Przyznaję: byłem jawnym i świadomym współpracownikiem "sił postępowych". Chadzałem na parady równości, stałem na barykadach likwidowanego, niezwykle popularnego w swoim czasie klubu "Le Madamme", tropiłem homofobię. Dziś już więcej moja noga na homo-paradzie nie postanie. Pytacie dlaczego?
Kilka lat temu byłem przekonany o tym, że osoby o skłonnościach homoseksualnych naprawdę mogą być w naszym kraju, mówiąc delikatnie, nierozumiane. Stąd wzięło się moje zaangażowanie w tą sprawę. Uważałem, że o homoseksualiźmie trzeba mówić i uświadamiać ludzi. Moje drogi z tym środowiskiem rozeszły się, gdy okazało się, że zagrożenie jest li tylko wspomnieniem przeszłości, homosekualiści dawno mają już dostęp do mediów (nawet nadreprezentatywny w stosunku do mniejszości jaką stanowią) - a mimo tego środowiska te zaczęły mnożyć żądania, domagać się dodatkowych praw i zamiast edukować społeczeństwo o homoseksualizmie - afirmować go. Spontaniczny ruch, który był popierany przez ludzi, którym na sercu leży poszanowanie praw człowieka - zamienił się w niezwykle agresywną polityczną siłę.
Gdy my, heterycy (jak nas teraz pogardliwie nazywają geje, zlepek słów hetero-i heretyk) szliśmy w pierwszych paradach równości - nieśliśmy na sztandarach hasła wolności. Bo uważaliśmy, że każdy człowiek ma prawo robić co mu się żywnie podoba, pod waruniem oczywiście, że w ten sposób nie ogranicza wolności drugiego człowieka. Wy jednak oszukaliście nas. Kilka lat temu nie wspominaliście nic o swoich politycznych planach.
O żądaniach legalizacji związków homoseksualnych, zakusach na wszystkie przywileje jakie mają normalne małżeństwa i nie mieszczących się w głowie planach adopcji dzieci. Nie było wtedy mowy o afirmacji gejostwa. Dziś mam wrażenie, że bycie homo próbujecie przedstawiać jako jakiś lepszy stan samoświadomości. Daliście tego dowód wygrywając w sądzie sprawę przeciwko kobiecie, która dwóch z Was nazwała, przyznaję niezbyt elegancko, "pedałami". Tyle, że tymi "pedałami" sami między sobą obdarzacie się szczodrze, a sam pamiętam wypowiedzi Waszych aktywistów, którzy z uśmiechem na ustach mówili o sobie per "pedał".
Mówicie, że to "język nienawiści" i szafujecie określeniem "homofobia", które już praktycznie zamyka jakąkolwiek merytoryczną dyskusję. Nic Wam już od dawna nie grozi. Istniejecie bardzo mocno w publicznym dyskursie, Wasz głos jest nawet mocniejszy niż wskazywałaby na to Wasza niezbyt duża liczebność w społeczeństwie, macie swoje kluby, wystawy, a nawet (sic!) literaturę. Ubraliście się w ładne tęczowe barwy, i wtłoczyliście ludziom do głow, że jesteście gejami, a to przecież tak ładnie i radośnie brzmi. A, że od czasu do czasu zdarzy się, że ktoś Was nazwie pogardliwie "pedałami'? Na ludzką głupotę nic się nie poradzi. Zejdźcie z barykad, bo wojna już skończona. No chyba, że to Wy chcecie rozpętać kolejną?


Komentarze
Pokaż komentarze (2)