92 obserwujących
556 notek
843k odsłony
  174   4

Ze "Świtem" wstaje życie

Zakończenie lata 2021 zostało przeze mnie uczczone dwiema imprezami plenerowymi: rejsem bocznokołowcem  na trasie Jora Wielka – Węgorzewo – Jora Wielka oraz pobytem w Borach Tucholskich w pensjonacie Świt. Poniżej relacja z Borów. Relacja z rejsu niebawem.

Plan był bogaty – we wspaniałych okolicznościach przyrody Borów Tucholskich w programie były grzyby, rowery i spływ Brdą. Ponieważ uczestnicy eskapady to ludzie pracy więc impreza wystartowała w czwartek by skończyć się niedzielnym popołudniem. Jak można się domyślać plan był napięty do granic możliwości.

W drodze do celu zaatakowała nas ulewa jakiej dawno nie widziałem - wycieraczki się nie wyrabiały. Na szczęście, kiedy wjeżdżaliśmy do Golubia-Dobrzynia przestało lać i tylko trochę padało. Po pewnych perypetiach drogowych – tułanie się samochodem po bezdrożach leśnych – jako ostatni z 11 członków wyprawy pojawiliśmy się z kolegą w pensjonacie/leśniczówce.
Towarzystwo przywitało nas (mnie i Krzycha) tradycyjnie - rybką i wódką. Jak się okazało mentalnie wszyscy mieli czwórkę z przodu (a może i mniej). O wieku metrykalnym nie ma co wspominać, bo to nie istotne.
 image

Godzina 6 rano piątek – wszyscy kimają a organizator wyprawy (dusza człowiek) zaprasza mnie na grzyby. Oczywiście idę bo i tak z powodu kaca długo nie mogłem spać. Po ok. 2 godzinach spaceru po lesie mam w koszyku 1. (słownie: jednego)  dorodnego czerwonego kozaka. Gieniutek ma 1. borowika i trochę podgrzybków. Słowem grzybów niet. Z tym kimaniem nie było tak prosto. Około 3 w nocy Krzychu przeszedł po mnie. Okazało się, że w bliskiej okolicy jelenie miały rykowisko a on i Gienio jako myśliwi są wrażliwi na takie odgłosy więc poszli w las .

Jest w miar ciepło ale deszcz wisi w powietrzu więc po śniadaniu (jajecznica na koźlaku i borowiku) decydujemy się na zwiedzenie okolic czyli akweduktu i Tucholi. Akwedukt kojarzy się z Rzymem a nie z Fojutowem, nieprawdaż? To część Wielkiego Kanału Brdy (WKB) którego budowa rozpoczęła się w 1842 roku. Miał służyć nawadnianiu łąk i spławianiu drewna z wyrębu. Kanał ma ok 20 km długości i spadek 7cm na 100m. W 1848 wykonano 75m akwedukt czyli skrzyżowanie WKB ze strugą Czerską, która płynie 10m poniżej.

image
Na obrazku piko i struga Czerska. Górą płynie Wielki Kanał Brdy.

image
 
image
Wlot strugi.

Tuż obok znajduje się wieża widokowa. Normalnie trzeba zapłacić za wejście ale z uwagi na koniec lata i inne okoliczności stała otworem.

image

image
Część naszej ekipy na wieży widokowej. Jak widać widać tylko nas i las.


Kolejnym celem wycieczki była Tuchola. Pomijam poszukiwanie stanowisk sasanek przez naszego biologa Kasię. Miasteczko a zwłaszcza jego rynek sprawiło miłe wrażenie. Nie było wybetonowane jak większość takich miejsc w innych miasteczkach, dużo zieleni i czysto.

image
Widać po liściach że zbliża się jesień.

Na rynku cała ekipa zaanektowała kawiarenkę „Łuczniczka”. Była konsumpcja gorącej czekolady, szarlotek, serników z malinami i bitą śmietaną. Na wynos oprócz czekoladek z alkoholem zakupione zostały prawdziwe jabłka typu malinówka (nie takie gnioty jak w większości sklepów).
Po południu czas na jakąś aktywność. Pogoda niepewna więc część została a część wsiadła na rowery. Trasa piękna lecz końcówka w ulewnym deszczu i po ciemku. Kuracja whisky, bolsem, stockiem zapobiegła wszelkim chorobom i niedomaganiom.

 image

Uwaga - Piła to trzy chałupy na krzyż a nie miasto Piła w województwie wielkopolskim.

Sobota. Pogoda niekajakowa więc rower ale na poważnie. Wczoraj to była rozgrzewka – niecałe 8 km, dziś w planach Zalew Koronowski.

image

Niestety komórka nie wytrzymała 65. km trasy i padła zanim zapisałem ślad.


Po drodze była dwukrotna przeprawa promem przez Brdę
  image
Jedna z uczestniczek poratowała mnie bandanką bez której chyba by mi głowa zamarzła.

image
Część zgranego kolektywu na tle ostatnich żeglarzy.

oraz obiad w niecodziennej atmosferze.

W połowie trasy mijaliśmy jakiś sklepik z dodatkowym napisem BAR. Ok, czas coś zjeść. Przed sklepikobarem był podjazd ze spróchniałych belek, droga, las a za lasem Zalew Koronowski. Na spróchniałych belkach stał jeden spróchniały stół a przy nim dwie spróchniałe ławy.

image

Po prawej stronie widać fragment wspomnianych ław i stołu. Na pierwszym planie wypasiony elektryk Dobka. W tle Monia i reklama pobliskiej ekskluzywnej mariny.

We wnętrzu było dosyć ubogo ale w karcie wątróbka, zrazy, jakieś kotlety. Za całe 250 zł zamówiliśmy dania dla 11 osób. Pani zaprosiła nas na tyły gdzie miały być normalne stoliki, plac zabaw dla dzieci i namiot na wypadek deszczu. Weszliśmy i faktycznie wszystko to było a nawet więcej. Spod dwóch żeliwnych pokryw wypływało szambo i leniwą strugą docierało do namiotu gdzie mieliśmy oddać się konsumpcji.
Posiłek opłacony, ludzie głodni więc szybka akcja z wynoszeniem stolików i krzeseł ze skażonego terenu przed sklepikobar. Podano do stołu, każdy patrzy na talerz i oczami wyobraźni widzi kuchnię, zlew, ziemniaki, … . A jeść się chce. Ale my nie z tych, których szambo może pokonać. Szybka decyzja – zakup litra wódki i jak widać wycieczka wyszła bez szwanku i powróciła po 8 godzinach do leśniczówki.

Droga powrotna – bluszcze w jesiennych kolorach na sosnach i mostek na Brdzie w Pile.

image

image
 




Lubię to! Skomentuj11 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale