Reuters podaje, że we Francji zatrzymano kolejną grupę osób podejrzanych o udział w sieci rekrutującej najemników do Iraku. Dwie z tych osób poprzedniego dnia przyjechały do Francji na polecenie władz syryjskich.
Wojna z islamem trwa. Oczywiście nikt tego tak nie nazywa wprost, bo byłoby to niepoprawne politycznie, ale faktem jest, że obecnie ma miejsce konflikt cywilizacji, który kiedyś się będzie musiał jakoś skończyć. A konflikty zazwyczaj kończą się czyjąś wygraną i czyjąś klęską... Ja mam jak najgorsze przeczucia co do tego, kto zwycięży, ale oczywiście mogę się mylić.
Islam to najdynamiczniej rozwijająca się religia, której obserwacja może niepokoić. Wielu znawców tematu analizując sytuację chętnie stwierdza, że świata islamu nie można traktować jak monolitu. Nie bez podstaw przedstawiają różne kraje muzułmańskie jako przykłady całkowicie odmiennego traktowania i wdrażania w życie nauk Mahometa. Z jednej strony mamy kraje takie jak Afganistan, Iran czy Arabia Saudyjska, gdzie Koran jest literalnie bazą całości życia publicznego i politycznego. Na drugim biegunie mamy na przykład Maroko czy Indonezję, która jest dziś największym krajem muzułmańskim na świecie, ale muzułmańskim w tym podobno „dobrym” wydaniu „światłego” islamu. Coś w tym jest, choć wystrzegałbym się nadużywania pojęcia „światły” w odniesieniu do islamu. Można również zwrócić uwagę na fakt, że w samym islamie są różne „prądy” i kierunki filozoficzno-teologiczne, które całkowicie odmiennie czasami traktują kwestie religijnej codzienności. Specjaliści chętnie podkreślą również, że w islamie nie ma żadnego centralnego sterowania, że jest to religia rozproszona... Faktycznie, należy o tym wszystkim pamiętać.
Ale również należy pamiętać o realiach, które czasami niechętnie poddają się ocenom specjalistów. Realiach dnia codziennego, realiach tworzonych przez ludzi.
Zróżnicowanie wewnątrz islamu nie przeszkadza tej religii w gwałtownym rozwoju. Gdy popatrzymy na mapę islamu szybko zorientujemy się, że jest to religia dominująca na ogromnych przestrzeniach kuli ziemskiej, ale nawet nazwanie wszystkich państw muzułmańskich nie będzie przecież wystarczające! Indie, które NIE SĄ państwem muzułmańskim są ojczyzną większej liczby muzułmanów niż kraje Magrebu (Maroko, Algieria, Tunezja), a w Chinach, których nikt przecież o wspieranie islamu nie będzie podejrzewał mieszka 120 milionów muzułmanów. Ogólnie ocenia się, że poza krajami określanymi jako muzułmańskie żyje 25% muzułmanów świata i liczba ta się zwiększa.
Czy należy się bać? Ja myślę, że tak, tyle, że moim zdaniem z tego bania się niewiele wyniknie, bo jest już za późno. Ale chociaż nie uda nam się uniknąć nieuniknionego to przynajmniej możemy sie dowiedzieć co nas zabije.
Wbrew temu, co można by sądzić po wstępie, nie zabije nas islam. Sądzę, że jesteśmy świadkami odwiecznej wojny biedy z bogactwem, która przybrała dziś globalne rozmiary dzięki postępowi technicznemu. Islam jest tu tylko elementem, wokół którego łatwiej zgromadzić armie, bo ludzie chętniej będą walczyli wierząc, że robią to dla boga niż wiedząc, że to tylko dla łupów. Islam jest religią biednych ludzi, łatwą do zrozumienia i do stosowania w życiu codziennym jest więc po prostu dobrym pretekstem.
Jeśli popatrzymy na mapy, zauważymy, że obecność militarna USA w różnych regionach świata wskazuje na to, że kraj ten próbuje przeciwstawiać się najbardziej niebezpiecznym miejscom świata islamu. Gdyby USA udało się definitywnie zwyciężyć w Iraku i w Afganistanie wówczas Amerykanie otoczyliby całkowicie Iran. Oczywiście to Irak jest kluczem do kontroli Iranu, gdyż Afganistan zawsze był wrogiem ajatollahów z Teheranu.
Depesza Reutersa to świadectwo maleńkiego elementu wojny trwającej, jak się wydaje, od co najmniej początku lat 80 XX wieku. Jest jednak jeszcze jednym dowodem na to, że nasz świat ma niewiele do zaoferowania w sprawach ducha i ideologii. I chyba nie tylko młodym ludziom z rodzin kręgu islamu. Jest to dowód na to, że propozycja islamu pociąga ale i na to, że nie mamy wielkich szans, by tę wojnę wygrać.
A co do kanarów, to nadal twierdzę, że nie istnieją.
Wojna z islamem trwa. Oczywiście nikt tego tak nie nazywa wprost, bo byłoby to niepoprawne politycznie, ale faktem jest, że obecnie ma miejsce konflikt cywilizacji, który kiedyś się będzie musiał jakoś skończyć. A konflikty zazwyczaj kończą się czyjąś wygraną i czyjąś klęską... Ja mam jak najgorsze przeczucia co do tego, kto zwycięży, ale oczywiście mogę się mylić.
Islam to najdynamiczniej rozwijająca się religia, której obserwacja może niepokoić. Wielu znawców tematu analizując sytuację chętnie stwierdza, że świata islamu nie można traktować jak monolitu. Nie bez podstaw przedstawiają różne kraje muzułmańskie jako przykłady całkowicie odmiennego traktowania i wdrażania w życie nauk Mahometa. Z jednej strony mamy kraje takie jak Afganistan, Iran czy Arabia Saudyjska, gdzie Koran jest literalnie bazą całości życia publicznego i politycznego. Na drugim biegunie mamy na przykład Maroko czy Indonezję, która jest dziś największym krajem muzułmańskim na świecie, ale muzułmańskim w tym podobno „dobrym” wydaniu „światłego” islamu. Coś w tym jest, choć wystrzegałbym się nadużywania pojęcia „światły” w odniesieniu do islamu. Można również zwrócić uwagę na fakt, że w samym islamie są różne „prądy” i kierunki filozoficzno-teologiczne, które całkowicie odmiennie czasami traktują kwestie religijnej codzienności. Specjaliści chętnie podkreślą również, że w islamie nie ma żadnego centralnego sterowania, że jest to religia rozproszona... Faktycznie, należy o tym wszystkim pamiętać.
Ale również należy pamiętać o realiach, które czasami niechętnie poddają się ocenom specjalistów. Realiach dnia codziennego, realiach tworzonych przez ludzi.
Zróżnicowanie wewnątrz islamu nie przeszkadza tej religii w gwałtownym rozwoju. Gdy popatrzymy na mapę islamu szybko zorientujemy się, że jest to religia dominująca na ogromnych przestrzeniach kuli ziemskiej, ale nawet nazwanie wszystkich państw muzułmańskich nie będzie przecież wystarczające! Indie, które NIE SĄ państwem muzułmańskim są ojczyzną większej liczby muzułmanów niż kraje Magrebu (Maroko, Algieria, Tunezja), a w Chinach, których nikt przecież o wspieranie islamu nie będzie podejrzewał mieszka 120 milionów muzułmanów. Ogólnie ocenia się, że poza krajami określanymi jako muzułmańskie żyje 25% muzułmanów świata i liczba ta się zwiększa.
Czy należy się bać? Ja myślę, że tak, tyle, że moim zdaniem z tego bania się niewiele wyniknie, bo jest już za późno. Ale chociaż nie uda nam się uniknąć nieuniknionego to przynajmniej możemy sie dowiedzieć co nas zabije.
Wbrew temu, co można by sądzić po wstępie, nie zabije nas islam. Sądzę, że jesteśmy świadkami odwiecznej wojny biedy z bogactwem, która przybrała dziś globalne rozmiary dzięki postępowi technicznemu. Islam jest tu tylko elementem, wokół którego łatwiej zgromadzić armie, bo ludzie chętniej będą walczyli wierząc, że robią to dla boga niż wiedząc, że to tylko dla łupów. Islam jest religią biednych ludzi, łatwą do zrozumienia i do stosowania w życiu codziennym jest więc po prostu dobrym pretekstem.
Jeśli popatrzymy na mapy, zauważymy, że obecność militarna USA w różnych regionach świata wskazuje na to, że kraj ten próbuje przeciwstawiać się najbardziej niebezpiecznym miejscom świata islamu. Gdyby USA udało się definitywnie zwyciężyć w Iraku i w Afganistanie wówczas Amerykanie otoczyliby całkowicie Iran. Oczywiście to Irak jest kluczem do kontroli Iranu, gdyż Afganistan zawsze był wrogiem ajatollahów z Teheranu.
Depesza Reutersa to świadectwo maleńkiego elementu wojny trwającej, jak się wydaje, od co najmniej początku lat 80 XX wieku. Jest jednak jeszcze jednym dowodem na to, że nasz świat ma niewiele do zaoferowania w sprawach ducha i ideologii. I chyba nie tylko młodym ludziom z rodzin kręgu islamu. Jest to dowód na to, że propozycja islamu pociąga ale i na to, że nie mamy wielkich szans, by tę wojnę wygrać.
A co do kanarów, to nadal twierdzę, że nie istnieją.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)