Z cyklu by żyło się lepiej wszystkim – polecam książkę
Kazimierz Turaliński: Jak kraść. Podręcznik złodzieja.
Trochę droga, więc nie kupię, bo mnie nie stać, może kiedyś, ale darmowe fragmenty można znaleźć np. tu
http://pl.scribd.com/doc/114615181/Kazimierz-Turalinski-Jak-krasc-Podrecznik-zlodzieja
i tu http://images.iformat.pl/386FBB4DEB/69990BB9-7D47-4646-A62F-4B4FBDAC917B.pdf.
Diagnoza stanu niezwykle trafna. Rzeczywiście państwo jakby rżnęło głupa.
Na str. 16 autor przypomina, że pierwszy milion trzeba ukraść. Milionowe przekręty są bezkarne. Natomiast odnośnie błahych spraw wyjaśnia, że są karane.
I tu bym polemizował.
Może i są, ale jak się organom ścigania poda sprawcę na półmisku.
Ściga się posłankę Sobecką za zapłacenie grzywny za o. Rydzyka.
A co się stało? Ktoś coś stracił, albo poniósł szkodę. Przecież nie budżet, bo kwota około 5 000 PLN przecież została wpłacona. A może chodzi o to, że nałożona kara poprzez to nie spełnia roli wychowawczej? No, może. I tu ciekawostka. Wystarczył donos jakiegoś chwalącego się tym gdzieś (racjonalista.pl) w Internecie kolesia.
Jak mi ukradli portfel w barze to samo zawiadomienie – donos nie wystarczył. Policja wezwana telefonicznie – owszem dotarła w jakieś 10 minut na miejsce zdarzenia i … poprosiła mnie, żebym dmuchał do alkomatu, po czym triumfalnie oznajmiła, że mam jakaś tam zawartość alkoholu (fakt wypiłem jakieś piwo i kiedy sięgałem do kieszeni, by zapłacić za drugie stwierdziłem brak portfela) i w związku z tym wyjaśnił, że nie mogą przyjąć zgłoszenia, poproszono mnie, żebym pojawił się osobiście u nich jak wytrzeźwieję i tam długo kazali mi cierpliwie czekać, a później jeszcze dłużej spisywali protokół, czy coś, po to, by nie kiwnąć palcem w tej sprawie i ją umorzyć. Facet, który prawdopodobnie mi ukradł portfel wjechał do baru z rowerem, barman musiał go znać, albo przynajmniej ludzie, którzy tam wtedy byli. Policjanci przybyli pojazdem pod lokal, ale nawet nie wyszli z auta. Zbadali mnie na zawartość alkoholu przez uchylone okienko i odjechali. Na drugi dzień było po ptokach. Ten bar to speluna, może się bali? Ja też się bałem, chociaż znałem z widzenia z dwóch gości, spytałem się ich czy znają tego, który był z rowerem za moimi placami – oczywiście „nie znali”, podobnie barman, ale tego już musiałem spytać głośno i publicznie. I wkurzony, jeszcze głośniej oświadczyłem, że w takim razie zawiadamiam policję. Za chwilę podszedł do mnie jakiś wyższy ode mnie chyba o głowę zakapior i oświadczył, że to czego się przed chwila pozbył, to nie mój portfel, ale kosa, skoro mają przyjechać gliny. Sprawdziłem, fakt. Ciekawe skąd wiedział, że w koszu nie będa szukać.
No cóż, też się bałem, było gorąco, jestem pewien, że ktoś z obecnych znał kolesia, który mnie okradł. Dlatego zadzwoniłem po gliny. Pomyślałem sobie, że skoro mi nie chcą powiedzieć kto to, - to może powiedzą policji.
Wcześniej też się zdarzyło (mam pecha, czy cuś, może miałem – odpukać - ostatnio się nie zdarza) zgłosiłem podobny incydent ukradli mi portfel, ale nie wiedziałem dokładnie gdzie, gdzieś na mieście, możliwe, że w autobusie. Przy zastrzeganiu kart bankomatowych dowiedziałem się, że ktoś usiłował wypłacić kasę z bankomatu i karta została zablokowana po 3. błędnym wprowadzeniu PIN. Przy bankomatach są kamery – pomyślałem, wystarczy… - podpowiedziałem to nawet policjantowi przyjmującemu zgłoszenie, bo może sami by na to nie wpadli – oczywiście olali.
Podobnie kiedyś z telefonem – nawet się nie pofatygowali skontaktować z operatorem. Policjant tłumaczył mi, że to by kosztowało ich ileś tam kasy, czy czasu, czy cuś. Wzruszyłem się. Rzeczywiście szkoda fatygi. Ostatnio nawet nie zgłosiłem kradzieży telefonu, bo po co, jeszcze popsuję statystyki wykrywalności, albo co.
Niekiedy odnoszę wrażenie, że Policja nie angażuje zbytnio w ściganie nawet pospolitych przestępców i złodziei. Po co się męczyć, wykazywać i narażać takim, a może to kolesie. Lepiej spisać protokół i odpisać, że umorzono z powodu nie wykrycia sprawcy. By żyło się lepiej wszystkim.
Co innego, jak się spotka gościa samotnie wracającego domu o 2 w nocy, jest okazja pogadać, wykazać się mandacikiem, może izdebką.
A co do tego pierwszego miliona to chyba już się trochę zdezaktualizowało „prezesi zarządu Strabagu i Mostostalu Warszawa ustalają kto ma wygrać przetarg na budowę jednego z odcinków autostrady A4”, bo ja mam ten pokój 582. Rozumiesz?”.
1 milion to było kiedyś. Ho ho ho.
„Najhojniejszym w obdarowywaniu swoich podwładnych okazał się szef dyplomacji Radosław Sikorski. Urzędnikom tego resortu miał podarować w ramach nagród 16,5 mln zł”. Podobno Tomasz Lis to ma 20 000 PLN za jeden występ w programie „Tomasz Lis na żywo” emitowany w publicznej TV. A niech mu ktoś powie, że ukradł.JA pamiętacie ten autobus, w którym stłoczeni członkowie pierwszego rządu taniego premiera Tuska jechali na pierwsze posiedzenie?
Aj tam, trzeba iść z postępem, wybierzmy „Grodzką” na „wicemarszałkinię”, a KRM przenieśmy w Dolo-Mity. By żyło się lepiej. Wszystkim?


Komentarze
Pokaż komentarze (4)