Nie wiem, czy to był żart, - niestety na to nie wyglądało - a jeśli nawet był, to jakiś kiepski, bo bez pointy żadnej. Myślę o wpisie red Leskiego , który spotkał się z jakąś taką mocno niemrawą, właściwie nieistniejącą reakcją komentatorów. A może coś przegapiłem? W każdym razie swoje trzy grosze wtrącę, bo choć wszystko miało miejsce kilka dni temu już, to ja jakoś pozbierać się nie potrafię. Chodzi mi o post scriptum tego wpisu, które na wszelki wypadek zacytuję:
Kończyłem dawno temu studia dziennikarskie i uczono mnie, jak zbierać dane, jak przygotowywać swoje artykuły i ogólnie jak powiększać swoją wiedzę o świecie i kulturę ogólną. Mówiono mi, że kultura ogólna to coś, co buduje się od dzieciństwa, że jeśli ktoś trafił na studia nie mając jej w wystarczającej ilości, to zapewne kariery wielkiej w dziennikarstwie nie zrobi. Nie zrobi, bo kultury ogólnej nie da się kupić w pakiecie, za trzy pięćdziesiąt plus VAT.
Uczono mnie słusznie. Jednym z moich kolegów z grupy był niesławnej pamięci red. Janusz Sobieraj – jemu tej kultury brakowało już wówczas, w czasie studiów, bardzo wyraźnie, i choć mogłoby się wydawać, że zaszedł daleko, to skończył marnie. Nie pamiętam by się tym brakiem przejmował...
Nie mam telewizora. Nie oglądam więc relacji telewizyjnych i do niedawna nie miałem pojęcia kim jest red. Leski. Byłem jednak ostatnio na krótkim urlopie i chwilkę popatrzyłem w szklany ekran. Dowiedziałem się, że red. Leski jest ważnym reporterem „na topie” w TVP. Dlatego tym bardziej jestem poruszony całą sprawą. Może nie powinienem się przejmować, ale jakoś ta BYLEJAKOŚĆ życia publicznego mnie wkurza! Ta bylejakość jest widoczna w telewizji, jest widoczna w gazetach, w Internecie, w Sejmie – wszędzie! Jesteśmy nią zalewani, dochodzi do tego, że próby przywrócenia prawdziwych norm jakości powodują protesty i uważane są za działania w złym tonie.
Panie Redaktorze! Nie ma obowiązku czytania Kapuścińskiego. Do głowy by mi nie przyszło, żeby mieć komukolwiek za złe, że CZEGOKOLWIEK nie przeczytał. Mógłby Pan nawet nie przeczytać „Pana Tadeusza” czy „W pustyni i w puszczy”. Mnie nie o to chodzi! Chodzi mi o to, że Pan ZGODZIŁ SIĘ „lajfować” (jak Pan to nazwał) na pogrzebie Kapuścińskiego będąc do tego zupełnie nieprzygotowanym. Czy to naprawdę przekracza ludzkie możliwości, powiedzieć „ale ja nie czytałem Kapuścińskiego, dajcie kogoś innego...”. Bo widzi Pan, wychodzi na to, że nie potrafi się Pan oprzeć jednemu z grzechów głównych, jakim jest PYCHA.
Mam wrażenie, że media są w całości pychą przeżarte. Nic dziwnego, przecież stały się głównym szafarzem władzy w demokracji – bez mediów nikt nie może władzy uchwycić ani się przy niej utrzymać. Media mogą tak wiele, jak chyba jeszcze nikt, potrafią miliony ludzi na ulice w jeden dzień wyprowadzić, jeśli chcą.
Szkoda mi trochę, bo zazwyczaj podoba mi się to, co Pan pisze.
Ale jakoś przykro mi się zrobiło, gdy przeczytałem tamto Pańskie post scriptum. Parę dni to w sobie nosiłem, i dziś wreszcie pomyślałem, że dam upust swojemu żalowi... Co niniejszym czynię.
A co do kanarów, to nadal twierdzę, że nie istnieją.
PS. Zupełnie nie na temat - HELP! Jutro mam kilka wejść z pogrzebu Kapuścińskiego. Szanuję Go, ale nigdy nie byłem fanem jego książek. Podrzucicie jakieś pomysły na dwuzdaniowe refleksje w odpowiednim nastroju? Wykorzystam bez cienia skrupułów jako własne i nie zapłacę praw autorskich...
Kończyłem dawno temu studia dziennikarskie i uczono mnie, jak zbierać dane, jak przygotowywać swoje artykuły i ogólnie jak powiększać swoją wiedzę o świecie i kulturę ogólną. Mówiono mi, że kultura ogólna to coś, co buduje się od dzieciństwa, że jeśli ktoś trafił na studia nie mając jej w wystarczającej ilości, to zapewne kariery wielkiej w dziennikarstwie nie zrobi. Nie zrobi, bo kultury ogólnej nie da się kupić w pakiecie, za trzy pięćdziesiąt plus VAT.
Uczono mnie słusznie. Jednym z moich kolegów z grupy był niesławnej pamięci red. Janusz Sobieraj – jemu tej kultury brakowało już wówczas, w czasie studiów, bardzo wyraźnie, i choć mogłoby się wydawać, że zaszedł daleko, to skończył marnie. Nie pamiętam by się tym brakiem przejmował...
Nie mam telewizora. Nie oglądam więc relacji telewizyjnych i do niedawna nie miałem pojęcia kim jest red. Leski. Byłem jednak ostatnio na krótkim urlopie i chwilkę popatrzyłem w szklany ekran. Dowiedziałem się, że red. Leski jest ważnym reporterem „na topie” w TVP. Dlatego tym bardziej jestem poruszony całą sprawą. Może nie powinienem się przejmować, ale jakoś ta BYLEJAKOŚĆ życia publicznego mnie wkurza! Ta bylejakość jest widoczna w telewizji, jest widoczna w gazetach, w Internecie, w Sejmie – wszędzie! Jesteśmy nią zalewani, dochodzi do tego, że próby przywrócenia prawdziwych norm jakości powodują protesty i uważane są za działania w złym tonie.
Panie Redaktorze! Nie ma obowiązku czytania Kapuścińskiego. Do głowy by mi nie przyszło, żeby mieć komukolwiek za złe, że CZEGOKOLWIEK nie przeczytał. Mógłby Pan nawet nie przeczytać „Pana Tadeusza” czy „W pustyni i w puszczy”. Mnie nie o to chodzi! Chodzi mi o to, że Pan ZGODZIŁ SIĘ „lajfować” (jak Pan to nazwał) na pogrzebie Kapuścińskiego będąc do tego zupełnie nieprzygotowanym. Czy to naprawdę przekracza ludzkie możliwości, powiedzieć „ale ja nie czytałem Kapuścińskiego, dajcie kogoś innego...”. Bo widzi Pan, wychodzi na to, że nie potrafi się Pan oprzeć jednemu z grzechów głównych, jakim jest PYCHA.
Mam wrażenie, że media są w całości pychą przeżarte. Nic dziwnego, przecież stały się głównym szafarzem władzy w demokracji – bez mediów nikt nie może władzy uchwycić ani się przy niej utrzymać. Media mogą tak wiele, jak chyba jeszcze nikt, potrafią miliony ludzi na ulice w jeden dzień wyprowadzić, jeśli chcą.
Szkoda mi trochę, bo zazwyczaj podoba mi się to, co Pan pisze.
Ale jakoś przykro mi się zrobiło, gdy przeczytałem tamto Pańskie post scriptum. Parę dni to w sobie nosiłem, i dziś wreszcie pomyślałem, że dam upust swojemu żalowi... Co niniejszym czynię.
A co do kanarów, to nadal twierdzę, że nie istnieją.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)