Nie jest moim zamiarem podszywanie się pod Outsidera, salonowego blogowicza, tylko wskazanie, że jestem nieco inny, bo nie oglądam telewizji, a gazety czytuję jedynie w wydaniach internetowych, więc dokonuję daleko idącej selekcji tekstów.
Nigdy przed przybyciem do Salonu 24 nie słyszałem o Elizie Michalik, ale najwyraźniej jest to osoba znana i uznana, skoro tyle powstało wokół niej zamieszania. Decyzja redaktora Janke o „zaprzestaniu współpracy” w połączeniu z kilkoma innymi zjawiskami, jak na przykład opublikowany list Komorowskiego, czy informacja od red. Sakiewicza na temat akt abp. Wielgusa wskazują na to, że Salon24 zaczyna być ważnym ośrodkiem publicystycznym. Widać to skądinąd po liczbie odwiedzin, która najwyraźniej wzrasta lawinowo.
Myślę, ze jesteśmy świadkami powstawania nowej formy ekspresji, która nie jest jednak najdoskonalszą, gdyż choć pozwala każdemu na przedstawienie swoich opinii to nie daje szans na prawdziwą dyskusję.
Jestem „wychowankiem” (od 1996) mailingowych list dyskusyjnych, które były nadzwyczajnym zjawiskiem w Internecie, ale które z jakichś, niezrozumiałych dla mnie przyczyn nagle umarły. Nadzwyczajnym, gdyż jest to jedyna chyba w ogóle w historii ludzkości forma dyskusji, w której WSZYSCY mogą dyskutować z wszystkimi mając dostęp do wypowiedzi każdego. Niestety dzisiejsze mailingowe listy dyskusyjne są tylko bladym cieniem tego, czym były kiedyś. Nikomu już się nie chce dyskutować.
Uważam, że MNP red Janke dobrze zrobił dbając o jakość Salonu. Ważna jest jakoś wpisów, a jakość wpisów zaproszonych, znanych publicystów ważna jest szczególnie. Powinni być jak żona cezara – poza wszelkimi podejrzeniami. Wbrew temu, co niektórzy piszą, kretyńskie komentarze pod różnymi wpisami nie mają tak wielkiego znaczenia. Myślę, że jednak większość czytających Salon 24 interesuje się wpisami głównymi przerzucając jedynie komentarze i nie sugerując się nimi zbytnio. Mam w swoim otoczeniu osoby, które czytują Salon ot tak, jak czytuje się gazetę i wszystkie mówią to samo – kretyńskie komentarze nie przeszkadzają im w cieszeniu się ciekawymi tekstami (tu zazwyczaj z uśmiechem mi się kłaniają, ale o tym nie będę wspominał, bo mogłoby to wskazywać na jakiś brak skromności).
Myślę, że to, czego brakuje, to liczniki wejść – każdy chyba chciałby wiedzieć ile osób przeczytało jego tekst, a ponadto brak jakiegoś rankingu najpopularniejszych blogowiczów (tych czerwonych i tych niebieskich).
A co do kanarów, to nadal twierdzę, że nie istnieją.
Nigdy przed przybyciem do Salonu 24 nie słyszałem o Elizie Michalik, ale najwyraźniej jest to osoba znana i uznana, skoro tyle powstało wokół niej zamieszania. Decyzja redaktora Janke o „zaprzestaniu współpracy” w połączeniu z kilkoma innymi zjawiskami, jak na przykład opublikowany list Komorowskiego, czy informacja od red. Sakiewicza na temat akt abp. Wielgusa wskazują na to, że Salon24 zaczyna być ważnym ośrodkiem publicystycznym. Widać to skądinąd po liczbie odwiedzin, która najwyraźniej wzrasta lawinowo.
Myślę, ze jesteśmy świadkami powstawania nowej formy ekspresji, która nie jest jednak najdoskonalszą, gdyż choć pozwala każdemu na przedstawienie swoich opinii to nie daje szans na prawdziwą dyskusję.
Jestem „wychowankiem” (od 1996) mailingowych list dyskusyjnych, które były nadzwyczajnym zjawiskiem w Internecie, ale które z jakichś, niezrozumiałych dla mnie przyczyn nagle umarły. Nadzwyczajnym, gdyż jest to jedyna chyba w ogóle w historii ludzkości forma dyskusji, w której WSZYSCY mogą dyskutować z wszystkimi mając dostęp do wypowiedzi każdego. Niestety dzisiejsze mailingowe listy dyskusyjne są tylko bladym cieniem tego, czym były kiedyś. Nikomu już się nie chce dyskutować.
Uważam, że MNP red Janke dobrze zrobił dbając o jakość Salonu. Ważna jest jakoś wpisów, a jakość wpisów zaproszonych, znanych publicystów ważna jest szczególnie. Powinni być jak żona cezara – poza wszelkimi podejrzeniami. Wbrew temu, co niektórzy piszą, kretyńskie komentarze pod różnymi wpisami nie mają tak wielkiego znaczenia. Myślę, że jednak większość czytających Salon 24 interesuje się wpisami głównymi przerzucając jedynie komentarze i nie sugerując się nimi zbytnio. Mam w swoim otoczeniu osoby, które czytują Salon ot tak, jak czytuje się gazetę i wszystkie mówią to samo – kretyńskie komentarze nie przeszkadzają im w cieszeniu się ciekawymi tekstami (tu zazwyczaj z uśmiechem mi się kłaniają, ale o tym nie będę wspominał, bo mogłoby to wskazywać na jakiś brak skromności).
Myślę, że to, czego brakuje, to liczniki wejść – każdy chyba chciałby wiedzieć ile osób przeczytało jego tekst, a ponadto brak jakiegoś rankingu najpopularniejszych blogowiczów (tych czerwonych i tych niebieskich).
A co do kanarów, to nadal twierdzę, że nie istnieją.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)