10 obserwujących
31 notek
47k odsłon
  845   0

Argumentum ad Psychopatum. Anatomia kłamliwej dyskredytacji Donalda Trumpa. Część III

PB
PB

„Rozpoznawanie jakichkolwiek zaburzeń osobowości u osób publicznych jest nieetyczne, jeżeli badanie nie zostanie przeprowadzone zgodnie z obowiązującymi w psychiatrii standardami, przez osoby posiadające odpowiednie uprawnienia do przeprowadzania takich badań” - Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne

Czy ktoś, nomen omen, o zdrowych zmysłach mógłby zacząć podejrzewać o chorobę psychiczną doświadczoną życiem osobę, która od dziesięcioleci funkcjonowała w przestrzeni publicznej, mającą dobre i bliskie relacje rodzinne, która zbudowała z sukcesem wielką firmę i zdobyła zaufanie 75 milionów Amerykanów? Trudno to sobie wyobrazić zachowując zdroworozsądkowe myślenie i elementarną uczciwość zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że choroba psychiczna wiąże się z głębokim cierpieniem chorego często alienującym go od otoczenia. Czy ktoś taki mógłby wypełnić choćby jedną z cech klasycznego przywództwa (m.in. empatia, świadomość organizacyjna, praca zespołowa, zarządzanie konfliktami etc)? Wydaje mi się to pytaniem retorycznym.

Zasada Goldwatera

Dotychczas w ponad 200 letniej tradycji wyborów prezydenckich w USA honorowano niepisaną zasadę, iż odwoływanie się w walce politycznej do argumentum ad psychopatum jest niehonorowe. Te pacta były sunt servanta z jednym wyjątkiem, który jednakowoż przyczynił się do umocnienia dobrej tradycji na kolejne lata. Chodzi o sprawę senatora Goldwatera, ubiegającego się o prezydenturę z ramienia Republikanów w 1964 roku. Przed wyborami, magazyn „Fact” opublikował wyniki ankiety przeprowadzonej wśród 1189 amerykańskich psychiatrów. Mieli się wypowiedzieć, czy Barry Goldwater, kwalifikuje się, ze względu na swoją osobowość na stanowisko prezydenta USA. Oczywiście w opinii większości psychiatrów – nie kwalifikował się. W uzasadnieniu wskazywano takie nieprawidłowości jak paranoidalne zaburzenia osobowości, tzw. manię wielkości, poczucie własnej wyjątkowości etc.

Inicjatywa, z całą pewnością inspirowana przez sztab konkurentów z Partii „Demokratycznej”, oburzyła jednak większość klasy politycznej oraz zwykłych Amerykanów. Zadziałało tutaj przywiązanie do tradycji, dobrych obyczajów i common sense, który podpowiadał, wedle swoiście rozumianego „domniemania zdrowotności”, iż po pierwsze, osoba dojrzała, najczęściej po 50-tce, z określonym dorobkiem i obecnością w polityce lub życiu publicznym a co więcej posiadająca poparcie milionów ludzi w wyniku prawyborów, nie może być chora w sensie ścisłym. Po drugie, i tu też swoją rolę odgrywał zdrowy rozsądek, wszyscy mniej lub bardziej świadomie, zdawali sobie sprawę, iż gdyby skrajnie wyostrzyć pewne psychologiczne kryteria, każdy przywódca (fighter so to say), polityczny mógłby zostać zakwalifikowany jako „psychopata”. Skuteczne przywództwo bowiem to m.in. duża oporność psychiczna, nie unikanie trudnych decyzji (które mogą czasami wydawać się jako mało empatyczne), konflikty z własnym zapleczem i nieustanna konfrontacja z konkurencją. Nie ma po prostu takiej możliwości, aby taka osoba mieściła się w psychologicznej normie, oznaczałoby to bowiem, iż nie poradziłaby sobie z pewnymi zadaniami „księcia”. Zjawisko jest znane badaczom, tak np. ujmował je prof. Bernstein „Odrobina obsesji i kompulsywności wiedzie do wspaniałego i cnotliwego życia. Ich nadmiar prowadzi jednak do autodestrukcji i pozbawiania energii innych. ...Gdyby ich (silnych przywódców z odrobiną „obsesji”- PB) nie było i nie wykonywaliby nieprzyjemnych i pracochłonnych zadań, narody by upadały zaś interesy zostałyby wstrzymane.”

Wreszcie, ostatnim z czynników, który współcześnie powodował wielką ostrożność w używaniu tego typu pseudoargumentacji w walce politycznej, była pamięć o totalitarnych metodach komunizmu, który rzecz jasna skrzętnie z niej korzystał. Już na początku XX wieku jego współtwórca Lejba Bromstein (aka  Lew Trocki)  mawiał, iż „na doświadczeniu całej ludzkości opieramy się my, my stanowimy przyszłość – a tam w górze zasiadają nie tylko przestępcy, ale i maniacy”. A jak traktowano tych „maniaków”, którzy mieli więcej szczęścia (uniknęli bowiem „kuli w potylicę” m.in. w katyńskim lesie) pisał m.in. rosyjski dysydent i lekarz ALEKSANDER PODRABINEK: „W Związku Sowieckim objawiało się to przede wszystkim tym, że z każdego normalnego człowieka system mógł zrobić wariata. Było to ulubione narzędzie aparatu represji. Każdy, kto zgłaszał jakieś wątpliwości co do „sowieckiego raju”, mógł zostać zdiagnozowany przez psychiatrów posłusznych władzy jako chory psychicznie”.

Prowokacja i alienacja.

„Kiedy ludzie traktują mnie niesprawiedliwie, źle albo chcą mnie wykorzystać, zawsze kontratakuję. Walczę bardzo ostro...Jeżeli walczysz w imię czegoś w co wierzysz i ceną jest zrażenie do siebie ludzi po drodze to i tak wszystko ostatecznie się układa” - Donald Trump,  Art of the deal

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale