rogu Jana Pawła II i Al. Solidarności, tam gdzie jest kino Femina, czy zaraz obok i rozmawialiśmy o dawnych czasach. Czasach sprzed prawie 17 lat, a chodziło o pewne zdarzenie, które miało miejsce wówczas na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW. 

Będąc młodym studentem czwartego roku tegoż wydziału założyłem na fali wydarzeń organizację wydziałową NZS i zająłem się tym, co wówczas potrafiłem najlepiej, to znaczy pisaniem. Co dwa dni na tablicy NZSowskiej wywieszałem swój felietonik, nie ukrywam, że po to, żeby prowokować. Kogo? A mało to było facetów do prowokowania na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego jesienią i zimą 1980?

Jednym z moich kolegów z grupy był szef studenckiej POP, niejaki towarzysz Z.S. Poprzestanę na inicjałach – kto chce to sobie znajdzie kim był towarzysz Z.S., bo to postać znana.

Towarzysz Z.S. był komunistą pierwowo sorta, takim wierzącym i praktykującym, który zdecydowanie chciał organizować bojówki w celu „merytorycznego dyskutowania” na spotkaniach Towarzystwa Kursów Naukowych w domach różnych opozycjonistów. Towarzysz Z.S. wierzył w walkę klas i w dyktaturę proletariatu, z tym, że szczególnie jednak wierzył w dyktaturę.

Pod koniec 1980 roku wszyscy wiedzieli, że lada dzień wkroczą Ruskie. Właściwie miało to nastąpić już lada dzień. Byłem wówczas bardzo ciekaw opinii Towarzysza Z.S. na temat wkroczenia Ruskich, a w szczególności tego, jak zamierza się Towarzysz Z.S. zachować gdy czołgi już wjadą.

Napisałem więc krótką notkę – list otwarty do Towarzysza Z.S. zapytując go w jak najuprzejmiejszych słowach, czy zamierza bronić Polski przed najeźdźcą czy też woli bronić socjalizmu przed warchołami.

Towarzysz Z.S. nie wykazywał wówczas szczególnie silnych oznak rozwiniętej inteligencji i odpowiedział mi na tablicy NZS, odręcznie, na 4 kartkach formatu A4, tak zwanego wówczas „papieru podaniowego”. Odpowiedział jednoznacznie, że TAK, BRONIŁBY SOCJALIZMU PRZED WARCHOŁAMI RAZEM Z ROSJANAMI. Na odpowiedź Towarzysza Z.S. mój kolega, współzałożyciel NZS na naszym wydziale, Paweł S. nakleił zdjęcie radzieckiego żołnierza i podpisał „do siego roku, Towarzyszu Z.S.”

Wybuchła GIGANTYCZNA afera na cały Uniwerek, Kronika Filmowa przyjechała, by to filmować, rektor nas wzywał (Towarzysza Z.S. i mnie) i w ogóle zamieszanie było na sto dwa. Przez moment było gorąco, potem sprawa przycichła, ale byli tacy, którzy ją pamiętali. Jednym z nich był Tomek Wołek.

Wezwał mnie i zapytał, czy nie mam czasem tego tekstu, który Towarzysz Z.S., który w międzyczasie w ministry poszedł i stał się osoba publiczną, był łaskaw napisać… Bo on chciałby to w swoim ŻYCIU wydrukować.

Odpowiedziałem, że ma go red. Paweł S., mój były kolega, współzałożyciel NZS na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych, który w międzyczasie został prawą ręką redaktora naczelnego pewnej bardzo znanej gazety, którą określę inicjałami na przykład G.W. Następnie wysłuchałem, jako że niewiele wówczas wiedziałem o scenie politycznej w Polsce, długiego wykładu na temat michnikowszczyzny (to się jeszcze wówczas tak nie nazywało), tak nieprzychylnego i pełnego szczegółów, że sam red. Ziemkiewicz uznałby całą swoją antymichnikową twórczość za nic niewarty panegiryk na cześć redaktora Adama, gdyby tego wysłuchał.

Dokumentu oczywiście od redaktora Pawła S. nie odzyskałem – nagle gdzieś znikł…

Dziś dowiaduję się (a już wcześniej zauważyłem, że w michnikowym Tok FM się produkuje), że red. Wołek zmienił front… Zdumiewające… Obrońcą Michnika został. Wierzyć się nie chce. Ale skoro pan Niesiołowski wbrew naturze w PO siedzi, to może to normalne? Może tak ma być?

A może to nie ten redaktor Tomasz Wołek? Może to ktoś inny? Może mi się wszystko pochrzaniło? Jeśli tak, to i tak pozostanie fajowa historia Towarzysza Z.S.

A co do kanarów, to nadal twierdzę, że nie istnieją.

Powroty - co by było, gdyby Polska nie powiedziała NIE Hitlerowi?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (11)

Inne tematy w dziale Polityka