W związku z moim tekstem (autocytat jak wiadomo jest najwyższą formą cytatu) oraz komentarzami do niego poczułem się w obowiązku wyjaśnić pewne sprawy.
Nie należy mieszać i mylić różnych pojęć.
Mamy sytuację taką, że poziom podatków, a szczególnie tych, które dotyczą zarobków z pracy najemnej osiągnął jakiś absurdalny szczyt. Mało kto zdaje sobie z tego sprawę, a jakim stopniu wspomaga państwo, czyli w OGROMNEJ CZĘŚCI dobrobyt polityków i otaczających ich grup nacisku.
Kiedy pracownik dostaje do ręki 1000 zł, pracodawca wyłożył już co najmniej 1738.40 zł. Jeśli pracownik wyda w danym miesiącu te 1000 zł, pomniejszone powiedzmy o 300 zł czynszu, to wyda 700 zł, z czego do kasy państwa znów trafi zapewne CO NAJMNIEJ 126 zł VAT, a zapewne również niewiadoma suma odpowiadająca rożnym akcyzom.
Zarabiając więc 1000 zł netto pracownik zarabia więc faktycznie nieco ponad 850 zł netto.
Przypomnijmy, że z kasy pracodawcy wyłożonych zostało 1738 zł. Oznacza to, że w różne składki i inne opłaty trafiające to kasy państwa zabranych zostaje PONAD 51% dochodów. A pewnie i tak o czymś zapomniałem.
Osobom, które uczęszczały, tak jak ja, do szkół w głębokim PRL przypomnę te straszne opowieści o nieludzko wyzyskiwanych chłopach, którzy musieli panu oddawać DZIĘSIĘCINĘ, czyli 10% swoich dochodów.
Większość lewicowców natychmiast się zerwie i zacznie opowiadać coś o solidarności społecznej, o korzyściach z obowiązkowych ubezpieczeń i inne, tym podobne brednie. A ja widzę to, co widzę – tam, gdzie państwu oddaje się mniej pieniędzy ludziom żyje się lepiej. Skąd to wiadomo? Ano wystarczy popatrzeć na przepływy migracyjne w ramach naszego, cywilizowanego świata. Warto sprawdzić w którym kierunku ludzie migrują – czy z państw o większym socjalizmie do państw o mniejszym socjalizmie, czy odwrotnie.
Samozatrudnienie to próba ucieczki przed tym koszmarnym opodatkowaniem. Obecnie sytuacja jest taka, że samozatrudniający się pracownik dostając do ręki 1738 zł na podatki i różne inne opłaty idące do kasy państwa wyda:
19% podatku, czyli 330 zł
ZUS: 250 zł (dzięki zniżkom różnym)
Niezidentyfikowaną sumę na VAT i akcyzy, ale o tyle mniej, niż u pracownika, że część VAT daje się odliczyć. W każdym razie wszystko policzone razem daje nam ZDECYDOWANIE mniej niż w przypadku bycia pracownikiem.
Pojawią się natychmiast głosy w stylu: „A co z emeryturą?”, „A co z chorobowym”? i tym podobne. No cóż – co do emerytury, to właściwie nie ma co sobie robić złudzeń – czy się płaci, czy się nie płaci, efekt będzie ten sam, bo nasz system emerytalny zawalić się MUSI. Tak więc wpłacanie składek na emeryturę ZUSowską to wrzucanie pieniędzy do czarnej dziury – nic z czarnej dziury wyjść nie może. Zaś na pytanie „a co z urlopem” odpowiem tylko jedno – urlop należy sobie wynegocjować. Jak ktoś o tym zapomni, to trudno – chcącemu się krzywda nie dzieje.
Samozatrudnienie, nawet takie, o jakim często się mówi jako o „patologii” to też jest forma wzięcia się w garść i bycia przedsiębiorcą. To ważne, gdyż wiele osób często ma trudności ze zrobieniem tego pierwszego kroku.
Nie słyszałem, by system samozatrudnienia był tak powszechny na przykład w USA. Więc być może to wcale nie samozatrudnienie jest patologią, tylko monstrualne opodatkowanie, z którego zapewne przytłaczająca większość Polaków nie zdaje sobie w ogóle sprawy, choć czując, że coś jest nie tak usiłuje przed podatkami uciec. Uciec, bo wszyscy widza, że płacąc ogromne podatki mamy bardzo liche państwo, bo widzą, że choć te podatki są wciążcoraz wyższe, to prowadzi to jedynie co najwyżej do utrzymania państwa na wciąż podobnym poziomie „lichości”.
A co do kanarów, to nadal twierdzę, że nie istnieją.
Nie należy mieszać i mylić różnych pojęć.
Mamy sytuację taką, że poziom podatków, a szczególnie tych, które dotyczą zarobków z pracy najemnej osiągnął jakiś absurdalny szczyt. Mało kto zdaje sobie z tego sprawę, a jakim stopniu wspomaga państwo, czyli w OGROMNEJ CZĘŚCI dobrobyt polityków i otaczających ich grup nacisku.
Kiedy pracownik dostaje do ręki 1000 zł, pracodawca wyłożył już co najmniej 1738.40 zł. Jeśli pracownik wyda w danym miesiącu te 1000 zł, pomniejszone powiedzmy o 300 zł czynszu, to wyda 700 zł, z czego do kasy państwa znów trafi zapewne CO NAJMNIEJ 126 zł VAT, a zapewne również niewiadoma suma odpowiadająca rożnym akcyzom.
Zarabiając więc 1000 zł netto pracownik zarabia więc faktycznie nieco ponad 850 zł netto.
Przypomnijmy, że z kasy pracodawcy wyłożonych zostało 1738 zł. Oznacza to, że w różne składki i inne opłaty trafiające to kasy państwa zabranych zostaje PONAD 51% dochodów. A pewnie i tak o czymś zapomniałem.
Osobom, które uczęszczały, tak jak ja, do szkół w głębokim PRL przypomnę te straszne opowieści o nieludzko wyzyskiwanych chłopach, którzy musieli panu oddawać DZIĘSIĘCINĘ, czyli 10% swoich dochodów.
Większość lewicowców natychmiast się zerwie i zacznie opowiadać coś o solidarności społecznej, o korzyściach z obowiązkowych ubezpieczeń i inne, tym podobne brednie. A ja widzę to, co widzę – tam, gdzie państwu oddaje się mniej pieniędzy ludziom żyje się lepiej. Skąd to wiadomo? Ano wystarczy popatrzeć na przepływy migracyjne w ramach naszego, cywilizowanego świata. Warto sprawdzić w którym kierunku ludzie migrują – czy z państw o większym socjalizmie do państw o mniejszym socjalizmie, czy odwrotnie.
Samozatrudnienie to próba ucieczki przed tym koszmarnym opodatkowaniem. Obecnie sytuacja jest taka, że samozatrudniający się pracownik dostając do ręki 1738 zł na podatki i różne inne opłaty idące do kasy państwa wyda:
19% podatku, czyli 330 zł
ZUS: 250 zł (dzięki zniżkom różnym)
Niezidentyfikowaną sumę na VAT i akcyzy, ale o tyle mniej, niż u pracownika, że część VAT daje się odliczyć. W każdym razie wszystko policzone razem daje nam ZDECYDOWANIE mniej niż w przypadku bycia pracownikiem.
Pojawią się natychmiast głosy w stylu: „A co z emeryturą?”, „A co z chorobowym”? i tym podobne. No cóż – co do emerytury, to właściwie nie ma co sobie robić złudzeń – czy się płaci, czy się nie płaci, efekt będzie ten sam, bo nasz system emerytalny zawalić się MUSI. Tak więc wpłacanie składek na emeryturę ZUSowską to wrzucanie pieniędzy do czarnej dziury – nic z czarnej dziury wyjść nie może. Zaś na pytanie „a co z urlopem” odpowiem tylko jedno – urlop należy sobie wynegocjować. Jak ktoś o tym zapomni, to trudno – chcącemu się krzywda nie dzieje.
Samozatrudnienie, nawet takie, o jakim często się mówi jako o „patologii” to też jest forma wzięcia się w garść i bycia przedsiębiorcą. To ważne, gdyż wiele osób często ma trudności ze zrobieniem tego pierwszego kroku.
Nie słyszałem, by system samozatrudnienia był tak powszechny na przykład w USA. Więc być może to wcale nie samozatrudnienie jest patologią, tylko monstrualne opodatkowanie, z którego zapewne przytłaczająca większość Polaków nie zdaje sobie w ogóle sprawy, choć czując, że coś jest nie tak usiłuje przed podatkami uciec. Uciec, bo wszyscy widza, że płacąc ogromne podatki mamy bardzo liche państwo, bo widzą, że choć te podatki są wciążcoraz wyższe, to prowadzi to jedynie co najwyżej do utrzymania państwa na wciąż podobnym poziomie „lichości”.
A co do kanarów, to nadal twierdzę, że nie istnieją.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)