Adam Pietrasiewicz Adam Pietrasiewicz
112
BLOG

I jeszcze w temacie demokracji i głosowań.

Adam Pietrasiewicz Adam Pietrasiewicz Polityka Obserwuj notkę 13

Moja ostatnia wypowiedź nie wzbudziła może wielkiej lawiny listów, ale kilka komentarzy, które się pojawiły chyba nieźle podsumowuje wątpliwości, z którymi spotykają się wszyscy krytycy systemu demokratycznego. Z grubsza chodzi o trzy sprawy. Pierwsza, to pytanie: „Jeśli nie demokracja, to co?”, druga zaś, to pytanie o cenzus, a trzecia, to zarzut, że decyzja o powstrzymaniu się od głosowania to „łatwy wybór”, w związku z tym jest to decyzja niedobra.

Zacznijmy od początku.

Jeśli nie demokracja, to co?

 

Pytanie to w sposób oczywisty pojawia się przy dyskusjach na te tematy. Jesteśmy chyba wszyscy uwarunkowani w okresie wychowania i mamy głębokie przekonanie, że gdy się coś neguje, to należy przedstawić alternatywę, a bez alternatywy negacja traci swoją wartość. Ja jakoś nie mam jednak tego przekonania i myślę, że moje argumenty, które mam, i które przedstawiłem w kwestii powstrzymania się od głosowania są doskonale wystarczające by MNIE przekonać, żeby nie głosować. Bo nie branie udziału w demokracji jest moją decyzją i ja nikogo do niczego nie przekonuję.

 

Ale chętnie postanawiam się nad jakimiś alternatywami, które mogłyby być mniej zakłamane i absurdalne.

Myślę, że słynne zdanie wypowiedziane podobno przez Churchila jest fałszywe. Chodzi o stwierdzenie, że „demokracja jest najgorszą formą rządów, nie licząc wszystkich innych, których próbowaliśmy”. Myślę, że dzisiejsze formy rządów są zdecydowanie gorsze od monarchii, jakie mieliśmy w naszej historii. Doświadczenia okresu demokracji mogłyby, w przypadku powstania takich nowych monarchii, posłużyć jako dodatkowe narzędzia usprawniające rządy. Nieprawdą, że po to, by przekreślić monarchię wystarczy podać przykład jakichś szalonych władców – po pierwsze normalni władcy stanowią przytłaczającą większość w historii, a po drugie, gdyby podobnie zastanowić się nad demokracją, to bilans byłby zdecydowanie gorszy. Ale ja nie jestem monarchistą i wcale nie wierzę w możliwość przywrócenia tej formy rządów.

 

Nieprawdą jest również, że jedyną alternatywą dla obecnej formy demokracji jest Lenin, Hitler i Mao – jest jeszcze mnóstwo miejsca pomiędzy różnymi skrajnościami, nie należy sobie wyobrażać, że wszystko musi być tylko skrajne…

 

Można by poprawić istniejący system. Poprawić go tak, by nie był tak zakłamany i nie prowadził do robienia ludziom wody z mózgu. Ale trzeba wiedzieć co chciałoby się osiągnąć.

 

Mnie się wydaje, że to, co ludzi najbardziej interesuje, to tak naprawdę na początek ŚWIĘTY SPOKÓJ. Wiele badań i różnorodnych doświadczeń psychologicznych pokazuje, że ludzie nie chcą za bardzo myśleć, że najlepiej jest im wówczas, gdy wiedzą, co mają robić, ale tak konkretnie, ze szczegółami, i gdy nikt nie każe im zmieniać przyzwyczajeń. Ludzie nie lubią również jak im się zabiera za dużo pieniędzy, ale to osobna sprawa.

 

Jestem głęboko przekonany, nie posiadam jednak oczywiście żadnych wyników badań w tej materii, że gdyby ludziom zapewnić święty spokój, to brak głosowań, wyborów, kampanii telewizyjnych etc. nie stałby się żadnym problemem dla przytłaczającej większości. Dowodem na to jest skądinąd niska frekwencja, która i tak jest nakręcana przez media w czasie kampanii wyborczych. Bez nich zainteresowanie władzą byłoby ograniczone do stosunkowo wąskiej grupy. W takim przypadku obecna sytuacja, w której w każdym bardziej rozwiniętym państwie rządzi tak naprawdę grupa oligarchów, zazwyczaj wciąż tych samych, zostałaby „zalegalizowana” i przestalibyśmy żyć w systemie opartym na kłamstwie.

 

Barierami, które stoją na drodze do naprawy systemu jest powszechny dostęp ludzi do urn i brak jakiegokolwiek cenzusu. Cenzusu na przykład wiedzy – jestem przekonany, że zrobienie, w momencie wydawania kart wyborczych, prostego testu zawierającego trzy pytania:

 

  1. Jaki rodzaj rządów mamy w Polsce?
  2. Jaka instytucja tworzy prawo w Polsce?
  3. Kto jest obecnie głową państwa w Polsce

 

wyeliminowałoby do 70 procent wyborców, którzy chodzą głosować nie rozumiejąc kompletnie tego, co robią. Z całą pewnością byłoby to wyzwanie dla polityków, których zmusiłoby to do przedstawienia prawdziwych programów działania i liczenia się z danym słowem.

 

Inną barierą jest brak systemu Jednomandatowych Okręgów Wyborczych – dopóki taki system nie zostanie wprowadzony, dopóty nie może być żadnej mowy o jakiejkolwiek poprawie sytuacji.

 

Ostatnim zarzutem, który został mi postawiony i jest mi często stawiany jest stwierdzenie, że mój brak udziału w obecnej demokracji jest „łatwym wyborem” opartym na utyskiwaniu, negacji, pogardzie dla ludzi itp.

 

Co do tego, czy wybór był łatwy, to nie potrafię się wypowiedzieć. Dla mnie był on oczywisty i naturalny. Natomiast co do utyskiwania, to chyba jednak trudno byłoby znaleźć jakąkolwiek moją wypowiedź, którą dałoby się określić jako „utyskiwanie”. Często omawiam różne działania polityków i to, co się dzieje, ale właśnie fakt, że się w to osobiście nie angażuje pozwala mi na to, że niczego od żadnego polityka się nie spodziewam. Nie utyskuję więc, bo wiem, że nic dobrego ze strony żadnego polityka mnie nie spotka. A będąc ogólnie z natury optymistą staram się widzieć wokół siebie jak najwięcej dobrych rzeczy.

 

Co do negacji, to chyba faktycznie – neguję ten system i wyjaśniłem czemu, natomiast całkowicie nietrafne jest mówienie mi o jakiejkolwiek pogardzie dla ludzi. Ja nikogo nie namawiam do pójścia w moje ślady i uważam, że każdy musi sobie sam decydować jak chce działać i co jest dla niego ważne. Uważam, że głosować powinni ci, którzy wierzą, że ten system jest dobry. A ci, którzy w to nie wierzą, powinni, co wydaje mi się logiczne, z głosowania zrezygnować.

 

Nie jest łatwo nie głosować. Wszyscy bliscy mi ludzie uważają, że robię źle. Być może to ja się mylę, a oni mają rację – nie mogę mieć całkowitej pewności. Jednak nie potrafię pójść do urny i z czystym sumieniem wrzucić kartę do głosowania na jakąś partię, kiedy wiem dzięki doświadczeniu życiowemu, że to, co do mnie mówili politycy tej partii przedstawiając mi swoje zamiary to kłamstwa, że mój głos nie zostanie oddany na konkretnego człowieka, którego mógłbym później rozliczyć z realizacji zapowiadanych działań… Nie potrafię.

 

A co do kanarów, to nadal twierdzę, że nie istnieją.

Powroty - co by było, gdyby Polska nie powiedziała NIE Hitlerowi?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (13)

Inne tematy w dziale Polityka