25 lat temu, 26 stycznia 1988 zmarł X Alfred Cholewiński, Jezuita, dobrze zapowiadający się biblista. Podobno serce mu urosło do niespotykanych rozmiarów i pękło. Żartowałem sobie tak dzisiaj, że tak kochał i to dlatego. Do końca jeździł usługiwać wspólnotom neo. To on je ściągnął do Polski. Gadają, że gdyby nie te wspólnoty to zrobiłby karierę i został wybitnym biblistą, w końcu nie każdego Kościół wysyła do Rzymu na studia.
Byłem na pogrzebie – pamiętam do dzisiaj zachrypniętą na trzaskającym mrozie trąbkę i mnóstwo porządnych gitar, a wtedy o dobrą gitarę w Polsce nie było łatwo, moja została w domu, bo jechałem PKP z Wrocławia akurat.
Ktoś – chyba ktoś z Włochów z jego rzymskiej wspólnoty neokatechumenalnej - powiedział wyraźnie, że czuje, że On jest już w Niebie. Trochę mnie zszokowała ta zdumiewająca pewność, nie powiedział, że wierzy, czy coś, ale czuje, wie. Zresztą już jak wchodzili do Kościoła Boromeusza to jakby powiało, a może odczuwałem wtedy coś w rodzaju przepływu elektryczności. Zaśpiewali Credo na Powązkach i to było bardzo mocne. Dziwowałem się znowu i wzruszyłem, że taka mała grupka około 20 ludzi potrafi tak mocno zaśpiewać.
Alfred bywał radykalny.
Stąd tez tytuł notki – przyznaję ukradłem od Mateusza
HOMILIE
Odrzućcie głupotę, a będziecie żyli
Prz 9,1–6
Ef 5,15–20
J 6,51–58
Dzisiejsze lektury,…
http://mateusz.pl/ksiazki/chpo/chpo6-01.htm


Komentarze
Pokaż komentarze (3)