Minister Piotr Kownacki nie strzelił sobie w stopę współwiniąc dziennikarzy za słabe notowania prezydenta. O nie – on wystrzelił o wiele bardziej celnie. Palnął sobie w głowę. Rana ta boli i krwawi tym bardziej, że mimo straceńczego gestu miał... sporo racji.
W polityce nie wystarczy mieć prawdę po swojej stronie, mocne argumenty czy dziejową sprawiedliwość. W polityce liczy się skuteczność działania i przekonywania do swojej wizji świata. Wywiad jakiego zaś "Dziennikowi" udzielił minister Kownacki świadczy o elementarnym braku instynktu samozachowawczego i politycznego jednocześnie.
Zrazu przecież było wiadomo, że wszyscy z tej skądinąd ciekawej rozmowy wyłowią tylko to jedno kontrowersyjne zdanie. Kownacki uderzył w środowisko, które chętnie bowiem smaga biczem wszystkich, ale krytyce samo poddaje się wyjątkowo niechętnie. Nikt, kto jeszcze nie stracił całkiem łączności z rzeczywistością i zachował choć odrobinę przyzwoitości, nie może powiedzieć, że prezydent Kaczyński jest oceniany tą samą miarą co medialni ulubieńcy ze stempelkami PO. Przykłady można by mnożyć w nieskończoność. Sam przyznaję się do popełnienia w różnych tytułach artykułów, które z perspektywy czasu – oględnie mówiąc – mają wartość zapisków tworzonych w ogólnonarodowej gorączce antykaczyzmu. Podwójne standardy w traktowaniu ludzi związanych z PO i PiS są faktem, i nie zmienią tego żale dziennikarzy sformatowanych identycznie jak oburzona wypowiedzią Kownackiego redaktor Monika Olejnik. Ci zawsze usta będą mieli pełne frazesów o dziennikarskim obiektywizmie, choć byt ten jest figurą, która w przyrodzie nie występuje.
Działając w polityce trzeba jednak mieć tego świadomość i nie wpychać na siłę oręża w łapy swoich przeciwników. Z tą wiedzą nie radzą sobie jednak współpracownicy prezydenta popełniający polityczne seppuku jedno za drugim. A żeby nie wyszło, że biję się tylko w piersi dziennikarskiego środowiska – to niech o poruszaniu się pracowników Kancelarii Prezydenta w medialnym świecie z gracją słonia świadczy następujące zdarzenie – wśród licznej redakcyjnej korespondencji znalazłem nie tak dawno list od Prezydenta z życzeniami dla redaktora naczelnego Faktów TVN Kamila Durczoka – zaadresowany jednak do redakcji Faktu. Niby w nazwie to różnica tylko jednej literki, jednak błąd ten jest wymowny aż nadto.
44
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (1)