CYPRIAN KAMIL NORWID
SIŁA ICH
Fraszka
Ogromne wojska, bitne generały,
Policje - tajne, widne i dwu-płciowe -
Przeciwko komuż tak się pojednały?
- Przeciwko kilku myślom... co nienowe!
Hasło Kobylański - to w zasadzie zasygnalizowanie problemu - poniżej linki i cytaty, ale jakoś nie mogę się dokopać do antysemickich wypowiedzi mojego ziomala JK. Mój śp. Ojciec urodził się w tym samym mniej więcej miejscu i czasie co Kobylański [i śp. Anka Walentynowicz]. Ja już z Dolnym Śląska. :) Prawie Lwowiak.
Będę wdzięczny za merytoryczne komentarze, a szczególnie wskazujące antysemickie wypowiedzi, bo mam nadzieję, że to nie tajemnica dyplomatyczna, ani państwowa jakaś.
Zaczepiłem prowokacyjnie też w tej sprawie niejakiego Łukasz Warzechę - Redaktora - niegrzecznym w formie komentarzem tu na s24 i na Twitterze [dotąd bez odzewu i pewnie tak zostanie].
@lkwarzecha A co Pan ma do mojego ziomala? lukaszwarzecha.salon24.pl/463222,marsz-n…
@Łukasz Warzecha
ŁUKASZ WARZECHA: Marsz Niepodległości 2012
rosemann Sens maszerowania z Kobylańskim
„Do Jana Kobylańskiego nie mam nic. Nie miałem w zasadzie okazji zagłębiać się ani w jego CV ani obecną...” 12.11.2012 19:09
…
„Jan Kobylański długo musiał znosić obrażające go pomówienia, ponieważ przez kilka lat sprawa była badana przez IPN. Dopiero, gdy historycy ostatecznie oficjalnie zdementowali doniesienia mediów z "GW" na czele, szef USOPAŁ mógł przystąpić do kroków prawnych.
Wytoczył wówczas proces tym, którzy najgłośniej brali udział w kampanii pomówień przeciw niemu. Szef USOPAŁ złożył wówczas prywatny akt oskarżenia o zniesławiania wobec m.in. szefa "GW" Adama Michnika, prezesa spółki PressPublica Grzegorza Gaudena, wiceszefa MSZ w rządzie PO Ryszarda Schnepfa, szefa "Polityki" Jerzego Baczyńskiego, dziennikarza "GW" Mikołaja Lizuta, dziennikarkę TVP Dorotę Wysocką-Schenpf, publicysty "Polityki" Daniela Passenta, dziennikarki "GW" Agnieszki Kublik. W oddzielnym procesie pozwany został polityk PO i szef MSZ Radosław Sikorski. Oczywiście polski „wymiar sprawiedliwości” nie uznał racji szefa USOPAŁ. Swoje dołożyli także oskarżeni „dziennikarze”, którzy tak długo nie stawiali się na rozprawy, aż sprawa częściowo się przedawniła.” … ADAM HUSIATYNSKI 62760 | 12.11.2012 22:07|| link
Jan Kobylański - szacunek!
Jak kogoś Urban, Kiszczak, Tusk i Lis nie znoszą to człowiek musi być bardzo prawy!
KAJOTEME 085 | 13.11.2012 02:02| link
@Kajoteme
Jan Kobylański - szacunek!
Jak kogoś Urban, Kiszczak, Tusk i Lis nie znoszą to człowiek musi być bardzo prawy!
Nie wszystkim jest dane to dostrzegać, ale oczywiście - zgadzam się. Gdyby nic nie było na rzeczy to by tak nie szczekali. Takie zwyczaje mają psy i PO to są, to takie zasady i zwyczaje WSI i Większych MIAST.
PIOTR STRÓŻ 3214808 | 13.11.2012 09:29 link
"Radosław Sikorski nie musi przepraszać Jana Kobylańskiego za nazwanie go "antysemitą i typem spod ciemnej gwiazdy". Według sądu, proces bezspornie wykazał antysemickie poglądy polonijnego biznesmena z Urugwaju, wobec czego sformułowania użyte przez szefa MSZ mogą być określane jako łagodne."
Antysemityzm Kobylańskiego jak żona Columbo? | Fronda.pl
www.fronda.pl/.../antysemityzm-kobylanskiego-jak-zona...
–Jakieś konkretne antysemickie cytaty czy działania Kobylańskiego? ... Zdaje się, że chodzi o takie wypowiedzi J. Kobylańskiego jak: "w Polsce ...
"Czy ktoś z czytających tego posta zna jakieś konkretne wypowiedzi/dzialania JK dowodzące jego antysemityzmu? Będę wdzięczny o podanie bo na razie odnoszę smutne wrażenie, jak łatwo rzucić w drugiego człowieka łajnem bez odwołania się do faktów. I podzielić prawicę przez zarzuty głównie lewicowych mediów."
"Quincunx1 napisał(a):Lis 7, 2012, 9:36 po południu
Proces zakończył się... umorzeniem ze względu na przedawnienie. Poniżej cytat z GazWybu:
"Sąd podkreślił, że zgromadzony dotychczas materiał dowodowy nie pozwala na ich uniewinnienie, a wobec przedawnienia nie można już przeprowadzać czynności, o które wnosiła obrona.""
Odezwa w związku z nadchodzącymi wyborami do Sejmu i Senatu RP
...Po roku 1989 r. sytuacja w kraju się zmieniła. Przyszła nowa tragedia dla Narodu Polskiego: Okrągły Stół, Magdalenka i smutna historia, której skutki trwają do dnia dzisiejszego. W ciągu dwudziestu lat żydowsko-komunistyczna nomenklatura z PRL-u wyprzedała majątek narodowy, polski przemysł, fabryki. Ci ludzie nadal są w rządzie, w polityce, w bankowości i decydują o losach państwa polskiego, choć Polakami nie są ani się nimi nie czują. Polskie nazwiska jeszcze o niczym nie świadczą, można je było w PRL-u zmieniać."...
Linki:
http://adamhusiatynski.salon24.pl/462355,jan-kobylanski-kontrowersyjny-gwno
www.fronda.pl/blogi/drogi-i-bezdroza/antysemityzm-kobylanskiego-jak-zona-columbo,30930.html
Kobylański przegrał z Sikorskim
Gazeta Wyborcza (DGW RP) BOGDAN WRÓBLEWSKI 28-03-2012
PiS słucha o Polakach, "parobkach żydowskich"
Gazeta Wyborcza WOJCIECH SZACKI 23-03-2011
Pięciu parlamentarzystów PiS wzięło udział w zjeździe południowoamerykańskiej Polonii, na którym padały antysemickie teksty. Władze partii nie reagują.
Proces za typa spod ciemnej gwiazdy
Gazeta Wyborcza WRÓB 22-12-2010
- Nie ma wątpliwości, że ojciec Jana Kobylańskiego i on sam uczestniczyli w tym procederze - mówił wczoraj przed sądem Ryszard Schnepf, dyplomata i historyk, o zarzucie szmalcownictwa stawianym polonijnemu biznesmenowi.
[PS -wg Wiki:
Ryszard Schnepf (ur. 22 września 1951 w Warszawie)
| Ambasador RP w Stanach Zjednoczonych | |
| Okres urzędowania | od 22 września 2012 |
Żonaty z Dorotą Wysocką-Schnepf (dziennikarką i prezenterką Wiadomości w TVP), ww.]

Fot. Sławomir Kamiński / AG
Radosław Sikorski i Ryszard Schnepf
ze strony wyborcza.pl/55,75478,10924493,,,,11391029.html
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/51,114873,10924483.html
"W apelacji skierowanej do Sądu Apelacyjnego w Warszawie adwokat Zbigniew Cichoń, zarzucając Sądowi Okręgowemu błędy, wniósł o nakazanie Radosławowi Sikorskiemu opublikowania przeproszenia Jana Kobylańskiego na pierwszych stronach „Rzeczypospolitej”, „Naszego Dziennika” i „Gazety Wyborczej” oraz zasądzenie od niego 20 tys. zł na rzecz Ruchu Obrony Życia im. ks. Jerzego Popiełuszki.
Mroczne strony milionera
Sponsor Radia Maryja i telewizji Trwam, południowoamerykański milioner Jan
Kobylański, w okupowanej Warszawie wydawał w ręce gestapo ukrywających się
Żydów - wynika z akt śledztwa prowadzonego po wojnie.
Jan Kobylański podczas spotkania delegacji Unii Stowarzyszeń i Organizacji
Polskich Ameryki Łacińskiej z kardynałem Józefem Glempem; Warszawa, luty
1994 r.
(c) PAP / ADAM URBANEK
W ostatnią niedzielę Jan Kobylański zadzwonił do Radia Maryja podczas
audycji na temat powstającego wokół ojca Tadeusza Rydzyka ugrupowania
politycznego. Poparł inicjatywę. W ubiegłym tygodniu na swojej stronie
internetowej Radio Maryja opublikowało list Kobylańskiego w obronie Radia
Maryja. Kobylański napisał, że w wyniku Okrągłego Stołu z 1989 roku "Polski
Naród został niewolnikiem we własnej Ojczyźnie". Milioner postuluje
powołanie narodowego rządu na bazie takich formacji patriotycznych, jak Liga
Polskich Rodzin, Ruch Katolicko-Narodowy, Samoobrona. Zalicza do nich
"wspaniałą organizację medialną, jaką jest nieocenione Radio Maryja i
telewizja Trwam".
Coraz bardziej zacieśniają się kontakty szefa Radia Maryja z
południowoamerykańskim milionerem polskiego pochodzenia. Miesiąc temu
Kobylański gościł ojca Rydzyka w swojej urugwajskiej posiadłości Punta del
Este. Podczas ubiegłorocznego kongresu Polonii z Ameryki Łacińskiej
przedstawiciele Radia Maryja połączyli się ze studiem w Toruniu. Kobylański
pozdrowił ojca dyrektora, w odpowiedzi usłyszał podziękowania "za wszelkie
dobro".
Kobylański jest członkiem komitetu honorowego budowy kompleksu Polonia in
Tertio Millennio, gdzie mają się znaleźć szkoła wyższa, kampus, a także
siedziba telewizji Trwam. Wartość inwestycji powstającej w szybkim tempie
pod Toruniem oceniana jest na ponad 40 milionów złotych. Finansuje ją
właśnie Kobylański.
Kim jest ten szczodry rodak zza oceanu? Jan Kobylański, zwany Don Juanem,
tajemniczy multimilioner i dobroczyńca z Urugwaju, ukrywa swoją przeszłość.
Nie wiadomo, jak zgromadził olbrzymi majątek, nieznane są też jego
wcześniejsze, wojenne losy.
Oferta dla Żydów
Po wojnie zgłosiła się do prokuratury w Warszawie Leokadia Sarnowska.
Zeznała, że w okresie okupacji dwudziestoletni wówczas Janusz (dziś używa
imienia Jan) Kobylański wymusił od niej kosztowności i pieniądze, grożąc, że
wyda ją gestapo. Groźby były realne, bo Sarnowska pomagała Żydom. W kwietniu
1947 roku prokuratura Sądu Cywilnego w Warszawie podjęła dochodzenie i
ścigała Janusza Kobylańskiego z paragrafów o kolaborację z Niemcami.
Dochodzenie trwało do 1954 roku.
Na podstawie akt i zeznań świadków wyłania się ponura historia, której
negatywnym bohaterem jest dzisiejszy milioner z Ameryki Południowej. Nie ma
wątpliwości, że chodzi o niego. W dokumentach sądowych, które odnalazła
"Rzeczpospolita", i w danych udostępnianych przez Kobylańskiego takie same
są: imię ojca (Stanisław) oraz informacja, że był on adwokatem w Równem na
Wołyniu. Zgadza się także imię matki - Klotylda. Sam Kobylański wymienia
jako miejsce urodzenia Równe, co potwierdzone zostało w dokumentach
sądowych.
Sarnowska poznała Janusza Kobylańskiego w 1943 roku. Jego rodzina mieszkała
w Warszawie przy ulicy Wspólnej 24. Tam Stanisław Kobylański prowadził
kancelarię adwokacką. Janusz zajmował się - według zeznań Sarnowskiej
złożonych w prokuraturze - "wyrabianiem papierów legitymacyjnych dla Żydów
za zapłatą, gdyż z ojcem zostali wydaleni z Równego i znajdują się w trudnym
położeniu materialnym". Poprosił ją, aby kierowała do niego ukrywających się
Żydów, którym wyrobi tzw. aryjskie papiery.
Sarnowska mieszkała wówczas w Chełmie Lubelskim i znała ukrywającą się tam
żydowską rodzinę Szenkerów. Udało im się uniknąć osadzenia w getcie. Mieli
wystawione przez urzędników magistratu w Chełmie polskie dowody na nazwisko
Barski. Chcieli jednak zdobyć fałszywe niemieckie dokumenty potwierdzające
aryjską tożsamość.
Depozyt u sędziego
Był 1943 rok i poruszanie się po ulicach miasta wiązało się dla Żydów z
ogromnym niebezpieczeństwem. Szenkerowie, gdy dowiedzieli się od Sarnowskiej
o możliwości zdobycia takich dokumentów, mimo niebezpieczeństw, przyjechali
do Warszawy. Ukryli się w mieszkaniu przy ulicy Boduena. Towarzyszyła im
Sarnowska, która ściągnęła Janusza Kobylańskiego. Ten spisał ich dane, jakie
miały się znaleźć na podrobionych dokumentach. Kobylański informacje od
Szenkerów notował na kartce. Zapowiedział, że dowody osobiste i arbeitskarty
wyrobi w ciągu trzech dni. Szenkerowie obiecali mu zapłatę w złocie.
Aby ograniczyć ryzyko oszustwa, wszyscy pojechali na Żoliborz do
przedwojennego sędziego Sądu Najwyższego Stanisława Juńskiego. Był on
znajomym Sarnowskiej i mógł być gwarantem ryzykownej transakcji. W obecności
Kobylańskiego Szenkerowie przekazali sędziemu monetę dwudziestodolarową w
złocie, dwie monety po dziesięć dolarów w złocie i kilka sztuk złotych
pięciorublówek. Kobylański miał otrzymać pieniądze po dostarczeniu
dokumentów. Potem Szenkerowie wrócili do mieszkania na Boduena, w którym
mieli czekać na fałszywe papiery. Sarnowska zaś wyjechała do Chełma w
przekonaniu, że pomogła zagrożonym znajomym.
Niech pani odda pieniądze
Po dwóch dniach Sarnowska dostała depeszę od Janusza Kobylańskiego. "Proszę
o natychmiastowy przyjazd do Warszawy. Coś się wydarzyło" - alarmował.
Sarnowska koleją dotarła do Warszawy. Kobylański miał dla niej tragiczne
wieści: Szenkerów w mieszkaniu, w którym się ukrywali, aresztowało gestapo.
Zostali rozstrzelani. Jednocześnie zapytał o pieniądze dla niego, bo
dokumenty dla Szenkerów miał gotowe. Sarnowska uznała, że zapłata mu się
należy, bo wywiązał się z umowy. Pojechali razem do sędziego Juńskiego. U
sędziego jednak złotego depozytu Szenkerów już nie było. Juński wyjaśnił, że
nazajutrz po uzgodnieniu u niego warunków zapłaty za fałszywe dokumenty
odebrał telefon od Szenkera, który prosił, aby sędzia wydał kosztowności
granatowemu policjantowi, który się do niego zgłosi. Po kilku godzinach
zapukał do mieszkania sędziego granatowy policjant i wręczył Juńskiemu
kartkę z wykazem złotych monet, jakie zdeponowali Szenkerowie. Sędzia je
wydał.
Kobylański zareagował bardzo gwałtownie. "Zażądał ode mnie zwrotu pieniędzy,
grożąc, że jeżeli nie zwrócę, to odda mnie w ręce Niemców" - zeznała w
powojennym śledztwie Sarnowska. Jego groźby uznała za realne.
"Po wielkich targach Kobylański zgodził się przyjąć połowę zapłaty, jaką
obiecali mu Szenkerowie" - powiedziała prokuratorowi. Kobylański miał wtedy
zadzwonić do swego ojca adwokata z pytaniem, czy może na takie warunki
przystać. Dostał zgodę. Sarnowska miała przy sobie część pieniędzy i
przekazała je Kobylańskiemu. Resztę kwoty po sprzedaży futra wysłała z
Chełma na warszawski adres Janusza Kobylańskiego.
Przebieg wypadków potwierdził w powojennych zeznaniach sędzia Juński. Zeznał
także, że w tydzień od wizyty Sarnowskiej i Kobylańskiego w drzwiach swojego
mieszkania zobaczył... Szenkera, który - jak zapewniał Kobylański - miał być
rozstrzelany przez gestapo.
Szenker mieszkał z rodziną w warszawskim getcie. Przedarł się jednak na
odległy Żoliborz do sędziego, by powiedzieć, co się naprawdę wydarzyło. I
poprosić, aby sędzia wezwał z Chełma Sarnowską. Zamierzał jej wszystko
wyjaśnić.
Po kilku dniach Sarnowska spotkała się z Szenkerem przy bożnicy na
Tłomackiem. Opowiedział jej, jak gestapowcy, którzy aresztowali go wraz z
rodziną w mieszkaniu na Boduena, pokazali im kartkę, na której Janusz
Kobylański zapisywał dane, jakie miały się znaleźć na podrobionych
dokumentach na nazwisko Barscy.
"Gestapowcy byli dla nas względni" - powiedział Sarnowskiej Szenker.
Przytoczyła jego słowa w powojennym śledztwie. Nie rozstrzelali ich, jak
innych ukrywających się Żydów. Przekazali granatowej policji, aby umieściła
ich w getcie. Dlaczego wtedy gestapowcy ich oszczędzili? Szenkerowie mogli
uratować życie, dając łapówkę.
Z zeznań Sarnowskiej: "Szenker przeczuwając, że Janusz Kobylański, który ich
wydał gestapo, pobierze od sędziego Juńskiego pieniądze, nie chcąc do tego
dopuścić, darował je policjantowi, który konwojował ich do getta.
Przedzwonił do sędziego i poprosił o przekazanie kosztowności policjantowi,
który się zgłosi". Kobylański pisał do niej później i domagał się całej
kwoty, na jaką umówił się z Szenkerami.
W maju 1948 roku w Jędrzejowie miejscowy prokurator przesłuchał Stanisława
Kobylańskiego, który prowadził tam kancelarię adwokacką. Potwierdził, że
Janusz to jego syn z pierwszego małżeństwa. Podczas okupacji mieszkał u
niego w Warszawie przy ulicy Wspólnej 24. "Janusza Kobylańskiego aresztowało
gestapo za czyny patriotyczne - zeznał. - Uwięziono go na Pawiaku, przebywał
w Oświęcimiu i Gross-Rosen". Wyjaśniał prokuratorowi, że nie wie, czy Janusz
żyje, co się z nim stało po wojnie. Przekonywał, że nie słyszał nic o
wyłudzeniu pieniędzy od Sarnowskiej.
Prokuratura zamknęła sprawę w 1954 roku z powodu nieodnalezienia Janusza
Kobylańskiego. Na aktach znalazła się adnotacja: "Przechowywać 30 lat",
czyli do 1984 roku. Przetrwały dłużej.
Nieznane są losy żydowskiej rodziny Szenkerów. W warszawskim Żydowskim
Instytucie Historycznym istnieją księgi ocalonych z Holokaustu. Nie ma w
nich nazwiska Szenkerów-Barskich z Chełma. Zapewne, jak większość
mieszkańców warszawskiego getta, zostali przetransportowani do obozu zagłady
w Treblince i tam ponieśli śmierć.
Więzień, którego nie było
Kobylański nie chciał rozmawiać z "Rzeczpospolitą" o swojej działalności w
okupowanej Warszawie.
W Muzeum Pawiaka nie ma akt potwierdzających pobyt Janusza Kobylańskiego, co
twierdził jego ojciec i co on sam dziś mówi. Niemcy wprawdzie zniszczyli
dokumentację, a źródłem wiedzy o tym, co działo się na Pawiaku, są
wspomnienia więźniów. Nigdzie jednak nie pojawia się nazwisko Janusza
Kobylańskiego. W wydanej w 1978 roku książce Reginy Domańskiej "Pawiak -
więzienie gestapo" zamieszczono listę uwięzionych. Nie ma na niej jego
nazwiska.
Nazwisko to pojawia się dopiero w drugim tomie "Księgi pamięci" o
transportach do Auschwitz wydanej w 2000 roku. Według tej publikacji Janusz
Kobylański został wywieziony z Pawiaka transportem 5 października 1943 roku.
Podana jest jego data urodzenia (23 lipca 1923) i numer obozowy (156 228).
Zapis ten jednak powstał na podstawie dostarczonych w latach
dziewięćdziesiątych przez Kobylańskiego dwóch dokumentów Międzynarodowego
Biura Informacyjnego Czerwonego Krzyża w Niemczech.
Franciszek Piper, współautor "Księgi pamięci" i pracownik Muzeum
Oświęcimskiego, twierdzi jednak, że dokumenty się wykluczają. - Z
Kobylańskim mamy zamieszanie. Nadesłane przez niego zaświadczenia o pobycie
w Auschwitz nie są zgodne. Jedno wygląda wręcz na sfałszowane.
Hipotez co do faktycznej roli Janusza Kobylańskiego w obozach
koncentracyjnych - jeżeli tam się znalazł - jest wiele. Bardzo
prawdopodobne, że sędzia Juński, spotykając się w okupowanej Warszawie w
1943 roku z przestępczą działalnością Janusza Kobylańskiego, która i jemu
zagrażała, powiadomił akowskie podziemie. Ścigało one szmalcowników. Czy
Kobylański, wiedząc, że grunt pali mu się pod nogami, nie wybrał "ucieczki
do przodu" i nie dał się wywieźć do obozu koncentracyjnego? Profesor
Władysław Bartoszewski, więzień Auschwitz, wyklucza taką możliwość. - To za
ciężki kacet, by dać się tam dobrowolnie umieścić - mówi profesor.
Polski emigrant w Ameryce Południowej, oficer Drugiego Korpusu Leopold
Białozur, twierdzi, że Kobylański po wyzwoleniu obozu w Dachau, gdy byli
więźniowie chodzili w pasiakach, miał swój samochód z szoferem ("Podwójne
życie don Juana", Mikołaj Lizut, "Gazeta Wyborcza" z 28 czerwca 2004 r.).
Miliony na znaczkach
W biografii Kobylańskiego jest wiele niejasnych, wręcz tajemniczych
momentów. Jego ojciec zeznał, że syn po aresztowaniu przez gestapo przeszedł
przez Pawiak, Auschwitz i Gross-Rosen. On sam jednak w swojej biografii
wymienia inne obozy, a śladów jego pobytu tam jako więźnia nie ma w żadnej
dokumentacji. (Pisała o tym "Rzeczpospolita" w artykule "Więzień numer 156
228" z 24 kwietnia 2001 roku).
Według wersji Kobylańskiego z obozu mieli go uwolnić Amerykanie. Pewne jest
tylko to, że po wojnie nie wrócił do Polski. Działał na giełdzie metali w
Zurychu i w Austrii. Podobno miał fabrykę szczotek we Włoszech i prowadził
tam inne interesy.
W 1952 roku znalazł się w Paragwaju.
Był rządowym konsultantem do spraw przemysłu.
Otrzymał kontrakt na druk paragwajskich znaczków pocztowych i rozprowadzał
je wśród kolekcjonerów całego świata.
Utrzymywał przyjacielskie stosunki z dyktatorem, generałem Alfredo
Stroessnerem.
W 1965 roku paragwajska prasa oskarżała go o nielegalne wzbogacenie się.
W 1967 roku przeniósł się do Urugwaju.
Dorobił się (nie wiadomo jak) olbrzymiej fortuny, jest multimilionerem.
Odznaczenie dla prezesa
Pod koniec lat osiemdziesiątych Kobylański zajął się działalnością
polonijną. Stworzył Unię Stowarzyszeń i Organizacji Polskich w Ameryce
Łacińskiej (USOPAŁ), której do dziś jest prezesem.
- To organizacja fasadowa - mówi Jarosław Gugała, były ambasador RP w
Urugwaju. - Kilkanaście osób raz do roku przyjeżdża do posiadłości
Kobylańskiego nieopodal Punta del Este. Prezes otrzymuje zwykle
dofinansowanie ze Wspólnoty Polskiej lub Senatu. Najgorsze jest, że na tych
zjazdach w obecności parlamentarzystów z kraju Kobylański wygłasza haniebne
uwagi godzące w polską rację stanu. To tolerują goście z Polski, by nie
urazić gospodarza.
W latach dziewięćdziesiątych pierwszy raz od ponad pół wieku Kobylański
odwiedził Polskę. Nawiązał kontakty z krajowymi politykami. Ze szczególnymi
względami podejmował go peeselowski marszałek Senatu Adam Struzik.
W 1995 roku Kobylańskiego odznaczono w Ambasadzie RP w Buenos Aires Krzyżem
Oświęcimskim.
Zaprzyjaźnić się albo postraszyć
Ryszard Schnepf przyjechał do Urugwaju jako ambasador na jesieni 1991 roku.
Po wręczeniu listów uwierzytelniających zgodnie z tradycją składał kwiaty
pod pomnikiem bohatera narodowego w Montevideo. Nie zjawił się tam nikt z
miejscowej Polonii. Okazało się, iż Kobylański zawiadomił wszystkich, że
uroczystość została odwołana. To była próba sił z nowym ambasadorem. Schnepf
zdumiony dowiedział się, że jego poprzednik otrzymywał od Kobylańskiego
gotowe listy osób do odznaczeń, które wysyłał do centrali w Warszawie. Był
uległy wobec prezesa.
W 1991 roku Urugwaj odwiedził szef MSZ Krzysztof Skubiszewski.
Kobylański usłyszał o finansowych kłopotach ministerstwa.
Zaproponował Skubiszewskiemu, że zasili kasę MSZ kilkoma milionami dolarów.
Minister odmówił. - Kobylański zabiegał, aby ponad głowami ambasadorów
decydować o polskich interesach w Ameryce Południowej - uważa Schnepf.
Przez Mieczysława Wachowskiego zwrócił się do odwiedzającego Urugwaj Lecha
Wałęsy, że wesprze 200 tysiącami dolarów jego kampanię wyborczą. W zamian
oczekiwał, że będzie wyznaczał polskich ambasadorów w Ameryce Łacińskiej.
Wałęsa odpowiedział, że jeśli Kobylański tak go ceni, to niech wpłaci
pieniądze na jego kampanię, ale bez warunków. - Rozmawiałem z Lechem Wałęsą
i potwierdził, że Kobylański składał mu taką propozycję - mówi Schnepf.
Ambasador szybko przekonał się, że ma do czynienia z nieobliczalnym
człowiekiem. - Jego żywiołem jest walka, gra polityczna w najgorszym tego
słowa znaczeniu. Watażka, podejrzliwy, manipulujący ludźmi, skłóca każdego z
każdym. Bardzo mściwy - wspomina Schnepf. Gdy dostał nominację na ambasadora
Kostaryki, Kobylański chciał to zablokować. Napisał do kostarykańskich władz
donos odsądzający dyplomatę od czci i wiary. Nic nie wskórał, ale Schnepf
odczuł atmosferę, jaką donos wywołał.
W 1999 roku do Montevideo przyjechał jako ambasador Jarosław Gugała. Przed
wyjazdem dostał polecenie od ówczesnego szefa MSZ Bronisława Geremka, aby
załagodził sprawy z Kobylańskim. Odbył pierwsze spotkanie.
- Na dzień dobry usłyszałem od Kobylańskiego: "Myśmy pana sprawdzili bardzo
dokładnie. Nic na pana nie mamy" - wspomina Gugała. Przez pół roku usiłował
zapanować nad zaognioną sytuacją, ale się nie udało. Kobylański - zdaniem
Gugały - zna tylko dwa poziomy relacji z ambasadorami. Uznaje, że może być
silniejszy, i usiłuje dyplomatą pomiatać albo, doceniając siłę ambasadora,
stara się z nim zaprzyjaźnić. Gdy się to nie uda, zaczyna szkodzić.
- Na moich kolegów ambasadorów w Ameryce Łacińskiej pisał listy pełne
kłamstw do prezydenta RP, do Wspólnoty Polskiej, do Senatu - opowiada
Gugała. - Mnie zarzucał na przykład, że nie znam języka hiszpańskiego i
dlatego jestem niekompetentny. Skończyłem iberystykę. Hiszpański znam prawie
jak polski. Lepiej niż Kobylański. Wszyscy dla niego są Żydami i masonami.
Opowiadał bzdury o swoich kontaktach z Wałęsą, o rzekomych wpływach w
kancelarii Kwaśniewskiego.
W 2000 roku Władysław Bartoszewski, wówczas minister spraw zagranicznych, na
wniosek Gugały pozbawił Kobylańskiego funkcji konsula honorowego RP w
Urugwaju za walkę z polskimi dyplomatami w Ameryce Południowej i krytykę
polskiego rządu.
Cenna lista
Ostatni, X Kongres USOPAŁ w listopadzie ubiegłego roku odbył się w
rezydencji Kobylańskiego w Punta del Este. Gościła na nim grupa polityków z
kraju.
- Kobylańskiego podziwiam za wielką przejrzystość umysłu i ogromną precyzję
- mówi jeden z uczestników, Zdzisław Podkański, obecnie eurodeputowany z
PSL. - Mówił do Polonusów i do nas, osób z Polski, słowa, których nie
zapomnę:
"Często ponoszą was emocje, pamiętajcie, że macie jeszcze rozum".
Obecna na zjeździe wicemarszałek Senatu Jolanta Danielak z SLD nie pierwszy
raz spotkała się z Kobylańskim. - W mojej obecności nigdy nie wypowiadał
słów, które naruszałyby polską rację stanu - podkreśla.
- Wiem jednak, bo czytam jego wystąpienia prasowe, że często reprezentuje
postawę antysemicką.
Mnie przede wszystkim interesuje jednak finansowe wsparcie,
jakie Senat adresuje do Polaków w Ameryce Południowej, i ocena tych
przedsięwzięć.
A Kobylański ma sporo informacji na temat organizacji polonijnych, które
wspieramy
- mówi marszałek Danielak.
Na kongresie był także Andrzej Lepper. Przedstawiciel Polonii chilijskiej
Jerzy Achmatowicz spotkał tam przedstawicieli Radia Maryja, Piotra
Jakuckiego i Jana Fijora.
Najgorsza jest niekonsekwencja urzędników państwowych wobec Kobylańskiego -
uważa Jarosław Gugała. I rzeczywiście, jak sprawdziliśmy, pierwsze, co
zrobił nowy ambasador w Urugwaju Lech Kubiak, to zaprosił Kobylańskiego do
ambasady na święto narodowe. Kobylański ku zdumieniu gości przemawiał w
polskiej ambasadzie.
Gugała uważa, że Kobylański korumpuje krajowych polityków.
- Gdy byłem ambasadorem w Urugwaju, Kobylański powiedział mi,
abym nie podskakiwał, bo ma pięćdziesięciu kilku parlamentarzystów,
którzy coś mu zawdzięczają.
Ma listę, co im dał i kupił. I że oni mnie załatwią. .
JERZY MORAWSKI"
"
Wielce Szanowny Pan Prezydent RP
Lech Kaczyński
Wielce Szanowny Panie Prezydencie!
W ostatnich dniach obiegła światową Polonię bardzo niepokojąca informacja, że aktualny Rząd RP planuje mianowanie Ryszarda Schnepfa ambasadorem RP w Hiszpanii. Plany te patriotyczna Polonia odbiera z ogromnym oburzeniem, ponieważ osoba kandydata nie spełnia pod żadnym względem warunków koniecznych do godnego reprezentowania Rzeczpospolitej ani poza granicami, ani wewnątrz Kraju.
Ryszard Schnepf dał się poznać bowiem Polonii w Ameryce Łacińskiej od jak najgorszej strony i wielokrotnie środowiska polonijne pisały oraz próbowały bezskutecznie interweniować w kwestii skandalicznego i niegodnego nie tylko dyplomaty, ale i prawego człowieka postępowania tego osobnika. Pisał o tym między innymi Prezes Związku Kombatantów w Buenos Aires, pan Leopold Biłozur, były więzień Sowietów i bohater spod Monte Casino, który w swym artykule opublikowanym w „Głosie Polskim” z Buenos Aires ujawnił mające wszelkie cechy pospolitego przestępstwa działania Ryszarda Schnepfa. Publikacje na ten temat ukazały się zreszta nie tylko w prasie polonijnej. Na temat Schnepfa pisała również prasa paragwajska. Zarzuty były powazne. Chodziło o podejrzenie prania brudnych pieniędzy w ambasaddzie RP w Montevideo w czasach kiedy Schnepf pełnił tam funkcję ambasadora.
Również w Paragwaju miała miejsce kolejna afera sprzedaży przez R. Schnepfa tytułu honorowego konsula RP osobie narodowości niemieckiej, która nie miała z Polską nawet najmniejszych związków. Mówiło się, ze Schnepf najpierw otrzymał za to trzydzieści tysięcy dolarów, po czym pojechał wspólnie z nowym konsulem do Polski jako jego przewodnik i tłumacz po to, aby udowdnić, że Polska wogóle istnieje, o czym nowy konsul nie miał zielonego pojęcia. Podkreślić trzeba, że Schnepf był wtedy cały czas ambasadorem RP w Urugwaju.
Pełniąc właśnie tę funkcję popełnił Ryszard Schnepf kolejne oszustwo bezprawnie sprzedając panu Prezesowi Janowi Kobylańskiemu samochód dyplomatyczny będący własnością ambasady polskiej przed upływem przepisowych dwóch lat. Nie wiadomo w jaki sposób i jakich wpływów używając przekonał potem MSZ
w Warszawie, że samochód jakoby został sprzedany zgodnie z prawem po upływie dwóch lat użytkowania go przez ambasadę. Ukoronowaniem zupełnie nie dyplomatycznej działalności ambasadora Schnepfa
w Montevideo był udział w wystawieniu czeków bez pokrycia na ponad dwa miliony dolarów.
Pomimo tego, iż MSZ zostało bardzo szczegółowo poinformowane o kryminalnej działalności Ryszarda Schnepfa, dostarczona została bowiem do Warszawy dokomentacja wraz z fotokopiami umów, czeków, itd. (dokumenty te cały czas znajdują się do wglądu
w USOPAŁ), to w stosunku do autora tych uczynków nie zostały wyciągnięte żadne konsekwencje ani karne ani dyscyplinarne. Widocznie Ryszarda Schnepfa chroni w Polsce jakaś potężna i ukryta mafia.
Przyczyna takiego stanu rzeczy leży niewątpliwie w tym, że elity polityczne w Polsce są bardzo mocno spenetrowane i zdominowane przez wpływy polityczne sił wrogich naszej Ojczyźnie i realizujących przy użyciu sprzedanych i skorumpowanych funkcjonariuszy rządowych własne, obce Polsce cele. Ten karygodny proces ma miejsce szczególnie w MSZ, które to ministerstwo opanowane jest w 75% przez element obcy narodowo Polakom i wywodzący się jeszcze z poprzedniego reżimu.
Również korzenie Ryszarda Schnepfa tkwią bardzo głęboko
w czarnej nocy stalinizmu, gdyż jego ojciec, Maksymilian Schnpef, Żyd pochodzący z Ukrainy, będąc wysokim funkcjonariuszem NKWD-pułkownikiem- szkoląc nowe kadry zajmował się bardzo aktywnie i przez dekady sowietyzacją naszego Kraju. W latach pięćdziesiątych był bowiem pracownikiem UB, potem zaś SB i LWP w Krakowie, gdzie między innymi przykładał rękę do pacyfikacji strajków w roku 1981.
Sam Schnepf dopuścił się zdrady polskiej racji stanu pełniąc funkcję doradcy w randze ministra w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza, kiedy to lobbował na rzecz syjonistycznych organizacji żydowskich z USA, które bezprawnie domagają się od Polski sumy
65 miliardów dolarów. Po czym został wreszcie usunięty ze stanowiska za szkodliwą dla Polski i nieodpowiedzialną wypowiedż w kwestii budowy rurociągu na dnie Bałtyku. O dziwo dziś komisja parlamentarna do spraw obsady placówek dyplomatycznych jednogłośnie zaaprobowała kandydaturę Ryszarda Schnpefa na stanowisko ambasadora RP w Madrycie. Zdarzenie to potwierdza raz jeszcze fakt, że parlament i MSZ obsadzone są w większości przez wrogi Polsce element wywodzący się w prostej linii z żydo-komuny.
Szanowny Panie Prezydencie!
W czasie ostatnich wyborów prezydenckich patriotyczna Polonia Ameryki Łacińskiej murem poparła Pańską kandydaturę wierząc, iż Pan będąc Patriotą polskim jak i my, zadba o przywrócenie godności Polski w świecie i o polską rację stanu...
Dzisiaj zwracamy się do Pana Prezydenta poruszeni i oburzeni kandydaturą Schnepfa na ambasadora. Czy wszak człowiek o takim poziomie etycznym, jaki reprezentuje R. Schnepf może godnie reprezentować Rzeczpospolita Polską i Jej Prezydenta? Czy osoba mająca na swoim koncie wszystkie opisane tu uczynki, ( a podajemy jedynie małą ich część), nie powinna stanąć raczej przed sądem, zamiast pełnić wysokie funkcje państwowe? My, przedstawiciele Polonii nie możemy zaakceptować takiej sytuacji, która okrywa wstydem i hańbą również urząd i osobę Prezydenta RP. Dlatego też zwracamy się
do Pana, Panie Prezydencie ufając, że jako gorący patriota polski ustosunkuje się Pan do naszego listu i podejmie właściwą decyzję.
Z wyrazami najwyższego szacunku,
W imieniu Zarządu
Marek Lubinski
Dyrektor Public Relation
Peru
Leonor Adami
Dyrektor do spraw międzynarodowych
Urugwaj
Rosalia Martinez
Dyrektor Sparw Publicznych
Paragwaj
Elżbieta Lutomska
Dyrektor d/s kontaktów międzynarodowych
Urugwaj
Guillermo Escobar
Dyrektor d/s kontaktów międzyrządowych
Argentyna
Inz. Jerzy Skoryna
Prezes SPK , Delegad Zarzadu Głównego AK
Meksyk"



A potrafi uzasadnić dlaczego?
Jeśli nie, to proszę nie szkalować ziomala i nie urabiać opinii, ok?
Na ewentualne argumenty merytoryczne jestem otwarty i być może tu jeszcze zerknę w oczekiwaniu na takowe. Jednak nie obiecuję, bo o ile miewałem szacunek do Pan, Panie Warzecha ze względu na inne wypowiedzi to tu IMHO po prostu bazuje Pan na jakimś fałszywym mainstreamowym przekazie, że to niby faszysta, czy antysemita, zresztą kłamliwym i oszczerczym.
To mój ziomal, urodził sie tam gdzie mój śp. ojciec i w tym samym mniej więcej czasie.
A wie Pan, że miał czas i odwagę wytoczyć proces komunie? I za to należy mu się szacun! Chciało mu się w obronie honoru wyłożyć kasę.
A Pan? Jak na Pana mówią faszysta - przepraszam, za niegrzeczną formę - bardzo jej nie lubię, ale użyję, żeby dokuczyć - podkurczasz Pan ogon i udajesz, że nic się nie stało?
Chwała bohaterom!