Postanowiłem z uporem maniaka drążyć kwestię wagi informacji, jej hierarchii i ważności w świetle tego wszystkiego, co się w Polsce dzieje i jak na to reagują media. Uważam, że niedobrze jest, kiedy ludzi zasypuje się informacjami zupełnie bez znaczenia, informacjami, które nie mają ŻADNEGO wpływu na życie i na codzienność i które jedynie są ciekawe, gdyż dotyczą ludzi, których często widzi się w telewizji.
Minęły dwuaktowa burza spowodowana dymisjami Sikorskiego i Dorna. Przebrzmiały grzmoty spowodowane zawirowaniami profesjonalnymi Kazimierza Marcinkiewicza. W Salonie 24 pojawiło się na ten temat mnóstwo wpisów, a wszystko było jeszcze dopompowywane przez Miłościwie Nam Panującą red. Bognę Jankę, która dopytywała się co blogowicze sądzą o tych różnych dymisjach i przetasowaniach.
Okazuje się, że bez względu na to, co blogowicze sądzą, dla przeciętnego człowieka w Polsce nie ma to żadnego znaczenia. Dymisje i przetasowania ministerialne nie wpływają w żaden sposób na to, jak się żyje, a za tydzień-dwa ludziska w ogóle zapomną o tym, że kiedykolwiek ktoś taki jak Ludwik Dorn czy inny Radek Sikorski istnieje. I bardzo dobrze, bo nie od dziś wiadomo, że w demokracji nie liczą się jednostki, tylko masa. Ze strony ludu jest to masa wyborców, a ze strony polityków jest to masa klientów, którzy tak naprawdę kształtują politykę. Nie ma tak naprawdę miejsca na jednostki i chyba nie ma polityka który może działać tak naprawdę samodzielnie, nie licząc się z lobbystami, którzy go otaczają.
Podniecanie się dymisjami poszczególnych ministrów to jakiś taki owczy pęd, To udawanie, że wierzymy w ich możliwości, to też chyba jakaś odmiana plotkowania rodem prosto z magla. Mnóstwo ludzi to kocha! Tyle, że to kompletnie bez sensu.
Ktoś, kto wierzyłby w spiskowe teorie mógłby wręcz stwierdzić, że zasypywanie przez media ludzi takimi informacjami bez znaczenia to metoda odwracania uwagi od ważnych spraw. Ja tak nie uważam – stawianie na plotki to metoda przyciągnięcia czytelników/widzów, bo zwyczajnie ludzie lubią się podniecać przypadkami różnych znanych osób. Dzięki temu przecież rozwijają się różne Gale i Vivy! A gdy jeszcze któremuś się noga powinie, straci stanowisko, czy zostanie wywalony z hukiem, to dopiero jest ciekawe, gdyż odwołuje się to do najniższych uczuć – „A widzisz? Tak wysoko byłeś, a na mordę poleciałeś!”.
Okraszanie tego wszystkiego analizami omawiającymi, jak ważną postacią w rządzie był ten czy tamten odwołany minister to zwyczajne mydlenie oczu. Polityka w dzisiejszej, polskiej demokracji nie opiera się w żadnym przypadku na osobowościach tego czy tamtego ministra.
Czy w związku z tym nie należy w ogóle zwracać uwagi na to, co różne osobistości mówią, czy robią? Sądzę, że nie – czasami warto przysłuchać się występom tego, czy innego, aby mieć możliwość dokonania dogłębnej oceny ludzi, na których się głosuje. Dziś na przykład warto posłuchać Lecha Wałęsy!
Jego żałosne występy powinny być nauczką dla każdego, że zwyczajnie NIE WARTO dla takich polityków poświęcać pół godziny czy godziny której potrzeba by udać się do urny by oddać swój głos. Napisałem „DLA TAKICH POLITYKÓW”. Mogłoby to sugerować, że są jacyś inni. Ja w to nie wierzę.
A co do kanarów, to nadal twierdzę, że nie istnieją.
Minęły dwuaktowa burza spowodowana dymisjami Sikorskiego i Dorna. Przebrzmiały grzmoty spowodowane zawirowaniami profesjonalnymi Kazimierza Marcinkiewicza. W Salonie 24 pojawiło się na ten temat mnóstwo wpisów, a wszystko było jeszcze dopompowywane przez Miłościwie Nam Panującą red. Bognę Jankę, która dopytywała się co blogowicze sądzą o tych różnych dymisjach i przetasowaniach.
Okazuje się, że bez względu na to, co blogowicze sądzą, dla przeciętnego człowieka w Polsce nie ma to żadnego znaczenia. Dymisje i przetasowania ministerialne nie wpływają w żaden sposób na to, jak się żyje, a za tydzień-dwa ludziska w ogóle zapomną o tym, że kiedykolwiek ktoś taki jak Ludwik Dorn czy inny Radek Sikorski istnieje. I bardzo dobrze, bo nie od dziś wiadomo, że w demokracji nie liczą się jednostki, tylko masa. Ze strony ludu jest to masa wyborców, a ze strony polityków jest to masa klientów, którzy tak naprawdę kształtują politykę. Nie ma tak naprawdę miejsca na jednostki i chyba nie ma polityka który może działać tak naprawdę samodzielnie, nie licząc się z lobbystami, którzy go otaczają.
Podniecanie się dymisjami poszczególnych ministrów to jakiś taki owczy pęd, To udawanie, że wierzymy w ich możliwości, to też chyba jakaś odmiana plotkowania rodem prosto z magla. Mnóstwo ludzi to kocha! Tyle, że to kompletnie bez sensu.
Ktoś, kto wierzyłby w spiskowe teorie mógłby wręcz stwierdzić, że zasypywanie przez media ludzi takimi informacjami bez znaczenia to metoda odwracania uwagi od ważnych spraw. Ja tak nie uważam – stawianie na plotki to metoda przyciągnięcia czytelników/widzów, bo zwyczajnie ludzie lubią się podniecać przypadkami różnych znanych osób. Dzięki temu przecież rozwijają się różne Gale i Vivy! A gdy jeszcze któremuś się noga powinie, straci stanowisko, czy zostanie wywalony z hukiem, to dopiero jest ciekawe, gdyż odwołuje się to do najniższych uczuć – „A widzisz? Tak wysoko byłeś, a na mordę poleciałeś!”.
Okraszanie tego wszystkiego analizami omawiającymi, jak ważną postacią w rządzie był ten czy tamten odwołany minister to zwyczajne mydlenie oczu. Polityka w dzisiejszej, polskiej demokracji nie opiera się w żadnym przypadku na osobowościach tego czy tamtego ministra.
Czy w związku z tym nie należy w ogóle zwracać uwagi na to, co różne osobistości mówią, czy robią? Sądzę, że nie – czasami warto przysłuchać się występom tego, czy innego, aby mieć możliwość dokonania dogłębnej oceny ludzi, na których się głosuje. Dziś na przykład warto posłuchać Lecha Wałęsy!
Jego żałosne występy powinny być nauczką dla każdego, że zwyczajnie NIE WARTO dla takich polityków poświęcać pół godziny czy godziny której potrzeba by udać się do urny by oddać swój głos. Napisałem „DLA TAKICH POLITYKÓW”. Mogłoby to sugerować, że są jacyś inni. Ja w to nie wierzę.
A co do kanarów, to nadal twierdzę, że nie istnieją.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)