Co i raz słyszę, że Polacy są podzieleni. I że to straszne. I że to oczywiście wina Kaczyńskiego.
A ja mówię "I dobrze". Podzielmy się. Bo ja nie chcę udawanej wspólnoty z:
Bronisławem Bulem Komorowskim "jaka wizyta taki zamach",
z Andrzejem Wajdą, który rozpoczął protest przeciwko pochówkowi Lecha Kaczyńskiego na Wawelu,
z Dominikiem Tarasem,
ze Stefanem Niesiołowskim,
z Donaldem Tuskiem, który nie ma wrażenia deficytu upamiętniania Prezydenta.
I z cała tą resztą.
Wspólnotę czułem wczoraj, na Krakowskim Przedmieściu. Tłumy. Ciekawe ilu ludzi, bo przecież nie 7 tys. raczej 70 tys! I to mimo, że ten dzień nie miał wyraźnej kulminacji i te tłumy rozłożyły sie na wiele godzin. Niektórzy przyszli rano, na 8.41, inni na 17 na wystąpienie Kaczyńskiego, część na koncert, wielu prawdopodobnie dopiero na marsz pamięci. I co najmniej dwukrotnie (o 17 i 21) było nas tam kilkadziesiąt tysięcy. Normalnych ludzi, starszych, młodszych. Z poczuciem wspólnty i z wzajemną sympatią.
Swoją drogą, tym swoim kunktatorstwem, tą próbą pomniejszenia tej rocznicy na siłę (co za pech, że wypadła w niedzielę) PO spowodowało, że nie mieli gdzie się podziać. Było jak za PRL, sztywne oficjalne uroczystości bez ludzi (widzieli Państwo jak pusto było na Powązkach?) i tłumy na Krakowskim. A szary wyborca PO został w ten dzień w domu, bo niby gdzie miał pójść.


Komentarze
Pokaż komentarze (19)