Nie mam telewizora, ale za to korzystam z dobrodziejstw Internetu, w którym zacząłem buszować po iTVP gdzie obejrzałem sobie reportaż o znanym i omówionym wielokrotnie w mediach problemie tzw. „łapówek” wśród lekarzy.
Gdy słyszę te wszystkie historie to nie jestem w stanie pojąć, czemu zamiast wysyłać policję i śledzić cholernych łapiduchów, którzy nie chcą za byle jakie pensje pracować, nie wprowadzić zmian systemowych, które rozwiązałyby problem raz na zawsze. Bo te sprawy rozwiązać można by było bez najmniejszego problemu, gdy tworzono system opieki zdrowotnej, a później przekształcano go wielokrotnie.
Napisałem, że nie jestem w stanie pojąć, ale oczywiście ja WIEM dlaczego jest tak, jak jest. Jest tak dlatego, że aktualny system stwarza więcej możliwości manewru kasą i stołkami, których to możliwości nie dałby w takim stopniu system, o którym ja myślę.
Jestem liberałem w tym PRAWDZIWYM tego słowa znaczeniu (w odróżnieniu od „liberałów” jak się dzisiaj określa libertynów i innych lewicowców). Oznacza to, że uważam między innymi, że nie powinien istnieć żaden system „darmowej” służby zdrowia, a społeczność powinna co najwyżej wspierać osoby, które w wyniku zdarzeń losowych znalazły się w sytuacji, w której nie mogą w żaden sposób łożyć na swoje leczenie.
Choć jestem PRAWDZIWYM liberałem to w odróżnieniu od wielu innych równie PRAWDZIWYCH, staram się być realistą. I wiem, że pewnych rzeczy nie da się ot tak zrobić. Można jednak poprawić to co jest i doprowadzić do stanu, w którym system zacząłby poprawnie funkcjonować. Bo jeśli dzisiaj system ochrony zdrowia funkcjonuje, to głównie WBREW systemowi, a nie dzięki niemu.
Mieszkałem przez kawał życia we Francji, kraju socjalistycznym, w którym jednak system ochrony zdrowia jest zbliżony do liberalnego ideału na tyle, na ile jest to możliwe w ramach socjalistycznego państwa.
Oto, jak to działa tam na co dzień:
Po pierwsze mamy tamtejszy ZUS (Securite Sociale), który jest pewnym melanżem naszego ZUSu i naszych NFZetów. Instytucja ta jest oczywiście monstrualnym molochem, ale na przykład jej budżet jest całkowicie oddzielony od budżetu państwa i jest od niego skądinąd wyższy. Oddzielenie to powoduje, że politycy mają jedno miejsce mniej do kradzenia pieniędzy.
Każdy człowiek, powiedzmy, każdy legalnie przebywający we Francji człowiek, ma swoje konto w Securite Sociale. Taki numer, przypisany raz na zawsze, jak nasz PESEL. Każdy, kto jest ubezpieczony, a obecnie są już chyba wszyscy, może korzystać z dobrodziejstw opieki zdrowotnej we Francji w sposób WOLNY. Co to oznacza? Ano oznacza to istnienie następującego systemu (ze strony pacjenta):
Ten trzeci punkt jest najważniejszy i pociąga za sobą szereg konsekwencji. Pierwszą, i podstawową konsekwencją jest to, że za leczenie się we Francji płaci. Płaci się natychmiast, w momencie wykonywania czynności przez lekarza, zwyczajnie wychodząc od niego. Już samo to likwiduje i wysyła w niebyt problem „łapówek”. Pozostaje oczywiście kwestia finansów pacjenta, ale ten przecież jest ubezpieczony!
Lekarz przyjmując pieniądze za konsultację wystawia pacjentowi rachunek, w którym opisuje wykonane czynności i podaje ile za te czynności pobrał pieniędzy. Pacjent odsyła ów rachunek do swojego oddziału Securite Sociale i zazwyczaj w ciągu 5 dni na jego koncie pojawiają się pieniądze odpowiadające części poniesionych kosztów. Jakiej? To zależy od bardzo wielu czynników, a nawet od regionu, w którym się mieszka. Ogólnie rzecz ujmując będzie to od 15% do 100%.
Ale skąd wiadomo, ile pacjent ma zapłacić? Otóż wiadomo to dlatego, że po to, by pacjent mógł domagać się zwrotu poniesionych kosztów musi on udać się do lekarza mającego podpisaną umowę z Securite Sociale. Umowa ta określa między innymi wysokość stawek, które lekarz będzie stosował, dzięki czemu pacjent ma pewność, że każdemu lekarzowi danej specjalizacji zapłaci tyle samo w całej Francji za te same czynności.
Nie ma tu miejsca na żadne „łapówki”, jest natomiast konkurencja między lekarzami, gdyż do kiepskich lekarzy pacjenci nie będą chcieli przychodzić i już.
We Francji istnieje równoległy system ubezpieczeń dodatkowych, które za niewielkie wpłaty miesięczne gwarantują pokrycie różnicy między zwrotem Securite Sociale i całością kosztów. Koniec końców większość Francuzów ma opiekę zdrowotną ZA DARMO, na skądinąd bardzo przyzwoitym poziomie.
Opisałem system w wielkim skrócie – jest on oczywiście bardziej złożony, ale jego zasady są mniej więcej takie, jak napisałem. Czemu nie ma takiego systemu u nas? Myślę, że dlatego, że odbiera on możliwośc po pierwsze kontroli ogromnych funduszy, a po drugie jest taki... nie socjalistyczny. No bo jak to? PŁACIĆ LEKARZOWI?
A co do kanarów, to nadal twierdzę, że nie istnieją.
Gdy słyszę te wszystkie historie to nie jestem w stanie pojąć, czemu zamiast wysyłać policję i śledzić cholernych łapiduchów, którzy nie chcą za byle jakie pensje pracować, nie wprowadzić zmian systemowych, które rozwiązałyby problem raz na zawsze. Bo te sprawy rozwiązać można by było bez najmniejszego problemu, gdy tworzono system opieki zdrowotnej, a później przekształcano go wielokrotnie.
Napisałem, że nie jestem w stanie pojąć, ale oczywiście ja WIEM dlaczego jest tak, jak jest. Jest tak dlatego, że aktualny system stwarza więcej możliwości manewru kasą i stołkami, których to możliwości nie dałby w takim stopniu system, o którym ja myślę.
Jestem liberałem w tym PRAWDZIWYM tego słowa znaczeniu (w odróżnieniu od „liberałów” jak się dzisiaj określa libertynów i innych lewicowców). Oznacza to, że uważam między innymi, że nie powinien istnieć żaden system „darmowej” służby zdrowia, a społeczność powinna co najwyżej wspierać osoby, które w wyniku zdarzeń losowych znalazły się w sytuacji, w której nie mogą w żaden sposób łożyć na swoje leczenie.
Choć jestem PRAWDZIWYM liberałem to w odróżnieniu od wielu innych równie PRAWDZIWYCH, staram się być realistą. I wiem, że pewnych rzeczy nie da się ot tak zrobić. Można jednak poprawić to co jest i doprowadzić do stanu, w którym system zacząłby poprawnie funkcjonować. Bo jeśli dzisiaj system ochrony zdrowia funkcjonuje, to głównie WBREW systemowi, a nie dzięki niemu.
Mieszkałem przez kawał życia we Francji, kraju socjalistycznym, w którym jednak system ochrony zdrowia jest zbliżony do liberalnego ideału na tyle, na ile jest to możliwe w ramach socjalistycznego państwa.
Oto, jak to działa tam na co dzień:
Po pierwsze mamy tamtejszy ZUS (Securite Sociale), który jest pewnym melanżem naszego ZUSu i naszych NFZetów. Instytucja ta jest oczywiście monstrualnym molochem, ale na przykład jej budżet jest całkowicie oddzielony od budżetu państwa i jest od niego skądinąd wyższy. Oddzielenie to powoduje, że politycy mają jedno miejsce mniej do kradzenia pieniędzy.
Każdy człowiek, powiedzmy, każdy legalnie przebywający we Francji człowiek, ma swoje konto w Securite Sociale. Taki numer, przypisany raz na zawsze, jak nasz PESEL. Każdy, kto jest ubezpieczony, a obecnie są już chyba wszyscy, może korzystać z dobrodziejstw opieki zdrowotnej we Francji w sposób WOLNY. Co to oznacza? Ano oznacza to istnienie następującego systemu (ze strony pacjenta):
- Każdy człowiek ma prawo wyboru lekarza, do którego chodzi. Dotyczy to zarówno lekarzy ogólnych jak i specjalistów, w tym i stomatologów również.
- Każdy człowiek ma prawo korzystania z usług jakiegokolwiek szpitala.
- Każdy, kto jest ubezpieczony ma prawo do zwrotu części kosztów, jakie poniósł na swoje leczenie.
Ten trzeci punkt jest najważniejszy i pociąga za sobą szereg konsekwencji. Pierwszą, i podstawową konsekwencją jest to, że za leczenie się we Francji płaci. Płaci się natychmiast, w momencie wykonywania czynności przez lekarza, zwyczajnie wychodząc od niego. Już samo to likwiduje i wysyła w niebyt problem „łapówek”. Pozostaje oczywiście kwestia finansów pacjenta, ale ten przecież jest ubezpieczony!
Lekarz przyjmując pieniądze za konsultację wystawia pacjentowi rachunek, w którym opisuje wykonane czynności i podaje ile za te czynności pobrał pieniędzy. Pacjent odsyła ów rachunek do swojego oddziału Securite Sociale i zazwyczaj w ciągu 5 dni na jego koncie pojawiają się pieniądze odpowiadające części poniesionych kosztów. Jakiej? To zależy od bardzo wielu czynników, a nawet od regionu, w którym się mieszka. Ogólnie rzecz ujmując będzie to od 15% do 100%.
Ale skąd wiadomo, ile pacjent ma zapłacić? Otóż wiadomo to dlatego, że po to, by pacjent mógł domagać się zwrotu poniesionych kosztów musi on udać się do lekarza mającego podpisaną umowę z Securite Sociale. Umowa ta określa między innymi wysokość stawek, które lekarz będzie stosował, dzięki czemu pacjent ma pewność, że każdemu lekarzowi danej specjalizacji zapłaci tyle samo w całej Francji za te same czynności.
Nie ma tu miejsca na żadne „łapówki”, jest natomiast konkurencja między lekarzami, gdyż do kiepskich lekarzy pacjenci nie będą chcieli przychodzić i już.
We Francji istnieje równoległy system ubezpieczeń dodatkowych, które za niewielkie wpłaty miesięczne gwarantują pokrycie różnicy między zwrotem Securite Sociale i całością kosztów. Koniec końców większość Francuzów ma opiekę zdrowotną ZA DARMO, na skądinąd bardzo przyzwoitym poziomie.
Opisałem system w wielkim skrócie – jest on oczywiście bardziej złożony, ale jego zasady są mniej więcej takie, jak napisałem. Czemu nie ma takiego systemu u nas? Myślę, że dlatego, że odbiera on możliwośc po pierwsze kontroli ogromnych funduszy, a po drugie jest taki... nie socjalistyczny. No bo jak to? PŁACIĆ LEKARZOWI?
A co do kanarów, to nadal twierdzę, że nie istnieją.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)