11 obserwujących
32 notki
48k odsłon
  851   0

Argumentum ad Psychopatum. Anatomia kłamliwej dyskredytacji Donalda Trumpa. Część III

PB
PB

Bez wątpienia te cechy, o których powyżej wspomniał Donald Trump, są potrzebne również w polityce, zwłaszcza w trudnych czasach, ale też mogą zostać ukazane w krzywym zwierciadle. Tendencyjna i złośliwa koncentracja na mankamentach, które posiada każdy człowiek, przy odpowiednich warunkach i skali dezinformacji może doprowadzić do wykreowania jego całkowicie zafałszowanego wizerunku. Istotą deformacji wizerunku Donalda Trumpa było przedstawienie takich koniecznych dla przywódcy cech jak energiczność, dynamizm, dobrze rozumiana „sangwiniczność”, zdecydowanie etc, jako „szaleństwo”.

Tak jak wspominałem w części pierwszej niezawodną metodą, zwłaszcza wobec polityków sprofilowanych osobowościowo jako „fighterów”, jest nieustanne prowokowanie ich poprzez niesprawiedliwe (pasywno) agresywne ataki, które rzecz jasna muszą spotkać się z reakcją zaatakowanego. Ale w przypadku Donalda Trumpa, stosowano również szereg innych technik dezintegracyjnych znanych z szemranych podręczników, z alienacją i pośrednim zastraszaniem na czele. Zabieg alienacyjny wobec lidera grupy polega na wywołaniu u niego subiektywnego poczucia osamotnienia, przekonania go, iż jego poglądy są całkowicie odosobnione, że w gruncie rzeczy utracił kwalifikacje do integrowania i przewodzenia swojej grupie. W ujęciu makro sprowadzało się to do podejmowania działań dywersyjnych w Partii Republikańskiej (m.in. inicjatywa "Republikanie przeciwko Trumpowi"), na ideowej niwie republikańsko/konserwatywnej Lincoln Project, próbując przekonać opinię publiczną, iż Trump jest „odosobnionym” wypaczeniem idei republikańskich. Na poziomie mikro, przede wszystkim w administracji prezydenckiej, podejmowano działania prowokujące do konfliktów i jednocześnie zachęcano zarówno odchodzących nielojalnych urzędników (m.in. Johna Boltona) jak i „ukrytych”, aby w swych nad wyraz pilnie wydawanych memuarach nieustannie eksponowali aspekt niestabilności emocjonalno-metalnej prezydenta. Dodatkowo, elementem presji i osaczania psychologicznego, również w jego własnej administracji, był „czarny marketing szeptany” objawiający się m.in. kolportowaniem takich opowieści, jak ta opisana w arcymanipulacyjnym dziełku M.Wolfa „Ogień i furia”: „Synowie Trumpa Don Jr. I Eric o których ludzie z otoczenia Trumpa mówili pod ich nieobecność Uday i Qusay, przydając im imiona Saddama Husajna...”.

Napisawszy to, mam jednocześnie świadomość, iż Donald Trump nie był aniołem i posiadał pewne osobowościowe i biograficzne „punkty zaczepienia” dla manipulatorów. Rzecz jasna wolałbym, aby ich nie było. Ale uczciwie rzecz ujmując, każdy z nas jest w pewnym zakresie uformowany genius loci i zeigheist'em. Donald Trump zaś został uformowany pośrednio przez liberalny klimat creazy sixties 68 Nowego Jorku. Odniesienie ogromnego sukcesu materialnego zapewne mogło wyostrzyć pewne inklinacje formacyjne etc. Ale to wszystko AD. 2016-2020 nie oznaczało jeszcze, iż w związku z tym można było go nazwac „wariatem”. Mogliśmy się o tym przekonać nie tylko patrząc na jego pełną sukcesów i trafnych decyzji politykę gospodarczą i zagraniczną (która btw była bardzo korzystna dla Amerykanów), ale również przyglądając się jego zachowaniu podczas szeregu wizyt dyplomatycznych m.in. w Warszawie. Nieprowokowany, nieatakowany perfidnie zachowywał pełen spokój, profesjonalizm i godność osobistą.

„Jako Żyd wychowywałem się na mantrze: Nigdy więcej” - John Gartner

Ale zarówno wieloletnia tradycja, jasne i merytoryczne stanowisko Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, oczywistość pewnych faktów i obserwacji, nie powstrzymały „środowisk wybranych” do „wyrzucenia ich do kosza”. Jeszcze trakcie wyborów w 2016 roku, niejaki John Gartner, psychiatra i autor dość laurkowej biografii „Psychologia Billa Clintona”, rozpoczął kampanię oszczerstw w mediach zarzucając Donaldowi Trumpowi posiadanie zespołu cech psychopatycznych i tym samym chorobę psychiczną. Jego działania przybrały skoordynowany i zorganizowany charakter już po wyborach w 2016 roku, kiedy założył fundacje pod nazwą Duty to Warn (Obowiązek ostrzeżenia) i rozpoczął zbieranie podpisów wśród amerykańskich lekarzy dla poparcia inicjatywy impeachmentu prezydenta Trumpa w Kongresie.

Istotą argumentacji Gartnera przekreślającą dotychczasowe standardy i obyczaje była, można by rzec potocznie, „stara śpiewka”. Jak wyjaśniał w jednym z wywiadów: „Żyjemy w społeczeństwie przedfaszystowskim...Jeśli uważasz, że milczenie w obliczu rosnącego faszyzmu jest nieetyczne, to jedyny sposób, aby trzymać się etyki American Psychatric Association [która stanowi, że psychiatrzy nie powinni diagnozować osób publicznych, których nie przebadali] to zachowywać się nieetycznie. . . Niemieckie Towarzystwo Psychiatryczne nic nie powiedziało w czasie rządów Hitlera. Czy powinno być dla nas wzorem do naśladowania? Jako Żyd wychowywałem się na mantrze „Nigdy więcej”, co oznacza, że milczenie w obliczu rosnącego faszyzmu jest strasznym grzechem. . . W celu uniknięcia „zawstydzania zawodu”, APA splamiła go wiecznym wstydem ”.

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale